Ospa-party: zarazimy także twoje dziecko!

Dzięki ponurym doniesieniom o śmierci zarażonego dziecka termin "ospa-party" zrobi teraz karierę. Ale ten proceder trwa od dawna. I - o zgrozo! - przez wielu rodziców uznawany jest za cudowny sposób na budowanie "naturalnej" odporności dziecka.

Rodzice, udręczeni niekończącymi się chorobami swoich dzieci zrobią wiele, żeby je przed kolejnymi zakażeniami uchronić. Ale są tacy rodzice, którzy zrobią jeszcze więcej, aby swoje (i twoje) dziecko zarazić.

Czy znacie już tę fenomenalną koncepcję: OSPA PARTY (dla czytelników, którzy nie przepadają za wyrazami obcymi w polskich tekstach: OSPA PRZYJĘCIE). Chyba nie muszę wyjaśniać, że owa imprezka polega na zgonieniu dzieci do domu ofiary ospy, aby i one, w kontrolowany (a jakże!) przez zaradne mamusie sposób zaraziły się. No bo co mają się nie zarazić, przecież wiadomo, że i tak ospę MUSZĄ przejść (muszą?), a im wcześniej tym lepiej (naprawdę?), bo to przecież choroba wieku dziecięcego i jak się, co nie daj Boże, nie zarażą teraz, to później będą kłopoty (tak?). „Więc załóż Marysiu tę śliczną sukienkę z kokardą, idziemy na przyjęcie do twojej koleżanki. Wiesz, za dwa tygodnie poczujesz się gorzej, może troszkę zagorączkujesz, a później na twoim ciele pojawią się takie paskudne pęcherzyki (zobaczysz dziś u Kasi). To troszkę swędzi, ale przecież będziesz dzielną dziewczynką i nie będziesz drapać. A zresztą, mamusia ci przytnie paznokietki. No wkładajże lakierki, ospa, oj, przepraszam, Kasia czeka!”.

Ospa wietrzna, choroba wirusowa o dość podstępnym czasie inkubacji (pierwsza wiremia następuje po 4-6 dniach od zakażenia, a dopiero drugi rzut zakażenia następuje po pojawieniu się na powierzchni skóry charakterystycznych pęcherzyków z płynem po około 14-16 dniach od zakażenia) należy do chorób wieku dziecięcego (dziewięć na dziesięć przypadków wśród dzieci to chorzy poniżej dziesiątego roku życia). Ale nie jest prawdą, że wszyscy muszą przez nią przejść. Szacuje się, że około pięć procent osób przed dwudziestym piątym rokiem życia nie zaraża się ospą. Znam takie osoby, w najbliższym otoczeniu co najmniej cztery.

Jest ryzyko, jest zabawa!Jest ryzyko, jest zabawa!

Dopuszczanie do „kontrolowanego” zakażenia od innych dzieci nie jest metodą nabycia odporności na całe życie. Nie jest bowiem tajemnicą, że od kilku lat dostępna jest szczepionka przeciwko ospie wietrznej. Zamiast posyłać dzieci na ospa party, czy wyliczać, kto od kogo i w jakiej kolejności zarazi się w przedszkolu, lub w szkole, można pójść z dzieckiem do przychodni i zaszczepić.

„Po co szczepić, przecież tyle dzieci przechodzi tę ospę - raz, dwa i po sprawie. To nie jest ciężka choroba”. Czyżby? Ale może być ciężka. Szacuje się, że ciężki przebieg i powikłania dotykają sześciu, siedmiu procent zarażonych. Najgroźniejsze są dla niemowląt i dla dzieci po szesnastym roku życia. Ale nie tylko. Wśród powikłań poospowych wymienić można ropne zakażenie skóry, różę i ropowicę, zapalenie płuc i półpasiec. Najgroźniejsze powikłania obejmujące ośrodkowy układ nerwowy mogą prowadzić do zgonu.

Rodziców dzieci, którzy ospie nie dadzą się zaskoczyć (albowiem zaskoczą ją wcześniej zabierając dziecko na ospa party) podpowiem tylko, że te niewinne swędzące pęcherzyki mogą pokryć nie tylko plecki, nóżki, rączki, brzuszki i twarzyczki waszych dzieci. Być może tak się zdarzy, że zagnieżdżą się w jamie ustnej, na twardówce, mogą przyjąć formę krwotoczną (traf chciał, że szczególnie chętnie u niemowląt). Wiedzieliście o tym, zanim podjęliście decyzję o „kontrolowanym zakażeniu”, prawda? I nie macie w domu niemowlęcia? To dobrze.

A wiecie, że wirus ospy wietrznej nigdy nie „znika” z organizmu zakażonego? Ot, wędruje sobie do zwojów nerwów czuciowych przy rdzeniu kręgowym i tam sobie mieszka. Czasem się reaktywuje powodując półpaśca. Zwykle u osób starszych - ale kto by tam o tym myślał podczas dziecięcego ospa party...

Uwielbiam argument o tym, że ciężkie powikłania występują tylko u osób o obniżonej odporności. No, niech wam się szczęści rodzice i niech dziadki zarażają się ospą jedynie w szczytowej formie, nie cierpiąc uprzednio na biegunki, katary i trudno leczące się kaszelki...

Ospa party to jednak moi drodzy nie jest jedyny kontrolowany sposób zarażenia się ospą (czy też inną chorobą „wieku dziecięcego”). Gdyby ktoś z was nie przepadał za towarzyskimi spotkaniami, może sobie nabyć we wszechmogących internetach lizaka polizanego przez zakażone dziecko. I dać do wylizania swojemu.

Z dzieciństwa pamiętam książkę "Oczekiwanie" Zoi Żurawlowej. Jest tam taki fragment, w którym chora dziewczynka daje koleżance do polizania swój lizak, ponieważ dziewczynki chcą chorować wspólnie. Jestem przekonana, że ta koncepcja siedmiolatek zainspirowała autora pomysłu sprzedaży w internecie lizaków lizanych przez dzieci chore na tzw. choroby wieku dziecięcego. Jakkolwiek duży człowieku kanon lektur, przez które ewidentnie czytałeś, jest bliski mojemu sercu, o tyle koncepcja zastosowania tego w prawdziwym życiu wskazuje, że twój intelektualny (i emocjonalny rozwój) pozostał na poziomie siedmiolatka. Nie, wcale nie napiszę, że jesteś idiotą. Napiszę to o rodzicach biorących udział w tym procederze.

Więcej o: