Najbardziej wkurzające teksty dotyczące menstruacji

Taaaaak. Żarciki dotyczące menstruacji bawią nas zawsze i wszędzie - a szczególnie tuż przed okresem lub gdy zwijamy się w kłębek, z powodu bólu jajnika. Bądźcie wtedy, szydercy, w zasięgu zamachnięcia się ręką.

Wrażliwi i inteligentni ludzie wiedzą, że nie wolno sobie żartować z menstruacji. Zwłaszcza, gdy jest się mężczyzną i się tego PROBLEMU nie zna. Ksiądz nie powinien się wypowiadać w sprawach łóżkowych, a facet w sprawach jajników. Choć z facetem sprawa jest nawet poważniejsza - faceta z okresem jeszcze nikt nie widział. Takiego, co się zachowuje jakby miał, to co innego. Ale nie o tym.

Jest kilka takich tekstów, które działają na nas - kobiety - jak płachta na byka. Nie próbuj tego w domu. Dobrze ci radzę. I niektóre są wypowiadane nawet z pewną życzliwością, inne mają być "fajnym" żartem (tylko dlaczego nikt się nie śmieje?), a inne są po prostu szowinistycznym przejawem mądrości ludowej.

"Coś taka wkurwiona, okres ci się zbliża?" - jeśli jestem właśnie tak wkurwiona, że wydaje ci się, że to od okresu, bo przecież tylko WTEDY, gdy on się zbliża bywam NAPRAWDĘ wkurwiona, prawda? - to lepiej usuń się z mojej drogi życiowej i nie wracaj na nią już nigdy. A tak serio - rzeczywiście daje się zauważyć pewną korelację między nadchodzącą menstruacją a stanem nerwów. Niektórych z nas dotyka to bardziej, innych wcale. Nie jest to jednak coś, z czego lubimy żartować, serio. Gdy już TEN STAN minie i uświadomię sobie, jak bardzo mnie wytrąciło mnie z równowagi coś, co tak naprawdę w ogóle nie powinno naruszyć mej tafli jeziora z lotosem - jest mi najczęściej zwyczajnie głupio. Ale przecież nie będę się z tym wylewać za bardzo, PRAWDA?

"Kochanie, ale ci cycki napuchły" - tak, owszem. I bolą mnie przy okazji i mam ochotę je sobie obciąć i rzucić nimi w dal. Niekoniecznie chcę, by ktoś mi jeszcze przypominał, że to widać.

"Kto zjadł CAŁĄ szarlotkę?". To nie jest śmieszne.

"Dobry koń i po błocie pójdzie". Taaaak. Kwestia seksu w "tych dniach" to sprawa indywidualna, jest grono zwolenników, które nie rozumie zupełnie grona przeciwników, podobnie to działa w drugą stronę. Sprowadzenie tego jednak takim zdaniem do brudu jest niefajne. Wie to każdy, kogo koń nigdzie nie pojechał.

"Macica płacze krwawymi łzami". To druga fraza, która jest paskudna. I jeszcze to dziwaczne skojarzenie z maryjnym kultem...

"Nie ufam niczemu co krwawi trzy dni i nie zdycha". Yhyyhyyyhyyy (rechot oblecha). To zdanie wpisuje się w nurt zdań okresowo-obleśnych. I na dodatek jest tak suchym żartem, że życzymy uwiądu narządów każdemu, kto je wygłasza.

"Ach, to ta wasza babska przypadłość..." - my to baby jesteśmy takie głupie i w ogóle. I mamy te takie przypadłości, jak ten okres na ten przykład. Tylko czemu w męskich oczach pojawia się taka panika, gdy go nagle nie ma przez dłuższy czas? Z tego względu zabawne jest też pytanie:

"ZNOWU masz okres?". Tak. To jest przypadłość cykliczna, która pojawiać się może nawet co dwadzieścia klika dni. A czas leci. Szybko. Od piątunia do piątunia. Więc siłą rzeczy TO pojawia się dość często.

"A czy ty przypadkiem nie powinnaś już dostać okresu?". To już jest na pograniczu troski, więc aż tak nie można się o to zdanie czepiać.

Zgiń przepadnij!Zgiń przepadnij!

"Oj nie przesadzaj, przecież to tak nie boli". Gdy masz kaca i twierdzisz, że tak cię boli łeb, że nie możesz NIC - to wtedy właśnie boli cię w połowie tak, jak potrafi boleć okres.

"Wiedziałem, że ta kłótnia wczoraj była z tego powodu". To prawda, że PMS nie jest wymysłem. Ale powtórzę to raz jeszcze - podkreślanie tego, że jakaś afera była TYLKO z tego powodu to umniejszanie powodu tejże afery, a to prowadzi do ponownego przemyślenia tychże powodów i tu - ku przestrodze! - uprzedzam, że ponowne wyciągnięcie wniosków może być jeszcze bardziej druzgocące dla drugiej strony.

"Po tylu latach powinnaś się już przyzwyczaić". To tak, jakby powiedzieć komuś, że do borowania zębów czy czyszczenia kibla można się przyzwyczaić, ba! wręcz zacząć podchodzić z entuzjazmem. Są rzeczy przykre, bolesne, niefajne, do których nie chcemy się przyzwyczajać. Żyjemy nadzieją, że one kiedyś znikną, przestaną być dotkliwe i życie stanie się wreszcie cudowne.

"Jejuuu, że my nie żyjemy w kulturze, która każe kobiecie w TYCH DNIACH przebywać poza miastem". Zaiste imponująca jest wiedza z dziedziny antropologii czy religii tego, kto taką złotą myśl wygłasza. Wspaniale, że "u nas" jest też tak fajnie, że nikt nas nie kamieniuje za seks przedmałżeński.

Jest też kilka fraz, które CHCEMY wówczas słyszeć. Warto zapamiętać i stosować:

"To nie fair i bez sensu, że musisz tak cierpieć" - obok "Może wina?" chyba najlepsze zdanie jakie kobieta może wówczas usłyszeć. Ja najczęściej słyszę "Przynieść ci może termofor na brzuch i proszki?", a w wersji najprzyjemniejszej - po prostu dostaję termofor i proszki od razu, z pełnym zrozumienia spojrzeniem. I za to GO uwielbiam.


Więcej o: