10 dowodów na to, że upodabniasz się do swojej matki

Nie chcemy czekać do Dnia Matki, żeby podziękować tym, które wydały nas na świat. Za to, że przed każdą ich wizytą przewracamy dom do góry nogami, w pocie czoła pieczemy ciasta i upominamy naszych mężczyzn, żeby byli grzeczni. I za to, że z wiekiem (czyli po trzydziestce) zaczynamy zachowywać się dokładnie tak, jak one.

Mama jest częstą bohaterką moich tekstów. Wiem, zauważyliście. Mnie samą trochę dziwi, że mama stała się dla mnie najważniejszym punktem odniesienia, bo do niedawna uważałam się za córeczkę tatusia. Jak miałam lat osiem, dwanaście i piętnaście nie zgadzałam się z mamą. W podejściu do chłopaków, mody, szkoły. Większość moich przyjaciółek też miała problem z tymi bliskimi, ale odległymi, dorosłymi kobietami, które zamiast obsypywać nas prezentami za każdą szóstkę, punktowały, gdy przybrałyśmy na wadze, powiedziałyśmy brzydkie słowo albo ubrałyśmy się niechlujnie "w gości". Z czasem upodobniłyśmy się do mam wyborem męża, mieszkania i pracy, a wychowując własne dzieci, łapiemy się na tym, że stosujemy ich sprawdzone patenty. Oto 10 dowodów na to, że od maminych genów, przyzwyczajeń i rad nie da się uciec.

1. Twój mąż do złudzenia przypomina twojego tatę. Jest podobnego wzrostu, równie gwałtownie gestykuluje, ma identyczne poglądy. Freud by się uśmiał. Szkoły są dwie: szukasz mężczyzny skrajnie różnego od taty, z którym nie układało ci się najlepiej, albo młodszej kopii ukochanego tatusia. Najczęściej latami uciekasz od utartego schematu, żeby w końcu trafić na tego, przy którym czujesz się jak w domu. Z tyłu głowy masz wciąż mamę, która przestrzegała cię, że na motorze licealnego chłopaka na pewno wybijesz sobie zęby. Albo że ukochany poeta ze studiów na pewno jest alkoholikiem, a twój narzeczony ma tendencje do tycia. Zazwyczaj musisz w końcu schować dumę do kieszeni i przyznać jej rację, bo zawsze wiedziała, kogo naprawdę potrzebujesz.

2. Gotujesz według przepisów mamy. Dzielisz z nią smaki (ja latami nie jadłam śledzi, tatara i wątróbki, bo ona nie lubiła), tak jak ona stresujesz się przyjmowaniem gości, bo chcesz każdego podjąć po królewsku. Gdy byłaś mała, lubiłaś obserwować, gdy przed przyjęciem - jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki - M3 zamieniało się w rezydencję Carringtonów, a na stół wjeżdżały koreczki, pizze, ciasta. A mama po całym dniu w kuchni przebierała się w bufiastą kreację z Deni Cler albo innej Cateriny i bawiła gości lekką rozmową. Jak pani Dalloway albo bohaterki „Downton Abbey”. Gdy tylko zamknęły się drzwi za ostatnimi gośćmi, opadała na fotel i dawała upust swoim nerwom. Ale do tego momentu była perfekcyjną gospodynią, kucharką, panią domu. Niedoścignionym ideałem. Dzisiaj zapewne też przeżywasz katusze, nie mogąc się zdecydować, czego chcesz bardziej: przyjęcia dla przyjaciół czy świętego spokoju. A gdy przychodzi co do czego, zamiast wchodzić na bloga White Plate, wyciągasz z szafy przykurzony zeszyt z rodzinnymi przepisami.

3. Płaczesz w kinie, na serialach, bez powodu. Masz dosyć depresyjną, choć zrównoważoną naturę. Albo odwrotnie: rozpiera cię energia, chcesz działać, pracować, zmieniać świat. To, co najbardziej denerwowało cię w usposobieniu mamy - niezależnie od tego, czy był to niedostateczny czy nadmierny entuzjazm - powoli przenika do twojego krwiobiegu. Coraz częściej łapiesz się na tym, że używasz powiedzonek swojej mamy, masz podobną intuicję do ludzi, boisz się tych samych rzeczy. Nic dziwnego, podprogowo byłaś do tego tresowana od zawsze.

4. Nosisz podobne ciuchy. Zaczęło się od przymierzania szpilek mamy przed lustrem (kluczowa scena każdego filmu familijnego), pożyczaniu sukienek na szkolne imprezy, a kończy na tym, że właściwie macie wspólną szafę. Moja mama, ku mojemu wielkiemu wstydowi, nosi mniejszy rozmiar niż ja. Ale to nie przeszkadza mi podbierać jej co ładniejszych butów i torebek. Chociaż ona swój styl określa staroświecko, jako sportową elegancję, a ja miotam się raczej między rockowym romantyzmem, a tym, co mam akurat pod ręką, zmysł estetyczny odziedziczyłam po niej. Negatywne konsekwencje? Szlag mnie trafia, jak na stole jest za dużo przedmiotów i nie leżą pod kątem prostym. Ale z drugiej strony, nigdy nie zostałabym kimś, kto choć trochę zajmuje się modą, gdyby nie sterty „Vogue'ów”, które były w moim domu od zawsze.

5. Za dużo razy dziennie sprawdzasz prognozę pogody. Ona naprawdę tak często się nie zmienia. Moja mama kiedyś każdy poranek zaczynała od spojrzenia na termometr. Teraz rytuałem jest włączanie TVN Meteo co dwie godziny, jeszcze częstsze spoglądanie w prognozę na telefonie i niekończące się rozmowy o temperaturze nominalnej i odczuwalnej. Hasło „prognoza pogody” możesz zastąpić „rozwiązywaniem krzyżówek”, „oglądaniem M jak Miłość”, „robieniem przetworów”. Każda mama ma swoją słabość, żeby nie powiedzieć obsesję. Jeśli do trzydziestki jej nie powieliłaś, szacun.

Idealna jak mamaIdealna jak mama

6. Prasujesz bieliznę. No nie, dobrze, to byłoby przegięcie. Ale masz wyrzuty sumienia, że tego nie robisz. Do perfekcji opanowałaś techniki sprzątania albo masz sobie za złe, że Małgorzata Rozenek na pewno znalazłaby pod twoim łóżkiem kurz. Nie ma co się łudzić, że wychowanie jest genderowe. Po szkole, gdy chłopcy są zachęcani do hasania po podwórku, dziewczynki porządkują swoje pokoje, przyuczając się do prac gospodarskich. A w każdym razie tak to wyglądało jeszcze na przełomie lat 80. i 90. Dziś ja i moje koleżanki mamy kompleksy, że w półkach szklanki nie stoją tak równo jak w rodzinnym domu, a w szafie rządzą niegniotące się ubrania, których nie trzeba prasować. A potem i tak przyjeżdża z wizytą mama i znajduje dobrze zakonserwowany brud na lampie.

7. Chodzisz wcześnie spać i budzisz się późno albo kładziesz się późno i wstajesz wcześnie. Niezależnie od schematu, żyjesz w zgodzie z zegarem twojej mamy. I co gorsza, z coraz większą paniką reagujesz na zmiany planów, spontaniczne akcje i inne perturbacje. To nie tylko znak, że upodabniasz się do mamy. Po prostu się starzejesz.

8. Jesteś pracowita, zasadnicza, zdolna. Z zewnątrz wyglądasz jak mama („jesteście jak siostry”, mówią znajomi, co oczywiście zawsze cieszy mamy i wkurza córki), talenty przy dobrych wiatrach też odziedziczyłaś, a już najbardziej etykę pracy. Tu znowu daje o sobie znać (nie)genderowane wychowanie do pilności. Piątki były przecież zawsze przyjmowane ze stoickim spokojem, a czwórki traktowane jako spadek formy. Dlatego nie tylko dziedziczysz po mamie cechy osobowości, ale i wyuczone strategie radzenia sobie ze światem wciąż nierównych szans.

9. Uwielbiasz zakupy spożywcze, czasem wolisz nawet iść do Lidla niż do Zary. Coraz bardziej doceniasz swoją sprawdzoną fryzjerkę, zaufanego lekarza, ulubiony warzywniak. Doceniasz przyzwyczajenia i rutynę, wiesz, że małe przyjemności życia trzeba doceniać, bo większych może wcale nie być, coraz trudniej ci wyrwać się z bezpiecznego i przytulnego schematu.

10. Chcesz tego, co najlepsze dla innych, ale nie przejmujesz się tym, co o tobie myślą. To chyba najlepsze, co dostałaś po mamie. Luz dojrzałości, intuicję do ludzi, dobrą wolę. Silne kobiety, takie jak nasze mamy, zyskały przywilej bycia sobą zawsze i dla każdego. Piękne, prawda?

Ja wielu rzeczy jeszcze się nie zdążyłam od mamy nauczyć. Ma znacznie lepszy ode mnie słuch, każdą piosenkę rozpoznaje po trzech taktach. Gotuje z pieczołowitością, na którą w moim lekko chaotycznym życiu jeszcze nie ma miejsca. Ale najbardziej różni nas to, że ja jeszcze nie mam własnej córki. Chciałabym umieć ją tak pokochać, poznać i wychować jak moja mama mnie.

Więcej o: