Tańczyć każdy może, trochę lepiej lub trochę gorzej...

Redakcja Focha stanęła przed tanecznym wyzwaniem. Egurrola Dance Studio zapytało, czy nie chcemy pochodzić do nich na zajęcia i napisać o naszych wrażeniach. Pewnie, że chcemy. Tylko co, jeśli nie potrafimy tańczyć?

Nie każdy musi mieć poczucie rytmu i giętkie ciało, co w tańcu pięknie się wije. Niektórym zwyczajnie brak tego czy tamtego. Nie da się jednak ukryć, że taniec - zwłaszcza taki nieskrępowany - może świetnie poprawić samopoczucie. Ale jak tu się nie krępować, gdy ludzie patrzą...? Piszę to we własnym imieniu, bo nie czuję się swobodnie w tańcu, choć poczucie rytmu mam (podobno). I zawsze mi się wydaje, że wszyscy się gapią i śmieją pod nosem.

Moje doświadczenie z tańczeniem nie jest jednak zupełnie zerowe. Po nieudanej próbie zmierzenia się z tangiem kilka lat temu, przed dwoma laty dostałam „szansę” - prezent w postaci kilku indywidualnych lekcji dla pary. Poszliśmy z narzeczonym, próbując odnaleźć w sobie entuzjazm. Żadne z nas nie miało ochoty uczyć się tańca, wszak po alkoholu całkiem nieźle sobie radzimy, nawet nam się udaje nie wybić sobie zębów i podbić oczu.

Trafiliśmy jednak na świetną instruktorkę, która od razu wyczuła, że nie zarazi nas pasją do posuwistych walców - nam zależy na dobrej zabawie. I tak nauczyliśmy się tańczyć rock'n'rolla - prosty krok i szereg efekciarskich figur. Jest radość, bo na każdym weselu możemy teraz dać czadu.

Nie zamierzałam jednak nigdy tańczyć na rurze, ani wić się erotycznie na zajęciach grupowych. Lecz koro jest wyzwanie - nauczona doświadczeniem, że może z tego wyjść coś fajnego, postanowiłam się go podjąć. Może się oswoję? Egurrola Dance Studio (a konkretnie oddział w Alejach Jerozolimskich, który nas zaprosił do wspólnej akcji) ma specjalną ofertę skierowaną dla pań - choć zdaje mi się, że to ponętne wicie się ma nas uczynić atrakcyjne w oczach panów. Mamy jednak focha na takie podejście: my chcemy się po prostu nauczyć fajnych ruchów. W kupie bab raźniej.

Gdy zadałam w redakcji pytanie: kto chciałby wciąć udział w tych testach, redaktor Rączkowska zakrzyknęła: a można tańczyć na rurze? Można. Jest więc kolejna chętna.

Kręci mnie każdy rodzaj ruchu i najchętniej wszystkiego bym chciała spróbować. Trenowałam już bardzo wiele rzeczy, poza sportami grupowymi i tańcami w parach, które mnie nigdy nie kręciły. W tańcu na rurze jest coś, co zawsze bardzo mi imponowało - siła i mięśnie. Owijanie się wokół rury wygląda na trudne, chcę zobaczyć, czy dam radę. Aspekt "sexy" w ogóle mnie w tym momencie nie interesuje. Siła i moc. Zobaczymy, czy to dostanę.”

- pisze mi Rączka, gdy ją pytam, czego się spodziewa po tych zajęciach.

Namówienie redaktor Żychlińskiej zajęło mi dłuższą chwilę:

Tańczyć bardzo lubię, ale niestety nie umiem. Tańczę przeważnie w dwóch sytuacjach. Pierwsza to kiedy jestem sama, w bardzo dobrym humorze, przy ulubionych piosenkach, których znam każde słowo i każdą nutkę. Druga - towarzyska, na imprezach. Zaznaczam, że z reguły ma to miejsce, kiedy jestem na nich już dłuższy czas, co oznacza, że animuszu i chęci do tanecznej ekspresji zdążyło mi dodać wypite wino. Co tu dużo mówić, po prostu nie mam poczucia rytmu. Będę z całą pewnością wyzwaniem dla instruktorów. Ale podobno nie ma rzeczy niemożliwych. Kiedyś chodziłam na salsę i nawet nie było tak źle. Oczekiwań nie mam zbyt wielu, poza tym, że chciałabym nauczyć się podstawowych ruchów, może układów i dobrze się bawić!”.

Startujemy zatem - będziemy Was na bieżąco informować, jak nam idzie. Kto wie - może pójdzie nam tak świetnie, że zaczniemy występować w rewiach? (Hue, hue, hue...)

Więcej o: