Kasia Holak: To nie tylko praca z ciałem, ale też podróż do własnego wnętrza

"Jego przeznaczeniem jest wyprowadzanie ludzi z trudnych sytuacji, stawianie ich wobec wyzwań, nowych projektów, bo jedyną stałą rzeczą w życiu jest zmiana." Trenerka rozwoju osobistego Kasia Holak opowiada nam o tradycyjnej polinezyjskiej technice masażu MA-URI.

Powiedziałaś mi, że MA-URI to nie jest tylko masaż? Co wobec tego dzieje się podczas sesji?

KASIA HOLAK: Praca z ciałem wykonywana i doświadczana jest na wielu poziomach. Odblokowuje ciało, rozluźnia wewnętrzne napięcia, ale także rozszerza świadomość, oczyszcza z traum własnych, ale też tego co nazywamy pamięcią przodków. Podczas tego procesu wykonuję taniec według ściśle określonych ruchów. Używam dotyku, słów kluczy, zadaję pytania, prowadzę. Muzyka i oddech pomagają wejść głębiej w proces.

Założenie jest takie, że pomagający jest przewodnikiem - nawigatorem, który poprzez oddech, dotyk i ruch aktywuje energię zmiany. Jest narzędziem do samouzdrowienia, zgodnie z koncepcją, że wszystko czego potrzebujesz jest w tobie. W praktyce osoba, której pomagam, przechodzi przez kolejne wyzwania, przełamuje wątpliwości i lęki. Ciało staje się tu medium i miejscem zmiany.

Czy na taką sesję pracy z ciałem wystarczy pójść raz, by doświadczyć tej zmiany?

- To zależy od podejścia osoby, której pomagam. Od tego czy traktuje to wydarzenie jedynie na poziomie fizycznym, jako doświadczenie odpoczynku, regeneracji lub odprężenia, czy może ma otwartość i gotowość pracy z tym, co niesie jako całość, na wielu poziomach. Z doświadczenia wiem, że aby zaczerpnąć pełną garścią z bogactwa MA-URI należy do tego rodzaju pracy podejść procesowo. Ja to nazywam treningiem. Z jednej strony jest to naprawianie tego, co się już wydarzyło, z drugiej zbieranie sił, badanie zasobów i projektowanie przyszłości, tego, co ma być dalej. U jednych może się to wydarzyć za pierwszym razem a u innych wymaga powtórzeń i systematyczności. To kwestia bardzo osobista i zależy od decyzji danej osoby, co do głębi własnej pracy.

Na czym polegają techniki MA-URI i do czego służą?

- MA-URI z jednej strony jest narzędziem do badania przeszłości i tego, jak ona wpływa na nasze obecne życie, a z drugiej strony wspiera w poszukiwaniu nowych przestrzeni, otwiera na sięganie dalej, na zewnątrz. Jego szczególnym przeznaczeniem jest wyprowadzanie ludzi z trudnych sytuacji, stawianie ich wobec wyzwań, nowych projektów, według koncepcji, że jedyną stałą rzeczą w życiu jest zmiana.

fot. archiwum prywatnefot. archiwum prywatne

Jak ludzie reagują?

- MA-URI Jest rytuałem przejścia. Każdy sesja jest niepowtarzalna i indywidualna. Pierwsze spotkanie z nową osobą jest absolutnie czymś wyjątkowym. To bardzo intymny proces. Człowiek, która chce dokonać zmiany, bierze w niej czynny udział. Może się podnosić, poruszać, wydawać odgłosy, które pojawiają się wraz z pogłębionym oddechem. To wymaga dużej otwartości z jego strony, oraz przytomności i skupienia z mojej. Sesje są często wielkim odkryciem, intensywnym przeżyciem i dotknięciem własnej istoty. Te momenty zawsze robią na mnie ogromne wrażenie. Dla mnie Ma-URI nie jest zajęciem, które można wykonywać codziennie. Wymaga skupienia, chęci i gotowości. Nigdy nie podchodzę do niego rutynowo.

Pamiętasz jakieś szczególne sesje?

- Oczywiście. Takich spotkań miałam wiele. Niektóre leczą, inne inspirują. Pomagałam kobiecie, która miała postawioną diagnozę bezpłodności. Całe szczęście miała mądrego lekarza, który powiedział, że wprawdzie medycyna jest bezradna, ale radzi jej szukać metod alternatywnych. W tej chwili jest szczęśliwą mamą dwóch córeczek. Pomagałam też artystce, która po moim treningu stworzyła cykl prac. To zaledwie dwa przykłady. Dla mnie szczególnie ważne są momenty, w których tworzy się nowa jakość. We tych przypadkach - jakość życia i artystycznego dzieła.

Czy inaczej pracujesz z kobietami a inaczej z mężczyznami?

- Różnica jest związana z rolami jakie kobiety i mężczyźni spełniają w społeczeństwie. Kobiety osadzone są w swoich rolach a mężczyźni poszukują ich - w moim odczuciu. Przez to osadzenie, kobiety mają często obydwa pierwiastki, męski i żeński, umiejętność odczuwania i działania jednocześnie, bardzo uruchomione. Czasami pracą do wykonania jest podjęcie decyzji, kim ja jestem, jakie miejsce w życiu zajmuję, jaką realizuję rolę - kobiety czy mężczyzny? To wynika stąd, że pomimo dostępu do dwóch pierwiastków jest między nimi konflikt. Wówczas często to jest praca z pamięcią przodków. Z lękami i traumami, które wymagają oczyszczenia - jak śmierć dziecka, utrata mężczyzny czy cierpienie w związku z prześladowaniem przez mężczyzn sprawujących władzę. Stąd potrzeby takich kobiet w obecnym świecie do dbania o te obszary, zadbanie o dach nad głową i niezależność finansową.

W praktyce, przejawia się to przez zablokowania w ciele, spięcie z zakazem dotyku. Nieświadome uchylanie się od dotyku. Niepoddawanie się prowadzeniu w czasie sesji. Dotyk często wywołuje reakcję emocjonalną, niechęć, cierpienie fizyczne. Praca jest zróżnicowana. Czasami jest bardzo dynamiczna, a czasami wymaga dużej delikatności i ogranicza się do samych słów i w ogóle nie jest związana z dotykiem.

Mężczyźni zaś mają często dysharmonię współpracy strony emocjonalnej (żeńskiej) z działaniem (męską). Albo działają i są zamknięci na emocje, albo vice-versa. Dla tych pierwszych, dotyk jest przede wszystkim po to aby doświadczyć satysfakcji seksualnej jako uwolnienia. W pracy z ciałem przejawia się to kontrolą, spiętym ciałem, czujnością, brakiem spoczynku i odpuszczenia. Tacy mężczyźni nigdy nie zasypiają, są zawsze na służbie. Wówczas proces pracy polega na przebijaniu się przez poziom dotyku i dotarcie do głębszych warstw emocjonalnych czy duchowych. Zaś poprzez dotyk niewerbalne uświadomienie, że ciało jest narzędziem przeznaczonym do wielu zadań.

Inaczej jest w przypadku mężczyzn z rozbudowanym pierwiastkiem żeńskim i „odłączonym” męskim. Oni z kolei są odłączeni od sprawczej, transformującej siły wojownika, lecz za to mają fenomenalny kontakt emocjonalny ze sobą, ze swoim ciałem. Czasami, paradoksalnie, przez tą swoją wrażliwość są wręcz uwięzieni w swoim ciele. Oni potrzebują wyjść na zewnątrz. Wydostać się ze swojego ciała, wydostać się z relacji, w których są uwięzieni - często z kobietami, z matką. To są ci, którzy nigdy nie zostali wprowadzeni do świata mężczyzn. Oni także bardzo mocno wchodzą w stany emocjonalne, wręcz "uciekają do poziomów duchowych”, mają jak gdyby "ciało bez granic”, lub odwrotnie, czasami ich w ciele w ogóle nie czuć, bo świadomość ich jest bardzo daleko. Wtedy trzeba ich niejako "zapakować do pojemnika”, którym jest nasze ciało dla emocji i ducha.

Zarówno w przypadku kobiet jak i mężczyzn jest to poszukiwanie różnego rodzaju sposobów, aby przeniknąć przez ograniczające bariery dotyku spokojną metodyczną pracą.

Jak odkryłaś tę technikę?

- Dzięki swojej przyjaciółce i mentorce. Zadzwoniła do mnie któregoś dnia mówiąc: "Byłam na dziwnym masażu, zupełnie go nie rozumiem, ale wiem, że jest to coś dokładnie dla ciebie!" Bez przekonania, ale pojechałam. I to nie był żaden masaż. Pan zachęcił mnie do wsłuchania się w moje emocje, uczucia, do pogłębionego oddechu. Generalnie, do podążania za reakcjami mojego ciała. Teraz wiem, że nazywa się to aktywną pracą klienta na stole.

Jak to na ciebie wpłynęło?

- Miałam głębokie poczucie przebudzenia i odrodzenia. Odrodziłam się duchowo i fizycznie. Zmieniło się wszystko. Jako młoda dziewczyna byłam nieśmiała, zahukana, dręczyło mnie niewyjaśnione poczucie winy, które mi ciążyło. Nigdy nie postawiłabym się wtedy w roli lidera. Praca z tymi technikami pomogła mi uwolnić się od tego ciężaru, dotrzeć do moich zasobów i mojego przeznaczenia. Pozwoliła też głęboko uzdrowić moją całą rodzinę. Odnowiło i odnawia nas wszystkich. Budowanie relacji w oparciu o 12 elementów MA-URI jest silnym fundamentem mojego codziennego życia.

Kto może zajmować się MA-URI, czy trzeba mieć jakieś specjalne predyspozycje?

Talent i wgląd jest oczywiście bardzo ważny, na pewno ułatwia start. Trzeba mieć pasję, chęć rozwoju w tym kierunku, trzeba kochać ludzi, być ich szczerze ciekawym. W trakcie rozwoju jako praktyka ujawnia się jednak potrzeba uruchomienia wielu innych zasobów. Najcenniejszymi z nich są otwartość, elastyczność, zdolność akceptowania zmian, ponieważ wchodząc w trening generuje się ogromne ilości nowej energii, która przejawia się w nowych sytuacjach, nowych miejscach i nowych ludziach. MA-URI jak gdyby rozpycha się w naszych życiach i sprawia, że kiedy traktujemy tą ścieżkę na serio, to może nas ona zaprowadzić bardzo daleko do wewnątrz, w głąb naszej istoty duchowej, ale i na zewnątrz, w najdalsze zakątki świata.

fot. archiwum prywatnefot. archiwum prywatne

Więcej o: