10 rzeczy, które robisz, gdy (wreszcie) zostajesz sama w domu

Czasem żałuję, że zaraz po maturze, gdy wyprowadziłam się od rodziców, zamieszkałam z chłopakiem. Nigdy nie miałam całego mieszkania dla siebie. Teraz te chwile, gdy zostaję sama w domu, wykorzystuję w stu procentach. Najchętniej na moje ulubione rytuały. A Wy co porabiacie, "gdy nie ma w domu dzieci"?

Wystarczy, że za moim mężem zatrzasną się drzwi, a ja już zmywam makijaż, wskakuję w piżamę i wyciągam z zamrażarki lody czekoladowe. Zależnie od długości dźwięku samotności, odhaczam jeden albo kilka punktów z mojej listy „uciechy samotnej kobiety”. Możliwości samorealizacji są niezmierzone, ale wszystkie uwzględniają zasadę trzy razy „p”: po pierwsze przyjemność! No i jeszcze pokusy i perwersje.

1. Chodzenie, bieganie, skakanie. Oczywiście nago. Samotność to nie czas na sport, bo przecież Ewy Chodakowskie na ekranie zaburzają kruchą harmonię jednoosobowego ekosystemu, a próby wykonywania wymachów i innych wygibasów bez superwizji supetrenerki są z góry skazane na niepowodzenie. Gdy zostajesz sama w domu, wymyśl swój własny sport. To może być alternatywny układ taneczny do „Single Ladies”, bieg w miejscu z podnoszeniem kolan do brody albo usilne próby powrotu do formy, którą miałaś w podstawówce. Ale zamiast modnych ubrań na fitness, ćwicz w bieliźnie albo najlepiej nago. Rada od serca: byle daleko od lustra. Niech spokoju samotności nie zaburzy okrutne odbicie.

Kto człowiekowi zabroni?Kto człowiekowi zabroni?

2. Kompulsywne sprzątanie. Nie dotyczy oczywiście wszystkich. Ale niektóre z nas skrzętnie wykorzystują każdą sekundę samotnego czasu na pastowanie butów, wycieranie kurzy z sufitu, froterowanie podłóg i inne czynności, do których mężczyźni po prostu się nie nadają. To fenomen, że jak tylko zostajesz sam na sam ze swoim mieszkaniem zamienia się nagle w siedlisko brudu, kurzu i syfu. Wołający o pomstę do nieba nieporządek wzywa do działania. Poddasz się presji?

3. Testowanie nowych przepisów. Kuchnia zamienia się w laboratorium kreskówkowego Dextera, domową świątynię bogini Nigelli albo śmietnik historii, w którym mieszają się kartki papieru, obierki i niezidentyfikowane proszki różnych maści i kolorów. Jeśli ambicje kulinarne realizujesz tylko wtedy, gdy nikt nie patrzy (i nie może efektów eksperymentów skrytykować), najpewniej zjesz wszystko sama, a potem zapłaczesz nad nadliczbowymi kilogramami. Albo w geście rozpaczy pozbędziesz się wszelkich śladów nieudanej próby założenia bloga kulinarnego.

4. Plotki, śledztwa i zamuła na Facebooku. Czyżby ta dziwna koleżanka z podstawówki, której nigdy nie lubiłaś, miała już drugie dziecko? A twój eks pojechał na weekend nie z jedną, ale z trzema dziewczynami? A może suknia ślubna twojej znajomej z pracy brzydko marszczyła się na biodrach? Te i wiele więcej niezbędnych informacji można znaleźć tylko uważnie przeglądając news feed. Nie wystarczy zwykle scrollowanie. Czasami, żeby uknuć intrygę i wytropić sensację, trzeba zagłębić się w gąszcz linków. Od zdjęcia do zdjęcia i trafiamy na to, co ta wredna X koniecznie chciała przed nami ukryć. Gdy objadając się lodami, chipsami i czekoladą, z wypiekami na twarzy przeglądasz Facebooka, czujesz się jak Sherlock Holmes. I nawet do głowy ci nie przyjdzie, że tracisz czas i minęły cenne godziny, które mogłabyś poświęcić na kawę z przyjaciółką w Prawdziwym Świecie. Ale po co, przecież ona też siedzi na fejsie i wysyła ci linki do co lepszych zdjęć wspólnych znajomych. Bogu dzięki za Messengera, dzięki któremu pożeranie facebookowych plotek przestaje być zajęciem samotnym.

5. Rewia mody. Twój chłopak nie wie, że chomikujesz w szafie ubrania sprzed dziesięciu lat, te które podarowała ci w dzieciństwie twoja babcia albo odziedziczone po koleżankach? Nie czekaj do Halloween, wyciągnij je już teraz! Jeśli w tle puścisz sobie „Change Clothes” Jay-Z albo „Freedom” George'a Michaela, możesz nawet poćwiczyć drapieżny krok supermodelek. Czujesz się plus size? I dobrze! Najwyższy czas, żeby na tę koronkową bieliznę narzucić wielkie futro. PETA na pewno się nie dowie.

6. Ćwiczenia wokalne. Instrukcja obsługi: na YouTube wpisz tytuł ulubionej piosenki Ariany Grande, Mariah Carey i Whitney Houston (nie wstydź się także kultowych utworów „Orła cień”, „Budzikom śmierć” i „Dumka na dwa serca”) w wersji karaoke, weź w dłoń szczotkę do włosów, ogórka albo rolkę papieru. I śpiewaj, ile sił w płucach. Jeśli wolisz duety, wielkie głosy niech lecą w tle, a ty postaraj się uwierzyć, że następna edycja „Voice of Poland” należy do ciebie.

7. Pisanie. Pamiętnika, dystopii young adult, w której ekranizacji na pewno wystąpi Jennifer Lawrence, postanowień potrzebnych do rozpoczęcia terapii albo choćby bardzo długiego listu do przyjaciółki (nie robiłaś tego od liceum, prawda?). Nareszcie nie przeszkadzają ci utyskiwanie matki, marudzenie męża i kwilenie dzieci. A gdy zamiast poruszać się w rytmie stukania na klawiaturze, zaczynasz świrować z powodu powolnego kapania wody, szurania sąsiadów albo świstu wichru to najlepszy dowód na to, że wena nie przychodzi wtedy, gdy na nią czekasz.

8. Maraton serialowy. Twój chłopak nie chce oglądać „Pamiętników wampirów”? Jego strata. Nawet twoje najlepsze przyjaciółki nie podzielają fascynacji „Jane the Virgin”? Trudno, obejrzysz sama. Wstydzisz się, że znowu od początku oglądasz „Kochane kłopoty”? Przecież nikt nie musi o tym wiedzieć. W samotności wielogodzinne oglądanie dziesięciu odcinków pod rząd, aż zdrętwieje ci szyja, zacznie burczeć w brzuchu, a komputer rozpali się do czerwoności, to odpowiedź na twoje najgłębiej skrywane lęki. Bohaterowie powiedzą ci z ekranu: „Nie, wcale nie musisz produktywnie wykorzystywać czasu, my zrobimy to za ciebie”. Co za ulga!

9. Przeglądanie się w lustrze, które może zaowocować nadmiernie wyskubanymi brwiami, makijażem clowna albo setką selfików. Jeśli wciąż pozostajesz w fazie lustra, a nawet wtedy jeśli już dawno dojrzałaś, czasem nie ma nic przyjemniejszego niż drobiazgowe badania każdego centymetra własnej twarzy. „Poznaj samego siebie” jest przecież podstawą wszelkiego poznania. No i Kim też tak robi, więc masz usprawiedliwienie.

10. Spa w łazience. Zaczyna się od peelingu. Potem depilacja, maseczka, masaż. Nikt nie puka do drzwi, każąc ci natychmiast opuścić wykafelkowaną łazienkę trzy na trzy, która dla ciebie zamieniła się w pachnące kadzidełkami spa. Nikt się nie śmieje, że w maseczce wyglądasz jak Hannibal Lecter. Nikt nie ma czelności powiedzieć, że muzyka relaksacyjna brzmi jak spuszczanie wody w klozecie. Szkoda tylko, że nie masz własnej masażystki, kosmetyczki i wizażystki. Ale magazyny kobiece przychodzą z odsieczą. Relaks będzie doskonały póki nie postanowisz wylać sobie gorącego wosku na okolice intymne, bo właśnie wtedy...

Domownicy powrócą. A ty po kilku godzinach bicia się z myślami, bezdennej samotności i niewykorzystanych szans, z ulgą zaczniesz planować następny samotny wieczór/dzień/weekend. Byle nie za często.

Więcej o: