Czytasz wszędzie? Uważaj, to może być niebezpieczne!

Czytelnictwo w Polsce ciągle nie jest na wysokim poziomie. Nic dziwnego, bo czytanie nie jest ani proste, ani bezpieczne! W najlepszym wypadku grozi rozstrojem nerwowym.

W domu i w ogrodzie

Teoretycznie idealnym miejscem do czytania jest dom. W praktyce sprawdza się tylko to: książka czytana w domu nie ocenia naszych wyciągniętych dresów oraz nie najświeższych włosów związanych w frywolny kucyk. Ale dalej zaczynają się już schody. Siadasz lub kładziesz się z obowiązkowym kocem oraz herbatą lub innym napojem. Gdy jesteś posiadaczką czworonoga, musisz stoczyć z nim walkę o miejsce. Bo jak wiadomo najlepsze są już zajęte. Zaczyna się więc układanie ciał, a czas mija. Gdy po wielu przearanżowaniach przestrzeni uda się w końcu zasiąść w fotelu lub rozłożyć na kanapie, przykryć kocem i przytulić zwierzaka, to okazuje się, że herbata została w kuchni. Zimna już. I cholera, jeszcze raz, to samo. Wielu czytelników zgodzi się, że w ten sposób to się przede wszystkim można nabawić nerwicy, a nie rozwijać pasję. A jeszcze jak się ta nieszczęsna herbata wyleje niechcący podczas moszczenia, to już w ogóle. W domu można też czytać w wannie. Ma to swoje zalety, ale niesie ryzyko utonięć.

To może bezpieczniej czytać poza domem? Często marzysz o tym, żeby rozłożyć na zielonej, kwitnącej łące mięciutki kocyk i w promieniach słońca oddać się ulubionej lekturze. No właśnie! Marzysz o tym, bo w praktyce, cóż taki mamy klimat. Nieustannie brakuje słońca, ograniczona jest też liczba zdatnych łąk. Poza tym przestrzeń na łące wypełniają robale, gryzonie i szczątki organiczne, niektóre bardzo nieprzyjemne. Znalezienie miejsca z dala od nich jest niemożliwe. Bo jak nie ma psich kup, to są mrówki, jak nie ma mrówek, to krowy. Kładziesz się i od razu drapiesz. Weź tu czytaj w takich warunkach! A może się okazać, że masz alergię na pyłki. Przekichane. Trzeba szukać innych miejsc.

Nie taki korek straszny - czytanie w miejskiej dżungli

Skoro w domu trudno, na łonie natury jeszcze trudniej, to może w miejskiej dżungli? Oczywiście pod warunkiem, że nie używa się na co dzień samochodu, tylko korzysta z komunikacji publicznej. Każdy zapalony czytelnik zna to uczucie, gdy a) ma miejscówkę siedzącą i b) autobus staje w korku. Koniecznie autobus, bo metro i tramwaje właśnie nie stoją w korkach. I rozwijają prędkość, która bywa dla czytelników zabójcza! Jedziesz, chcesz do końca strony doczytać, a tu ci miły pan ogłasza, że twoja stacja, więc się zrywasz jak opętana i w ostatniej sekundzie czmychasz z pociągu. Prawdziwe życie na krawędzi. A jeżeli lektura wciągnie cię bardziej i przegapisz właściwą stację, to spóźnisz się w konsekwencji za bardzo, a stąd już tylko krok do bezrobocia (ono grozi również, gdy często jeździ się autobusami). Czytanie książek doprowadziło w ten sposób wielu czytelników do życiowej ruiny! Istnieje też szansa, że lektura obudzi w tobie zbyt silne i niekontrolowane emocje, co objawi się parskaniem śmiechem lub ronieniem łez. A to prosta droga do psychiatryka, bo ktoś zapewne wcześniej czy później wyśle tam takiego przeżywającego treści czytelnika.

Optymalne są dalekie podróże, pod warunkiem, że nie ma nikogo chrapiącego, śmierdzącego albo gadatliwego obok ciebie. Bo to odbiera przyjemność i znowu, zamiast czytania, człowiek ma tylko stres.

W kolejkach? Najlepiej

Czytelnik lubi kolejki. Nie ukrywajmy - to jak stanie z książką w korku tylko ludzkim. Krzesło jest, książka jest i czas jest. Można czytać u lekarza, w oczekiwaniu na wykład na uczelni, gdy jest okienko między wykładami, w urzędach. Zdarzyło mi się poznać prowadzącego zajęcia z historii na moim kierunku dopiero pod koniec semestru, bo jak na złość zawsze wybierałam takie lektury, których nie dało się skończyć od razu, a te okienka takie krótkie. Przez ten opuszczony wykład trudno było zaliczyć semestr i musiałam się wykładowcy tłumaczyć. Nie zmienia to faktu, że przyzwoity i zapalony czytelnik mówi stanowczo „nie” dobrej organizacji w służbie zdrowia, szkolnictwie oraz administracji państwowej. Bo to jedyne miejsca, w których właściwie można czytać bez stresu.

Za to czytanie podczas urlopu... To dopiero najeżone jest niebezpieczeństwami! Piach wdziera się w strony, zasypuje oczy, fale zalewają książki, nie mówiąc o wietrze i dzikich zwierzętach. Taka łąka to nic w porównaniu z dziką plażą. A już zwłaszcza, jak na tej plaży jest stado dzikich ludzi. Stres i niedogodności.

fot. Bloxfot. Blox

Jak widać, wybór spokojnego miejsca do czytania to wcale nie łatwa sprawa, wszędzie na pożeracza książek czyhają mniej lub bardziej poważne niebezpieczeństwa. Na szczęście od życia w takim stresie można uciec w lekturę!

* Marta Borowska - razem z siostrą, Sylwią Borowską-Szerszun, jako Milvanna współtworzy blogaKsiążki mojej siostry”, nominowanego przez Tomasza Raczka do finałowej trójki w kategorii Literackie i Kulturalne w konkursie Blog Roku 2014. Brak książki w torbie budzi w niej niepokój. Można ją spotkać w warszawskim metrze z nosem w fantasy i słuchawkami w uszach. Fanka kotów, siatkówki, łyżwiarstwa figurowego, wszelkiej maści serników i kawy. Całkowicie uzależniona od filmów i seriali.

bloxblox


Więcej o: