Jak dbać o włosy, gdy nie masz na to dużo czasu?

Jeszcze niedawno myślałam, że szczytem pielęgnacji włosów jest umycie ich szamponem z SLES (zamiast SLS), nałożenie na nie odżywki arganowej, a następnie na same końcówki kilku kropli silikonowego serum. Ale to było zanim zagłębiłam się w otchłań włosomaniackich blogów.

Można powiedzieć, że pierwszego marca podjęłam się pielęgnacyjnego wyzwania. Na podstawie lektury bloga Anwen określiłam sobie wytyczne pielęgnacyjne, które miały uratować moje włosy, zniszczone rozjaśnianiem, trwałą, słońcem, wiatrem i suchym powietrzem w ogrzewanych pomieszczeniach. Jak wyglądały moje włosy ponad dwa miesiące temu? Jakby „piorun w pietruszkę strzelił” - tak to się chyba mówiło... Puszyły się, burzyły, w połowie prostowały, w połowie kręciły, do tego elektryzowały się, a suche sztywne końcówki sterczały bojowo. Przy czym „końcówki” zaczynały się tak mniej więcej w połowie długości włosów. No, rozpacz. Pomagały oczywiście odżywki z silikonami. Cóż z tego, kiedy po kilku godzinach od aplikacji tychże silikonowych odżywek włosy wyglądały tak, jakbym ich kilka dni nie myła.

Zaczęłam od przestawienia się na mycie delikatnym szamponem. Akurat w łazience miałam szampony moich dzieci: Bubchen i Babydream. Jaki jest efekt mycia włosów delikatnymi szamponami? Są gładkie i nie robi się na nich splątany kołtun jak dotychczas. Niemniej, ten etap pielęgnacji wymaga jeszcze udoskonalenia, co oznacza, że będę szukała lepszych produktów do mycia, niż te dwa. W najbliższym czasie przetestuję na pewno Seboradin i Szampon babuszki Agafii na cedrowym propolisie. Ciekawa jestem, czy używacie któregoś z nich?

Produkty do codziennej pielęgnacji (Fot. Marta Lewin)Produkty do codziennej pielęgnacji (Fot. Marta Lewin)

Przyznam, że trochę zapomniałam o robieniu peelingu skórze głowy. Jakieś to takie dla mnie nie było naturalne. No i jak sobie o nim przypominałam, to już było za późno, żeby zbiegać do kuchni po cukier (peeling planowałam robić z szamponu zmieszanego z cukrem). Wreszcie wykombinowałam (a kombinowania nauczyłam się od włosomaniaczek, które kombinują z produktami niekoniecznie przeznaczonymi do pielęgnacji włosów), że będę sobie robiła peeling głowy różanym peelingiem do ust Pat&Rub (zawiera ksylitol, olej z migdałów, masło mango, wyciąg z nawrotu lekarskiego i olejek z róży damasceńskiej). Trudno mi na razie ocenić efekty oczyszczania skóry głowy peelingiem do ust, ponieważ jestem po zaledwie dwóch sesjach. Ale na pewno będę kontynuować, bo pal licho oczyszczanie skalpu z martwego naskórka, martwych włosów i innych takich, ale podobno peelingi pomagają unieść u nasady przylegające do czaszki włosy. A to coś zdecydowanie dla mnie!

Drugi punkt - nakładanie na włosy maski i okręcanie głowy turbanem (z folii i ręcznika) ku wielkiemu zdziwieniu i niezdrowemu zainteresowaniu rodziny (mamusiu, a mogę ci TAM zajrzeć? Pokaż, co ci się stało pod tym ręcznikiem? Mamo, a ja też sobie mogę włożyć foliową torebkę na głowę?) praktykowałam sumiennie. Zaczęło się od tego, że któregoś razu przy śniadaniu pomyślałam sobie: - a niech tam, chlapnę sobie tym jogurtem z miodem na włosy, zobaczymy co z tego wyniknie. No i pełna obaw, że później się nie domyję, chlapnęłam. Ze zmyciem mikstury problemu nie było. Włosy odwdzięczyły się niezwykłą jak na nie gładkością i uniesieniem u nasady i zwiększeniem objętości. Tadam!

Tak też można myć włosy (pexels.com)Tak też można myć włosy (pexels.com)

Trzeci punkt - wcierki zamiast olejowania - zrealizowałam, ale całkiem odwrotnie, niż planowałam. Po prostu, jak już zebrałam się na odwagę, żeby paprać włosy jogurtem i miodem, to uznałam, że niewiele mam do stracenia i mogę je też smarować oliwą z oliwek. No i okazało się, że to był strzał w dziesiątkę. Jestem tak zadowolona z efektów olejowania, że robię je kilka razy w tygodniu. Poza tym, że włosy nabrały gładkości i pięknego połysku, zaczęły się też bardzo ładnie układać. No i unosić przy nasadzie. W ogóle, jakby mnie ktoś zapytał, który z nowych, wykonanych dotychczas zabiegów uważam za najbardziej wartościowy, to powiedziała bym, że olejowanie. Świetna sprawa. Pod warunkiem, że nauczycie się dobrze oczyścić nasmarowane olejem włosy. Ja się zorientowałam, że coś jest nie tak dopiero po jakichś dwóch tygodniach... Ponownie przegrzebałam blogi i odkryłam, że wśród średnio trzystu porad pielęgnacyjnych jest i ta, jak zmywać olej z włosów. Otóż, należy włosy zwilżyć, nałożyć szampon i pozostawić na kilka minut, żeby na włosach powstała emulsja, którą będzie później łatwiej spłukać.

Z wcierkami jest gorzej. Zapału starczyło mi na jakieś dziesięć dni. Później przeczytałam sobie o rozmaitych sposobach aplikacji wcierek włosomaniaczek i poddałam się, Bardzo to skomplikowane i dość czasochłonne. Dokładny, piętnastominutowy masaż skóry głowy poprzedzony aplikacją na skalp za pomocą strzykawki. Brrr, nawet jak o tym piszę, to cierpnie mi skóra. I chociaż dobrze mi się współpracowało przez dziesięć dni z kultowym Jantarem (jak ktoś ma zapał do aplikacji i wcierania, to polecam), zrezygnowałam zrozumiawszy, że nalanie sobie płynu na dłoń i wtarcie gdzieniegdzie opuszkami palców to nie to samo, co sumienne wtarcie go w skalp.

Jaki jest efekt mojej już ponad dwumiesięcznej mądrzejszej-i-lepszej-niż-wcześniej pielęgnacji włosów? Na pewno lepsze nawilżenie. Włosy nie plączą się po myciu, nie elektryzują się, a tam, gdzie są resztki trwałej mają naprawdę ładny skręt (czego nie mogłam o nich powiedzieć przed rozpoczęciem obecnej pielęgnacji). Uniosły się nieco przy nasadzie, już nie są „przyklejone” do skalpu - bez produktów do stylizacji i specjalnego układania taki efekt osiągnęłam pierwszy raz w życiu. Natomiast włosy zamiast być dłuższe, po tych dwóch miesiącach są... krótsze. Po około miesiącu od zmiany pielęgnacji suche, połamane końcówki (tak, te co to mi się zaczynały w połowie włosów) zaczęły się tak rzucać w oczy i odznaczać od tej części nawilżonej i lśniącej, że postanowiłam je ściąć i przygodę z zapuszczaniem rozpocząć w zasadzie od początku. No ale nic to, może nie każdemu pisane włosy do pasa (czy do ramion...). A tymczasem - gram dalej. Plan na kolejne dwa miesiące, to dobrać optymalne (gotowe) produkty do pielęgnacji. Jakie są wasze ulubione?

Więcej o: