Rodzicu, pora na przygodę: wyjedź na weekend z nastolatkiem!

Wyjazd sam na sam z nastolatkiem może wydawać się zaproszeniem do totalnej katastrofy, ale jest co najmniej pięć powodów, dla których taki wypad może być znacznie przyjemniejszy niż weekendowa eskapada z małym dzieckiem.

Nastolatki chyba nie są wdzięcznym tematem do rozmów. Zanim zaczęłam pisać ten tekst, chciałam sprawdzić, czy naprawdę tak jest, że rodzice znacznie rzadziej wyjeżdżają z nastoletnimi dzieciakami niż z maluchami. I to nie z powodu braku czasu, tylko niemiłej atmosfery jaka takiemu wyjazdowi mogłaby towarzyszyć.

Udałam się więc na blogi rodzicielskie, bo gdzie jak gdzie, ale w tej wielkiej republice internetowej o dzieciach można znaleźć prawie wszystko. I co? Nic. Blogów o życiu z nastolatkami właściwie brak. Są słodkie maluchy, są rezolutne kilkulatki, ale dziecko w fazie przepoczwarzania z osobnika młodego w dorosłego, nie występuje. Przy okazji odkryłam, że dla równowagi mamy zatrzęsienie blogów nastolatków o rodzicach - najczęściej pod umownym tytułem "Jak bardzo RODZICE są źli i niczego nie łapią".

Wyjeżdżam w pojedynkę i z kilkulatką, i z nastolatkiem. Uwielbiam oba zestawy, ale doświadczenie mówi mi, że z nastolatkiem wyjechać jest zwyczajnie łatwiej. Dlaczego?

Fot. Ania OkaFot. Ania Oka

1. Nie musisz pakować połowy domu. W teorii z małym dzieckiem też nie musisz, ale najczęściej między teorią i praktyką coś się wydarza i nagle okazuje się, że oto masz wielką walizkę, małą walizkę, plecaczek z misiem i elastyczną torbę wypchaną w dziwny kształt, bo zabawki rzadko zachowują formę poręcznych prostopadłościanów. Najczęściej jedziesz samochodem, więc wygodna składana skrzyneczka też nie zawadzi, coby wrzucić luzem trochę kremów, leków, mokrych chusteczek, przekąsek, napojów, zabawiaczy. No dobrze, może opisałam oprzyrządowanie długiego wyjazdu, ale nawet na weekend dla małego dziecka zabieramy całą masę rzeczy.

Tymczasem nastolatek jest gotowy wyruszyć w świat z tym, co ma na sobie plus komórka, plus pieniądze. Po interwencji chwyta torbę basenową, wrzuca ręcznik, kąpielówki - to zawsze i niezależnie od pory roku - pięć losowych rzeczy z szafy, oraz szczoteczkę i czytnik. Oczywiście rodzaj męski, bo żeński jednak stara się spakować nieco bardziej racjonalne, choć przeważnie równie ascetycznie.

2. Nie musisz pilnować. Czego? No właśnie: niczego. Ty dzierżysz swoją torbę, nastolatek swoją. Odpada ci odpowiedzialność za cały bagażowy majdan. Nie pilnujesz, czy twój współtowarzysz jest wysikany/najedzony/zabawiony. Jak będzie głodny poinformuje. Jak będzie potrzebował toalety, to do niej pójdzie. Jak będzie się nudził, ukryje ten stan, żeby nie prowokować do rozmów o życiu.

Co więcej: nie sprawdzasz czy jest cały czas obok ciebie. Jak się zgubi. albo jak ty się zgubisz - na co też w końcu możesz sobie pozwolić - zwyczajnie do siebie zadzwonicie.

3. Na wyjeździe nie musisz chodzić spać i wstawać ze słonkiem czy innymi kurami. Jeśli macie wspólny pokój nie gasisz światła o 20.00, żeby przez kolejne 2-3 godziny usiłować położyć dziecko spać i w efekcie usnąć jako pierwsza, przycupnięta na krawędzi nie swojego łóżka, po czym obudzić się po kilku godzinach z nieodwracalnie zgiętym karkiem. Z nastolatkiem możecie czytać do północy, grać w karty, gadać, albo nagle wyjść kupić coś do jedzenia o 23.00, bo właśnie dopadł was głód.

Rano jest jeszcze lepiej: nastolatek nie obudzi cię na wyjeździe o 6.00 rano. Nie obudzi cię też o 7.00. Ani o 8.00. On już dawno przeszedł na twoją stronę i wie, że jeśli dają spać, to się śpi.

Zupełnie inaczej niż kilkulatek cierpiący na syndrom "nieprzytomności przedszkolnej" przez który nie można go dobudzić pięć dni roboczych, w sytuacji kiedy NAPRAWDĘ MUSICIE JUŻ WYJŚĆ do przedszkola/podstawówki. Za to dzień wolny wyczuwa specjalnym zmysłem - wstaje i leci niezwłocznie cię o tym poinformować, żebyście razem mogli radośnie wypatrywać pierwszych promieni słońca.

4. Nie martwisz się o posiłki. Co zje, kiedy zje, ile zje, czy zje zdrowo. Nie myślisz, co zamówić na obiad, żeby maluch mógł coś chrupnąć z twojego talerza, w razie jeśli nie będzie chciał ruszyć swojego nieśmiertelnego zestawu dziecięcego "kotleciki z kurczaka łamane przez paluszki rybne z frytkami". Śmiało zamawiasz dwa największe obiady. Nie martwisz się tym, że nie zmieścisz swojej porcji, albo że się roztyjesz, bo to czego nie upchniesz w swoim żołądku, znajdzie swoje miejsce w BEZDENNYCH czeluściach nastolatka. I nie mówicie, że nastolatki płci żeńskiej jedzą mniej - byłam jedną, to wiem i pamiętam jak pustoszyłam lodówkę po wcześniejszym wciągnięciu dwóch obiadów: szkolnego i domowego.

5. Możesz w końcu prezentować same zalety - własne. Oderwana od prozy życia, beztroska bardziej niż sam nastolatek, nie musisz się napinać, pilnować, wysilać. Nie czeka na ciebie wieczorny telefon od szefa, ani nocne jazdy na mopie, czy zabawy w białe-kolorowe z użyciem pralki. Nawet wychowawcza już nie musisz być specjalnie, bo właśnie przeczytałaś książkę Jespera Juula "Kiedy kończy się wychowanie" i zgadzasz się, że po 12. roku życia jakoś wiele nie wskórasz. Możesz więc zaprezentować nastolatkowi luz i beztroskę z licznymi elementami szaleństwa i niefrasobliwości. Nastolatki uwielbiają, kiedy rodzice się rozluźniają, więc jest nadzieja, że nie tylko będą zadowolone z wyjazdu, ale chętnie go powtórzą, a może nawet na starość, kiedy to ty będziesz w tej trochę trudniejszej fazie życia, chętnie zabiorą cię na wyjazd i napiszą tekst "Dlaczego fajnie jest wyjechać na weekend z seniorem".

Fot. Ania OkaFot. Ania Oka

PS. To, co trochę szwankuje na takim wyjeździe to zdjęcia - jeśli nie jesteś fanem selfie (nie jestem) i twój nastolatek też nie jest (mój zdecydowanie nie jest) to raczej nie będziecie potem mogli przypomnieć sobie wspólnymi fotografiami, jak fajnie jest wam razem urwać się z domu.

Ania Oka, Foch.pl