O pielęgnacyjnych właściwościach herbaty i... pestek malin

Herbata - pijesz ją codziennie. A czy wiesz, że możesz używać jej do codziennej pielęgnacji skóry? Pod warunkiem, że będzie w formie hydrolatu lub olejku. A maliny? Nie, nie smaruj się konfiturą, sięgnij po olej z pestek malin! Szczególnie, jeśli planujesz wystawić twarz na słońce.

Od dawna nie było tekstu na temat pielęgnacji naturalnej i myślę, że jej zwolenniczki czują się niedopieszczone. Tak się składa, że niedawno zachorowałam, bardzo. Choroba była z rodzaju tych, co to pomagają w trzy dni zrzucić trzy kilo. Na szczęście, koszmar chorobowy się skończył, a ja poczułam, że będę żyła. Zapragnęłam pieczarek z cebulą, kilograma pomarańczy i herbaty w formie rozmaitej. Również na twarz.

Twoja herbatka... w nieco inne formie / fot. Marta LewinTwoja herbatka... w nieco inne formie / fot. Marta Lewin

Tu zaczyna się historia herbaty w mojej kosmetyczce. Po pierwsze: hydrolat z zielonej herbaty! Ja wiedziałam, że to musi być samo dobro. I miałam rację. Jedyne czego mu brakuje do ideału, to zapachu hydrolatu z kwiatów gorzkiej pomarańczy. Bo jeśli chodzi o działanie - dla mojej cery jest jeszcze lepszy, niż mój dotychczasowy ulubieniec. Co on takiego robi? Przede wszystkim działa przeciwzapalnie i lekko ściągająco. Łagodzi podrażnienia, zaczerwienienia i po raz pierwszy naprawdę mam wrażenie, że jakiś produkt wspomaga obkurczanie naczynek. Od kiedy używam hydrolatu z zielonej herbaty, rzadziej się rumienię i nawet po wystawieniu twarzy na działanie silnego wiatru nie mam tego uczucia (zapewne niektórzy wiedzą, o czym piszę), że krew buchnie mi z wysmaganej wiatrem skóry. Przypadek? Nie sądzę. Głęboko wierzę w działanie przeciwzmarszczkowe zielonej herbaty, chociaż trudno mi obiektywnie ocenić, czy na mojej twarzy jest widoczne (bo używam równocześnie innych przeciwzmarszczkowych produktów). Przeciwzmarszczkowe czy nie, na pewno zielona herbata ma działanie antyoksydacyjne. Podobno łagodzi też skutki poparzeń słonecznych, ale tego planuję w tym roku nie sprawdzać.

Drugim produktem herbacianym jest olejek z drzewa herbacianego. Prawdę mówiąc sięgnęłam po niego, bo poleciła mi go czytelniczka jako zamiennik dla olejku pichtowego. To była bardzo mądra porada (czytajcie komentarze pod tekstami, można tam znaleźć naprawdę interesujące wskazówki!), bo olejek z drzewa herbacianego pachnie o niebo subtelniej niż pichtowy (chociaż ja lubię zapach pichtowego, ale mąż mi się buntował...). Olejek z drzewa herbacianego to produkt, który warto mieć w domu - niekoniecznie do celów kosmetycznych. I może od nich zacznę. Olejek podobno odstrasza owady oraz łagodzi świąd i obrzęk po ich ugryzieniu. Nie sprawdziłam jeszcze tego działania, ale przecież za chwilę zacznie się sezon komarowy, więc będzie można testować do woli.

Jeśli przypadkiem jesteście zwolennikami wielorazowych pieluszek dla dzieci, to olejek jest niezastąpiony przy ich odkażaniu. Podobno warto wlać kilka kropli do pojemnika, w którym gromadzi się zużyte pieluszki, bo dzięki temu uzyskuje się bardziej znośny zapach (zawartości pojemnika). Olejek można rozcieńczyć wodą i używać do płukania ust przy stanach zapalnych dziąseł, można wykorzystywać go do inhalacji przy stanach zapalnych dróg oddechowych. Przy bólach mięśni i stawów (po wysiłku fizycznym, ale i przy chorobie reumatycznej) należy wymieszać kilka kropli olejku z balsamem do ciała i wetrzeć w bolące miejsce. Olejek herbaciany jest również pomocny w walce z opryszczką - wysusza ją, przyspiesza gojenie i zapobiega jej ponownemu pojawieniu się. Poleca się wcierać go w dotkniętą grzybicą skórę stóp. Podobno wspomaga także gojenie popękanych pięt i przeciwdziała potliwości (i przykremu zapachowi) stóp. Jeśli walczycie z łupieżem bądź z przetłuszczającymi się włosami, możecie dodać kilka kropli tego cudownego olejku do szamponu. Ze względu na działanie antyseptyczne, przeciwzapalne i wysuszające, stosuje się go punktowo na zmiany trądzikowe i wszelkie „niedoskonałości” skóry (mówić wprost - na pryszcze) i przyznam, że to ostatnie działanie olejku bardzo sobie cenię. Jeżeli zależy wam na uregulowaniu wydzielania sebum, złagodzeniu zmian zapalnych na większej powierzchni twarzy, zwężeniu porów, to warto dodawać kilka kropli olejku do maseczek z glinki. A jeśli jesteście leniwi - jak ja - i nie robicie sobie maseczek, to możecie dodać kilka kropel tego specyfiku do toniku bądź płynu micelarnego, którym przemywacie twarz.

Uwaga, olejku z drzewa herbacianego nie mogą stosować kobiety w ciąży i dzieci poniżej trzeciego roku życia!

Mało tego, że wszechstronny, to jeszcze ładnie pachnie / fot. Marta LewinMało tego, że wszechstronny, to jeszcze ładnie pachnie / fot. Marta Lewin

Do kompletu do pielęgnacji brakuje jeszcze tylko oleju, tu jednak akcja zrobi szybki zwrot i z herbaty przerzucimy się na rodzime maliny, a konkretnie - olej z pestek malin! Mała dygresja - swego czasu wszyscy bardzo pokochali olej arganowy, sama jestem jego wielką fanką. Jednak w miarę zagłębiania się w temat olejów i przegrzebywania ofert sklepów z półproduktami kosmetycznymi stwierdziłam, że jeszcze tyle produktów do wypróbowania (a między nami mówiąc - są po prostu lepsze oleje od arganowego). Wybór padł na olej z pestek malin dlatego, że zawiera ponad osiemdziesiąt procent Niezbędnych Nienasyconych Kwasów Tłuszczowych (NNKT). NNKT stanowią główny składnik płaszcza lipidowego skóry, jednak nie są produkowane przez nasz organizm. Dlatego muszą być dostarczane w diecie lub w produktach pielęgnacyjnych.

Co ciekawe, kwasy linolowy i alfa-linolenowy (należące do NNKT) mają działanie rozjaśniające i hamujące produkcję melaniny, która produkowana pod wpływem słońca w nadmiarze wpływa słońca powoduje tworzenie nieregularnych przebarwień. NNKT wspomagają także transport aktywnych substancji odżywczych w głąb skóry. Olej z pestek malin jest ponadto bogatym źródłem witaminy E, która jest bardzo skutecznym antyoksydantem. I, już bez wchodzenia w szczegóły, jest po prostu bogaty w antyoksydanty, a witamina E jest tylko jednym z nich. Dodatkowo, olej z pestek malin ma działanie przeciwzapalne i łagodzące (szczególnie poparzenia słoneczne). Jest też uważany za naturalny filtr, którego działanie porównywane jest nawet do filtrów naturalnych. Tutaj jednak uwaga - nie może być on stosowany zamiennie dla preparatów z filtrami ochronnymi podczas kąpieli słonecznych! Może natomiast stanowić uzupełnienie ochrony anty-UV. Jak sami widzicie - olej idealny na wiosnę i lato.

Mało znany, a szkoda, bo zasługuje na miejsce w czołówce olejów / fot. Marta LewinMało znany, a szkoda, bo zasługuje na miejsce w czołówce olejów / fot. Marta Lewin

Jestem ciekawa, czy używacie w swojej pielęgnacji (lub do celów leczniczych) któregoś z wymienionych przeze mnie produktów? A może macie inne „naturalne odkrycia” tej wiosny?

Więcej o: