"Bloody Foreigners" - jak zamienić głupi epitet w mądrą akcję społeczną

Grupa polskich emigrantów w Wielkiej Brytanii postanowiła inteligentnie wykorzystać pogardliwe określenie i w ramach kampanii "Bloody Foreigners" namawia innych emigrantów do... oddawania krwi na rzecz lokalnych społeczności.

Od 2004 roku - według rozmaitych danych statystycznych - wyjechało z Polski od 1,4 do 2,2 miliona osób. Sporo z nich zamieszkało w Wielkiej Brytanii i doświadcza tam zarówno dobrych jak i złych stron losu emigranta. Ponieważ niemal wszyscy mamy jakichś przyjaciół czy bliskich mieszkających już TAM, a część naszych czytelników także żyje poza granicami Polski, to inicjatywa stworzona przez naszych rodaków w Szkocji może okazać się inspirująca. Poniżej moja krótka rozmowa z  organizatorami akcji "Bloody Foreigners".

Joanna Howańska freshmintstudio.comBranding: Joanna Howańska freshmintstudio.com

Skąd pomysł? Dlaczego akurat krew?

- Zaczęło się od prostego skojarzenia: bloody - blood. Pomysłodawczyni akcji, Joanna Zawadzka, działająca od lat na rzecz społeczności migrantów, zawsze szuka okazji do propagowania integracji i poczuła, że kampania o tak przewrotnej nazwie może odnieść sukces. Jest już dobrze udokumentowane, że emigranci na Wyspach mają duży pozytywny wkład do gospodarki, kultury, sztuki itd. Podejrzewamy, że wiele osób oddawało krew w swoich rodzinnych krajach, a mieszkając za granicą, nie wiedzą, gdzie się zarejestrować, jakie są wymagania, jak wygląda cały proces. Równocześnie banki krwi ciągle apelują o nowych dawców. Dlatego też chcieliśmy wykorzystać nasze znajomości w kręgach migracyjnych i entuzjazm tych kręgów do kampanii społecznych, żeby pomóc im dotrzeć do grupy emigrantów, którzy mogliby i chcieliby oddawać krew.

Kto tworzy Bloody Foreigners - nie jest to już chyba tylko polska inicjatywa?

- Kampania jest organizowana przez porozumienie stowarzyszeń migrantów w Wielkiej Brytanii. Jesteśmy zaledwie w początkowej fazie kampanii i Polacy, jako inicjatorzy, są najbardziej aktywni w jej organizowaniu. Lista naszych partnerów i zwolenników stale się wydłuża, włączając Migrant Voice, Migrants Rights Network, GRAMNet, Ukrainian-British City Club, Maryhill Integration Network, Lithuanian City of London Club, Somerset Racial Equality Council, Europia z Manchesteru, Hispanic Arts Scotland, MEAD Project z Perth i Golden Eagle International Hockey Team.

Materiały kampanii Bloody Foreigners fot. Tomasz Duda (bloodyforeigners.org.uk)Materiały kampanii Bloody Foreigners fot. Tomasz Duda (bloodyforeigners.org.uk)

Z jakimi reakcjami się spotykacie? Zarówno ze strony innych emigrantów jak i oficjalnych instytucji związanych z opieką zdrowotną?

- Odzew ze strony migrantów, ale też Brytyjczyków, przekroczył nasze najśmielsze oczekiwania: w ciągu kilku dni 1300 osób polubiło naszą stronę na Facebooku, wolontariusze rozdawali ulotki, angażowali się w akcje uliczne oraz rejestrowali się w centrach krwiodawstwa. Akcję natychmiast podchwyciły media - artykuły o BF znalazły się w Heraldzie i Daily Record, a organizatorzy udzielili wywiadu BBC Radio Scotland. Oczywiście, że dla organizacji państwowych fakt, że kampania nazywa się Bloody Foreigners był jakiegoś rodzaju barierą na początku. Teraz jednak widzą jak duże poparcie ma akcja i cieszą się, że mimo kontrowersyjnej nazwy, jest to wspaniały sposób na dotarcie do imigrantów.

Gdzie trafia krew, która oddajecie?

- Zachęcamy migrantów do rejestrowania się i oddawania krwi w lokalnych punktach krwiodawstwa.

Czy ktokolwiek w jakiejkolwiek sytuacji faktycznie określił cię mianem "bloody foreigner" lub podobnym epitetem?

- "Bloody foreigners" to termin funkcjonujący powszechnie w tabloidach, jest używany stereotypowo i generalizująco. Ksenofobiczne zachowania oczywiście się zdarzają, ale niekoniecznie wyrażają się w używaniu konkretnych sformułowań. Mamy nadzieję, że naszą akcją wpłyniemy nie tyle na jednostkowe zachowania, co na ogólną percepcję imigracji.

Wyczytałam w jednej z notek prasowych, ze wasza kampania jest poniekąd odpowiedzią na podnoszona przez brytyjskich polityków kwestię "turystyki zdrowotnej" do UK. Uważacie, ze taka turystyka nie istnieje?

- Kampania nie została pomyślana jako odpowiedź na konkretne zarzuty polityków co do migrantów, tylko jako kampania wizerunkowa, bo nie da się zaprzeczyć, że bilans między wkładem migrantów a obciążeniem dla społeczeństwa jest dodatni.

Czy myślicie, że taką akcje dałoby się przeszczepić do Polski i oswajać w ten sposób naszych emigrantów?

- Każda pozytywna akcja, która zbliża ludzi i przełamuje bariery jest zawsze dobrym pomysłem.

Materiały kampanii Bloody Foreigners fot. Tomasz Duda (bloodyforeigners.org.uk)Materiały kampanii Bloody Foreigners fot. Tomasz Duda (bloodyforeigners.org.uk)

Więcej o: