Duch walki w narodzie - jak bardzo nienawidzimy się przed wyborami?

Do najbliższej niedzieli całkowicie osiwieję. Nerwy mnie zjadają nie dlatego, że mamy dokonać wyboru prezydenta, ale dlatego, że towarzyszy temu prawdziwa wojna domowa.

Media społecznościowe mają swoje zalety, ale nie są też pozbawione wad. W momencie, w którym się znajdujemy w Polsce, czyli tuż przed wyborami prezydenckimi, moja społecznościówka bardzo mnie dołuje. Tak się składa, że nie bardzo mogę sobie pozwolić na luksus nie korzystania z Facebooka, bo jest to jedno z narzędzi mojej pracy. A dół wynika z faktu zalania mojej tablicy polityką. Pod każdym praktycznie postem jest jakieś odniesienie do kandydatów. Ludzie, którzy do tej pory nie uprawiali fejsbukowej polityki, ostro się za nią wzięli. Niestety.

Kto lepiej wypadł w debacie prezydenckiej?Gazeta.pl

Tak, każdy ma prawo wyrażać swoje poparcie lub niezadowolenie z kandydatów. Ale sposób wyrażania tych poglądów jest, w dużej części wypowiedzi, po prostu okropny. Ludzie, którzy się nawet nie znają, wylewają na siebie wiadra pomyj, obrażają się i upokarzają nawzajem. W imię czego? Czy jedynym sposobem na rozładowanie frustracji musi być obelga, złość i nienawiść?

Nie sądzę, żeby wyzywanie kandydata i jego wyborców od imbecyli, żeby nie powiedzieć gorzej, zmieniło poglądy oponenta w dyskusji o polityce. Niestety, większość internetowych pieniaczy nie rozumie tego i działa według schematu: "Moja prawda jest najmojsza i najprawdziwsza, a skoro się z nią nie zgadzasz to jesteś parch, patałach i wynoś się z tego kraju. Nie jesteś POLAKIEM!”

No krew mnie zalewa i po prostu chce mi się płakać, jak to czytam, czy takich rzeczy słucham. Na głupim spacerze z psem jedna z napotkanych pań zapytała się mnie na kogo głosuję. Kurde, kobieto! Po pierwsze cię nie znam, po drugie to nie jest twój interes, po trzecie - to punkt pierwszy i drugi razem wzięte. Przyznam się, że oniemiałam i byłam w szoku. Zaczęłam nawet przypuszczać, że jak odpowiem nie po myśli pani, to jej pies będzie miał zakaz obwąchiwania się po zadku z moim psem. Tak się na szczęście nie stało, ale odpowiedziałam zgodnie z prawdą - że to jest moja prywatna sprawa i nie chcę o tym rozmawiać. Kusiło mnie nawet o zadanie pytania - a skąd przypuszczenie, że w ogóle będę głosować? Na szczęście zamilkłam na czas, bo lepiej nie grzebać w tym temacie.

Agitacja wyborcza między obywatelami nabiera na sile z każdą godziną i z każdą godziną podnosi mi ciśnienie. Mam wrażenie, że dojdzie do sceny jak z filmu "Kingsman”, gdzie na dźwięk telefonu ludzie zaczęli ze sobą walczyć. Nieważne, czy do tej pory się lubili, kochali, a może się nie znali. Po prostu zaczęli się bić i mordować.

Bardzo smutne jest to, że żyjemy w kraju, w którym sami jesteśmy dla siebie najgorszymi wrogami. Informacje o wyglądzie rodziny kandydatów, pytanie, czy Polsce potrzebna jest druga Kasia Tusk (tak, to jeden z tytułów w Natemat...) i wiele innych absurdalnych tematów jest teraz wałkowanych i wyciąganych pod "dyskusję”. O jakiej dyskusji w ogóle jest mowa? W dyskusji nie padają epitety, tylko rzeczowe argumenty. A to co ja widzę, to rzucanie się sobie do gardeł i kopanie leżących.

Ci wszyscy głośno ujadający zapominają o jednym. Wasze utyskiwania i tak na nic się zdają. Politycy nie są rozliczani ze swoich obietnic i działań. Politycy mają to do siebie, że coś obiecują, a później nie wywiązują się z obietnic. Politycy zmieniają zdanie w zależności od tego czy koryto się oddala czy przybliża. Więc drodzy rodacy, nie naskakujcie na siebie nawzajem w imię tych, którzy nie wiedzą nawet o waszym istnieniu. Głosujcie zgodnie ze swoimi poglądami - bo macie do tego prawo. Ale proszę, miejcie też szacunek do innych przekonań. Nie musicie się zgadzać, ale wyzywać innych ludzi też nie musicie. Nie warto. Nie bierzcie przykładu z tych kilku głośnych polityków z różnych stron sejmowej ławy. Bądźcie lepsi niż oni.

W związku z ciszą wyborczą i obowiązującymi nas obostrzeniami - pod tym tekstem, na czas ciszy wyborczej, zostały wyłączone komentarze.

Więcej o: