Dlaczego lepiej mieć troje dzieci niż dwoje - cztery przewrotne powody

Zawsze byłam zwolenniczką tezy, że niedobrze jest mieć więcej dzieci niż rąk, bo jak toto ogarnąć? Ale z czasem dochodzę do wniosku, że moja prokreacyjna powściągliwość była błędem.

Nie ogarnął mnie żal za ulgą na trzecie dziecko (choć, hmmm, jednak czasem mnie ogarnia) ani nie mam przed-menopauzalnego ataku hormonów (chyba). Po prostu obserwuję ostatnio moje dzieci w układach trójkowych i dochodzę do wniosku, że funkcjonują one lepiej niż para - w dodatku jednopłciowa (tfu! bezeceństwo!). Zdaję sobie oczywiście sprawę, że dzieci się zmieniają i to, co jest problemem gdy mają lat kilka i tak znika, gdy mają lat kilkanaście. By ustąpić miejsca innym problemom, rzecz jasna. Że inaczej jest z dwiema dziewczynkami, inaczej z dwójką chłopców, że znaczenie ma wszystko: różnica wieku, temperament poszczególnych jednostek i pogoda danego dnia. Tym niemniej, przeprowadziwszy niezbyt staranne badania na całkowicie niereprezentatywnej próbie, twierdzę swoje. Omne trinum perfectum.

Dlaczego więc troje lepiej niż dwoje? Oto cztery zasadnicze powody:

1. Nie zawracają głowy

Sprawdzone info. Te wszystkie miejskie legendy typu "och, sprawcie sobie drugie - zajmą się sobą", to wiadomo gdzie można wsadzić (między bajki, a co myśleliście?). Natomiast troje dzieci faktycznie zajmuje się sobą i znacznie rzadziej potrzebuje interwencji dorosłych. Zwłaszcza tych z cyklu: "mamooo, a ona miii... weź  jej coś powiedz". Trójka dzieci jest o wiele bardziej samodzielna niż jedno dziecko. Wspierając się wzajemnie (ale też podpatrując, naśladując i rywalizując ze sobą) same sobie organizują zabawę, jedzenie i same rozwiązują konflikty. A tych też jest mniej bo...

2. Mniej się kłócą

Dynamika w układzie potrójnym jest zmienna - trwałe alianse, chwilowe porozumienia, przelotne zwarcia możliwe są na wszystkich liniach. Rywalizacja mniej boli, gdy przegranych jest dwoje, a zwycięzca jeden. Żadna przewaga nie jest zresztą trwała, co o dziwo skutkuje ogólną zgodą, a nie destabilizacją układu. Może to coś jak z trójnogim stołeczkiem, który nigdy się nie chwieje? Trochę meta-fizyka.

 

fot. KNfot. KN

 

3. Wymyślają bardziej kreatywne zabawy

To, co w parze wieje nudą, przy trójce jest ciekawsze i bardziej wciągające - czy będzie to gra w dowolnie wybraną planszówkę, czy jakaś zabawa z podziałem na role (koniecznie z elementami uciśnionych księżniczek, martwych rodziców i podłych knowań, które jednak da się przejrzeć używszy MÓZGU). Poza tym co trzy głowy, to nie dwie - większa szansa, że ktoś wpadnie na naprawdę ciekawy pomysł (tak, widzę tu maleńkie zagrożenie w postaci wymyślenia naprawdę strasznego ROZRABU, którego wychuchany jedynak NIGDY by nie wymyślił ani nie miał szans zrealizować).

4. Są bardziej posłuszne

Tu może się łudzę albo "to trzecie" jest po prostu z różnych względów bardziej karne i daje dobry przykład, ale poskromienie rozochoconej trójki jest przeważnie dużo łatwiejsze niż dwójki, która dostała nagle małpiego rozumu. Z trzech głów zawsze któraś ma więcej oleju, szybciej więc zrozumie racjonalny argument ("jeśli natychmiast nie przestaniecie, to...") albo dostrzeże, że cienka czerwona linia została dawno przekroczona, a matka jest już w trybie combat. Lepiej więc zewrzeć szeregi i słuchać rozkazów.

A może jeszcze lepiej mieć czworo...

PS. Nie wszystkie dzieci muszą być twoje własne.

Więcej o: