Nie ma jak u Mamy - smaki naszego dzieciństwa

Duża część najmilszych wspomnień z dzieciństwa łączy się ze smakami potraw, które tylko Mama umiała zrobić - a w każdym razie u niej smakowały najlepiej. Z okazji Dnia Matki wspominamy nasze ukochane dania autorstwa naszych ukochanych Mam!

PAULINA GORZKOWSKA

Kuchnia mojej Mamy była taka, jak ona sama: praktyczna, przyjazna i z poczuciem humoru. Moje próby odtworzenia któregokolwiek dania z bogatego maminego repertuaru (wariacje na temat polskiej klasyki, eksperymenty w duchu śródziemnomorskim i azjatyckim, które tata i tak często profanował keczupem) zwykle kończyły się już na starcie, bo pytana o przepis zawsze odpowiadała „a nie wiem, zrobiłam z tego, co było pod ręką” albo „no, na oko sypnęłam”. Te szczegółowe wskazówki nie pomogły mi w uzyskaniu smaku choćby zbliżonego do oryginału.

Trudno by mi było wybrać tylko jedno ulubione danie spośród tych, które mama gotowała na co dzień, ale za to od razu przyszedł mi do głowy smakołyk, który serwowała rzadko i raczej niechętnie, bo czasochłonny i do tego niezbyt wyrafinowany: hit PRL-u, czyli ciasteczka „orzeszki”. Łupinki tych łże-orzeszków smażyła godzinami na specjalnej patelni-foremce (przepisy na ciasto można znaleźć w internecie), a potem nadziewała śmietanowymi kremami, z których najbardziej kochałam ten z malinami. Nigdy nie byłam fanką słodyczy, ale dla tych ciastek robiłam wyjątek. Zrobię i teraz, bo jeśli tylko znajdę tę nieszczęsną patelnię, w sezonie na maliny pomęczę się, usmażę sukinkoty i zabiorę je na piknik. Mama pewnie by odradzała, ale sama rzadko stosowała się do cudzych zaleceń, więc w sumie podtrzymam tym samym rodzinną tradycję nieposłuszeństwa.

KASIA NOWAKOWSKA

Moja Mama nie należy do grona zawołanych kucharek, które wyczarowują poematy smaków i tworzą w natchnieniu pracochłonne, imponujące dania "jak z restauracji" (to domena mojego Ojca - wymagający dwudniowego trudu tort orzechowy jego autorstwa wciąż pozostaje najlepszą rzeczą, jaką jadłam w życiu). Jej gotowanie zawsze było maksymalnie pragmatyczne: ma być prosto, w miarę bezwysiłkowo (dla osoby gotującej, rzecz jasna), ale też smacznie i pożywnie. Przejęłam tę kuchenną filozofię w całości: nagotować gar zupy pomidorowej, czy usmażyć kotletów w panierce na dwa dni - to moja specjalność (a dzieci lubią). Z maminych dań, które kochałam jako dziecko i do dziś uwielbiam w jej wykonaniu, należą bez wątpienia: zrazy zawijane (jako dziecko z obrzydzeniem wyciągałam z nich boczek - teraz już nie), krupnik (Mama jest królową krupniku - nikt nie robi lepszego!) i knedle z morelami (sto razy lepsze niż ze śliwkami). Jak widać dania proste - żadnego szału, ale kiedy je jem, czuję się najszczęśliwsza.

NATALIA SOSIN

Moja Mama jest wspaniałą kucharką. Gotować i piec potrafi i lubi, dlatego wybranie jednego dania popisowego jest niemożliwe. Wszystkie w zasadzie mogłoby być popisowe, bo u mamy doskonale smakuje wszystko - na potrzeby tekstu wybrałam dwa dania.

Smak, który zostanie ze mną na zawsze, to jej pierogi ruskie. Są niepowtarzalne i choć próbowałam je zrobić według tego samego przepisu, mnie wychodzą zawsze jakieś inne, nie mówiąc o restauracyjnych, które - choćby były najlepsze - koło pierogów mojej Mamy nawet nie stały. Przez lata na koniec każdej wizyty w domu zawsze dostawałam wałówkę (tak, jestem słoikiem i uważam, że jeśli ktoś nie jest, to znaczy, że go rodzice nie kochają - u nas w rodzinie nawet jak mieszkasz trzy przystanki tramwajowe dalej, to i tak zawsze coś ci wcisną na wyjście). Te pierogi, pieczołowicie zapakowane, zamrażałam i trzymałam na ciężkie czasy. Rozumiane wszelako - bywało, że ratowały mnie przed wypłatą i bywało, że płakałam nad talerzem, kiedy było mi smutno i źle, a ruskie odgrzewałam sobie, żeby poczuć się lepiej i bezpieczniej.

Drugim najbardziej dziecięcym z "moich" smaków pozostaną kluski lane. W dzieciństwie byłam niejadkiem (w sumie to mi zostało) i przez pierwsze cztery lata jedyne, co jadłam chętnie to właśnie wspomniane kluski - na mleku, lub (po grubszych perswazjach) w "zupie pomarańczowej", czyli pomidorowej. Dodatkowy szkopuł w tym, że zup nie zjadałam, jedynie ręką przecedzałam kluski. W dzisiejszych czasach może by to zostało uznane za wysoce niewychowawcze, ale moja Mama jakoś dzielnie to zniosła, przeczekała i do dziś zawsze wspomina ze śmiechem. A ja do dziś nie przepadam za pomidorówkami z ryżem czy makaronem. Muszą być kluski!

AGNIESZKA DURSKA

Co lubię w kuchni mojej Mamy? Troskę i oddanie, z jakim przygotowuje każdy posiłek. Mama nigdy nie korzysta z półśrodków. Wszystko jest zapięte na ostatni guzik, każde danie. Nawet jeśli to tylko kanapki! Nie musze dodawać, że od mamy nie da się wyjść bez zjedzenia czegokolwiek i że do mamy lepiej jechać na głodnego?

Bo kończy się na kilku dokładkach. Zwłaszcza jak jest mielony, ziemniaki i buraki. A wcześniej rosół albo krupnik. Mój krupnik smakuje jak mydło, mamy jest genialny. I tak, tak, na drugie taki zwykły mielony. Mama ma na niego doskonały patent - kotlet ma chrupiącą skórkę, a w środku jest niemal puszysty. Trzeba dolać odrobinę wody do mięsa, jajka i bułki tartej - do tego cebula, sól, pieprz, musztarda. I tarte buraki - tylko mama takie robi, są idealnie zrównoważone - kwaskowe, słodkie, słone i maślane. Albo zrazy wołowe z ogórkiem w środku albo pierogi z mięsem albo ruskie. Każdy idealnych rozmiarów, równiusieńki.

Pierogi mamy / fot. Agnieszka DurskaPierogi mamy / fot. Agnieszka Durska

A na deser ciasto drożdżowe albo szarlotka. Mamo! Ten tekst to apel, takie wezwanie. Będziemy w niedzielę. Twoja ukochana banda Hunów!

GOSIA TCHORZEWSKA

Moja Mama mi zawsze powtarzała, że gotować nie lubi, nigdy nie lubiła i zaczęła tak naprawdę dopiero, gdy pojawił się mąż i dzieci, bo jakoś tak WYPADAŁO. Jeśli to nie kokieteria, to muszę przyznać, że jest bardzo pojętną uczennicą. Od lat gotuje świetnie, a to, co pamiętam z dzieciństwa też zasnuwa mi oczko mgiełką wzruszenia i pojawia się cieknąca ślinka.

Trzeba też oddać jej, że pokłady cierpliwości do takiego niejadka jakim byłam (w czasach dzieciństwa, dziś zdecydowanie już mnie ten problem nie dotyczy) były zaiste niewyczerpane. Pamiętam jak mama chodziła za mną po całym mieszkaniu podtykając mi pod nos kanapeczki. Ja oczywiście nie byłam nimi zupełnie zainteresowana, a może udawałam? W każdym razie Mama naprawdę się starała. Kanapeczki - nie dlatego, że przy wspominkach muszą się pojawić zdrobnionka, ale dlatego, że były one serio malutkie. Kromka chleba z masłem i żółtym serem, posmarowana keczupem i posypana szczypiorkiem - do dziś mój ukochany zestaw kanapkowy, najlepiej na pumperniklu. To wszystko pokrojone w bardzo niewielkie prostokąciki, które ułożone były na talerzy w pociąg: z takim zestawem drałowała moja kochana Mama za mną po całym domu, a ja byłam wówczas istnym Pendolino.

Dziś na specjalne okazje (które lubimy z rodziną wymyślać - nawet, gdy nie ma pretekstu) Mama robi najlepszego na świecie kurczaka pieczonego w sosie śmietanowo-cebulowym. Do tego ciemny ryż (który tylko ONA potrafi ugotować tak, że jest sypki jak piaseczek) i sałata z sosem winegret. Po drugiej dokładce człowiek jest martwy, ale szczęśliwy.

AGATA ŻYCHLIŃSKA

Moja Mama nie była królową kuchni (chyba, że trzeba było ją urządzić - to lubiła znacznie bardziej niż gotowanie). Większość eksperymentów kulinarnych przeprowadzał mój tata, który ma do gotowania dryg, serce, precyzyjne oko i cierpliwość - bardzo korzystne zestawienie cech.

Dania, które przygotowała nam mama były przede wszystkim pożywne i zdrowe, ale ich smaku po prostu da się zapomnieć. To smak dzieciństwa. Robiła bezsprzecznie najlepsze kluski leniwe na świecie. Polewała je masłem, posypywała cukrem i cynamonem - na to danie ja i mój brat zawsze czekaliśmy grzecznie przy stole (co nie zdarzało się specjalnie często).

Nie zapomnę także maminej pomidorówki, którą podawała nam zawsze z lanymi kluseczkami. Mama zawsze była dla mnie wzorem, chciałabym być taka jak ona. Dlatego, kiedy pewnego razu pojechała w delegacje, zostawiwszy nam garnek z zupą pomidorową, ja postanowiłam godnie ją zastąpić i zrobić te pyszne, tak przez wszystkich lubiane lane kluseczki. To jedno z moich ulubionych wspomnień z dzieciństwa - tata i brat przy stole, z trudem przełykają każdą kolejną łyżkę przygotowanej przeze mnie zupy z owymi kluseczkami. Pewnie smakowałoby im bardziej, gdybym nie pomyliła mąki - ziemniaczana się nie sprawdziła. Na szczęście mama nie wyjeżdżała na długo.

DOMINIKA WĘCŁAWEK

Moja mama zawsze dużo gotowała. Dodam, że za dnia pracowała jako inżynier budowlany. Kiedyś siedziałam nad szklanką herbaty i smętnie gapiłam się na kanapkę z plasterkiem zdobycznej szynki. Babcia zachęcała staromodnym "no jedz, wiesz, jak mamusia z tatusiem ciężko pracowali, żebyś miała szyneczkę?". Na co odparłam, że "wolałabym żeby pracowali na pasztet".

Babcia się wzruszyła, bo myślała, że chciałam, by pracowali mniej, a mój sześcioletni umysł nie był w stanie wygenerować tak wzruszającej wizji, po prostu nie lubiłam szynki, za to domowy pasztet ubóstwiałam.

ANNA KONIECZYŃSKA

W kuchni mojej Mamie nigdy nie dorównam. Nie będę równie dokładna, tak wyczulona na detal, obdarzona tak wysublimowanym zmysłem smaku. Od kiedy pamiętam, nasz dom był wypełniony zapachami - zupy pomidorowej, którą w dzieciństwie mogłam jeść codziennie, klusek śląskich, które co niedzielę grzecznie czekały w rządku na swoją kolej na wskoczenie do wrzątku, ciasta drożdżowego, którym zawsze poparzyłam sobie podniebienie, bo chciałam jeść je prosto z blachy.

Dzisiaj moja mama jest wierną uczennicą nie tylko swojej mamy, ale i Jamiego, Nigelli, rodzeństwa Kręglickich. Codziennie eksperymentuje z nową potrawą. Zdarza się dzień indyjski, więc w garnku paruje warzywne curry. Potem rządzą pasty wszelkiej maści - bolognese, ze świeżą bazylią, ze szparagami. Zdarzają się też ryby - robione w piecu albo na grillowej patelni.

Świętem są wciąż niedzielne obiady, na które wpadam do Katowic niestety zbyt rzadko, ale na które, jak małe dziecko, dostaję zawsze to, co lubię najbardziej. Wtedy zajadam się sztuką mięsa, boeufem strogonoffem albo kluskami z mięsem. Ale to nic w porównaniu z Gwiazdką i Wielkanocą, kiedy stół ugina się od tradycyjnych potraw, wzbogaconych o autorskie rozwiązania Mamy. Bo prawdziwą mistrzynię kuchni poznać po tym, że marginesy w książkach kucharskich ma zapisane maczkiem. Mama zmienia proporcje i modyfikuje składy, wciąż dążąc do doskonałości. Gdy widzę Ją, mieszającą w garnku kolejną pachnącą niespodziankę, to wiem, że jestem w domu.

MARTA LEWIN

Moja mama jest mistrzem nieplanowania w kuchni. Codzienne gotowanie jest dla niej utrapieniem. I poniekąd stratą czasu. Oraz pewnego rodzaju... niespodzianką: "o, jak to możliwe, że nie pomyślałam o przygotowaniu warzyw/surówki/ziemniaków/kaszy do obiadu?!".

Przed świętami moja mama zmienia się o 180 stopni. Spokojnie, metodycznie, przygotowuje potrawy według stu-, a może i tysiącletnich przepisów. W każdym razie przepisy na potrawy świąteczne mama otrzymała od swojej mamy, a ta od swojej mamy... A moja mama robi DOKŁADNIE tak jak one. Wszystko jest pyszne, a zwłaszcza buły. Na buły czekamy wszyscy cały rok.

A "buły" wigilijne robi się tak: ciasto drożdżowe - 15 gr drożdży, 3 szklanki mąki, 1 szklanka mleka ciepłego, 1 jajko. Zostawić do wyrośnięcia. Farsz: 15 -20 dag grzybów suszonych (namoczonych poprzedniego dnia) gotować przez godzinę. Odsączyć i zmielić w maszynce. 2 cebule pokroić w kostkę i zeszklić na oleju. Przyprawić solą. Wymieszać cebulę że zmielonymi grzybami, doprawić pieprzem i solą. Poddusić na patelni. Wyrośnięte ciasto drożdżowe rozwałkować na grubość 1 cm, wyciąć filiżanką kółka (jak na pierogi), nakładać po łyżeczce fałszu, zlecić. Smażyć na patelni na rozgrzanym oleju na rumiano. No i teraz znów mi się chcę Świąt...

UWAGA, KONKURS!

Przy okazji Dnia Matki - przypominamy Wam o naszym przewspaniałym audiobooku: "Matko, czy możesz mieć wszystko?" - Maria Seweryn czyta 17 najlepszych naszych tekstów o macierzyństwie. Jak świetnie to brzmi, możecie posłuchać: "16 powodów, dla których fajnie być mamą" - autorstwa Magdy Acer.

A my, specjalnie z okazji dzisiejszego święta - mamy dla Was 5 audioboków! Ślijcie nam swoje wspomnienia o maminym gotowaniu. Najfajniejsze opublikujemy i nagrodzimy. Regulamin konkursu TUTAJ. Na maile na adres foch@agora.pl czekamy do 31 maja, wyniki opublikujemy do 4 czerwca!

Więcej o: