Jak prowadzić prezentacje, gdy jest się nieśmiałym

Prezentacje są nieodłącznym elementem biurowego krajobrazu. Zdarza się, że budzą negatywne emocje i są przyczyną stresu - zwłaszcza, gdy odczuwa się lęk przed wystąpieniami publicznymi.

Dobrze pamiętam moją pierwszą prezentację. Była straszna. Paraliżował mnie lęk przed mówieniem do grupy obcych ludzi. 50 obcych osób. W dodatku okazało się, że mam wygłaszać okrągłe zdania przez mikrofon, co było podwójnie słabe, ponieważ miałam wrażenie, że mój głos jest koszmarnie zniekształcony. Miotałam się pod ścianą i uległam presji patrzenia na wyświetlane slajdy, zamiast na ekran laptopa, ponieważ bałam się spojrzeć w ludzkie oczy. Stanie tyłobokiem do publiczności było dość niezręczne, na szczęście szybko to do mnie dotarło. Żeby się mniej stresować, zdjęłam okulary. Jestem krótkowidzem, więc nie widziałam szczegółów twarzy, tylko ogólne zarysy ludzkich sylwetek. Cóż, muszę przyznać, że nie każdy mój pomysł jest równie dobry jak założenie kaloszy w deszczowy dzień, ten nie był. Może i nie widziałam ludzkich spojrzeń, ale nie mogłam też odczytać treści slajdów na laptopie.

Teraz już się tak nie denerwuję, ale minął rok i kilkanaście prezentacji, zanim nauczyłam się panować nad stresem i niepokojem towarzyszącym wystąpieniom publicznym. Teraz nieprzyjemne są tylko sytuacje, gdy ludzie zaczynają rozmawiać i przeszkadzają prowadzącemu. Zwłaszcza tacy głupio-mądrzy, którzy wchodzą w spór dla samej potrzeby rozdmuchania konfliktu lub panowie na lekkim kacu, gdy próbują pokazać, jakie to z nich przezabawne kozaki. Nie warto się przejmować takimi zachowaniami, ale trzeba też uważać, żeby nie sprowadzili całego wystąpienia do poziomu pyskówki.

Warto się staraćWarto się starać /fot. Magda Acer

Walkę ze stresem przed wystąpieniami publicznymi zaczęłam od prostego ćwiczenia. Starałam się wypatrzeć na sali osoby, która są mi przychylne, uśmiechają się i widać, że słuchają z zainteresowaniem. Zawsze takie są. A pozytywną energię zawsze da się wyczuć. Co jakiś czas spoglądam w kierunku takich osób, zawsze dodaje mi to energii i motywacji. Wraz z kolejnymi szkoleniami pozbywałam się irracjonalnego lęku przed ludźmi - nie, nie chcą mnie wyszydzić, ani odgryźć mi głowy. W miarę możliwości starałam się ignorować osoby, które rozwalały mi wykład swoim głośnym zachowaniem lub nieprzyjemnymi uwagami.

Na początku, oprócz samego faktu tremy związanego z wystąpieniem przed grupą ludzi, bałam się, że się zbłaźnię, że umknie mi ważny wątek, że zapomnę o czymś istotnym i w końcu, że nie będę potrafiła udzielić rozsądnej odpowiedzi na zadane pytania. Żeby o niczym nie zapomnieć robię sobie dodatkowe notatki, na kartce zapisuję istotne hasła i słowa klucze. Unikam dygresji, ponieważ łatwo sprowadzają mnie na tematyczne manowce. Staram się mówić w prosty i jasny sposób. Jeśli w trakcie prezentacji okaże się, że czegoś nie wiem (co jest normalne, ponieważ jestem człowiekiem, a nie alfą i omegą) lub, że nie jestem w stanie odpowiedzieć na jakieś pytanie, to szukam odpowiedzi/rozwiązania po zakończonej prezentacji i odpowiadam na maila. Czasami problem, który pojawia się podczas prezentacji, dotyczy omówienia konkretnego przypadku - wówczas warto rozwiązać go na zasadzie wspólnej burzy mózgów. Przyznam, że takie podejście lubię najbardziej, ponieważ najbardziej angażuje grupę i mam wrażenie, że z takiej prezentacji można najwięcej wynieść. Osobiście znacznie więcej zapamiętuję ze szkoleń, których forma jest bardziej zbliżona do warsztatów niż wykładów.

Nie lubię, gdy ktoś, prowadząc prezentację, ogranicza się jedynie do czytania monotonnym głosem treści slajdów. Zwykle szybko robię się senna. Dlatego najbardziej cenię tych prowadzących, którzy z teoretycznie nudnego lub trudnego tematu potrafią zrobić perełkę i wciągnąć słuchaczy w inspirującą dyskusję.

Co ciekawe wraz z upływem czasu okazało się, że mogę również omawiać tematy, z którymi się nie do końca zgadzam. W takich sytuacjach podczas szkolenia staram się powiedzieć o moich wątpliwościach i obawach dotyczących prezentowanych rozwiązań.

Odkryłam, że można popracować nad nieśmiałością, która mnie blokowała. Zdaję sobie sprawę z tego, że to banalna prawda, ale praktyka czyni mistrza. Dlatego trzeba ćwiczyć, szkolić i dać sobie prawo do błędów. Nie każdy ma wrodzony talent i predyspozycje do prowadzenia szkoleń w interesujący sposób, ale mam wrażenie, że można to wypracować. Kluczową rolę odgrywa zaangażowanie i kontakt ze słuchaczami.

Teraz już wiem, że można opanować tremę przed wystąpieniami publicznymi. Można je nawet polubić - tak się właśnie stało w moim przypadku. Bardzo dużo zależy od pozytywnego nastawienia. I jeśli jeszcze człowiek wie, o czym mówi, to wszystko powinno pójść gładko.

Wasza Korespondentka z Wydziału Odzyskiwania Zdrowego Rozsądku

Więcej o: