Autorka "Zaginionej dziewczyny" i mroczny małomiasteczkowy świat

Czyste zło i zgnilizna moralna za fasadami ładnych domków na prowincji - to przerażający, ale i wciagający obraz namalowany zręcznie przez Gillian Flynn w książce "Ostre przedmioty". A mało brakowało, bym w ogóle nie sięgnęła po książkę tej autorki!

Gillian Flynn znałam do tej pory jako autorkę "Zaginionej dziewczyny”, a raczej filmowej adaptacji jej powieści. Tak się złożyło, że zanim sięgnęłam po książkę obejrzałam film, który mnie rozczarował. Miało być zaskakująco, wstrząsająco i w ogóle thriller z górnej półki. Jednak obraz w reżyserii Davida Finchera nie spełnił moich oczekiwań. Zniechęcona filmem nie byłam zainteresowana sięgnięciem po książkę, jak się okazało - niesłusznie.

Wątpliwości zaczęły kiełkować mi w głowie po przeczytaniu innej powieści pani Flynn. W moje ręce trafił jej debiut literacki "Ostre przedmioty”, który doskonale się czyta. Nie jest to dzieło wybitne, ale ma kilka ciekawych pomysłów, momentów i patentów.

materiały prasowemateriały prasowe

"Ostre przedmioty” to opowieść o Camille Preaker reporterce z "Daily Post” - gazety ani wielkiej, ani specjalnie ambitnej - która ma zająć się sprawą morderstwa dwóch dziewczynek. Zabójstwa dzieci dokonano w miejscowości z której pochodzi główna bohaterka i z której wyjechała wiele lat wcześniej z myślą, że już nigdy tam nie wróci.

Camille przyjeżdża do rodzinnego domu, w którym mieszka jej matka z mężem i dużo młodszą przyrodnią siostrą. Rodzinny dom, tylko na pozór jest rodzinny, skrywa bowiem przed światem mroczne tajemnice. Trudne i dziwne relacje w jej rodzinie od razu przyciągają uwagę czytelnika. Ja w pewnym momencie byłam nawet bardziej zainteresowana tym wątkiem, niż wątkiem poszukiwania mordercy dzieci.

Gillian Flynn używa bardzo wyrazistego języka opisując emocje, które targają główną bohaterką. Jesteśmy w stanie dobrze wyobrazić sobie jej postać, każdy centymetr ciała naszej bohaterki. Samo ciało ma zresztą znaczącą rolę, ale nie powiem dlaczego - nie będę wam psuć lektury.

Jak wspomniałam, Camille przyjeżdża do miasteczka, by wytropić zabójce dwóch dziewczynek. Zabójstwo zawsze jest wstrząsającym wydarzeniem, a jeżeli dodatkowo ofiarą padają dzieci to ciężko jest znieść  potworność tej sytuacji. W tym przypadku mamy do czynienia z naprawdę chorą osobą, która nie tylko morduje, ale i okalecza zwłoki. Morderca wyrwał dziewczynkom wszystkie zęby. Oba zabójstwa zostały popełnione w dłuższym odstępie czasu, więc ciężko przypuszczać, że popełnił je ktoś przypadkowy. Osoba taka byłaby zauważona w niewielkiej społeczności i jako pierwsza zwróciłaby na siebie uwagę policji. Ludziom ciężko pogodzić się z myślą, że morderca żyje wśród nich.

Camille zaczyna na nowo nawiązywać kontakty z mieszkańcami miasta, aby móc rozwiązać zagadkę śmierci dzieci. Obok jej dziennikarskiego śledztwa toczy się śledztwo policyjne, prowadzone przez młodego, ale doświadczonego detektywa. Jak łatwo się domyśleć, drogi tych dwojga będą się ze sobą krzyżować, ale co z tego wyniknie nie jest wcale takie oczywiste.

Flynn krok po kroku prowadzi czytelnika przez coraz mroczniejszy małomiasteczkowy świat, gdzie za fasadą dobrych manier, kryje się zgnilizna i zło. Świat zewnętrzny kreowany na potrzeby społeczności, bardzo różni się od tego prawdziwego, który istnieje w czterech ścianach domów. Autorka bezlitośnie zrywa warstwy obłudy, ukazując prawdziwe twarze bohaterów.

To wszystko sprawia, że książka wciąga i czyta się ją naprawdę dobrze. Aż nie mogę uwierzyć, że mało brakowało, a w ogóle bym po nią nie sięgnęła.

Więcej o: