Chcę żyć w kraju, w którym mam więcej opcji niż ślub cywilny, ślub kościelny lub życie na "kocią łapę" - komentarz o związkach partnerskich

Planujemy spędzić ze sobą życie i chcielibyśmy na przykład po sobie dziedziczyć, bo od lat jesteśmy dla siebie najbliższą rodziną. Chcemy mieć prawo wyboru między ślubem a związkiem partnerskim. I to jest problem. Dla innych oczywiście.

24.07.2012  WARSZAWA . ZWOLENNICY ZALEGALIZOWANIA ZWIAZKOW PARTNERSKICH PODCZAS PIKIETY PRZED SEJMEM . POSLOWIE MAJA DZIS GLOSOWAC NAD USTAWA O ZWIAZKACH PARTNERSKICH . FOT. SLAWOMIR KAMINSKI / AGENCJA GAZETA      SLOWA KLUCZOWE: SEJM ZWIAZKI PARTNERSKIEFot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Zazwyczaj staram się nie komentować życia politycznego w Polsce, bo znam za mało niecenzuralnych słów, aby naświetlić obecną sytuację. Poza tym, uważam, że politycy to istoty z innej planety i niepodobna ocenić ich zachowania przykładając naszą miarę. Mimo to regularnie robię sobie krzywdę i słucham radia w aucie, a tam mówią o polityce. Ostatnio trafiłam na audycję z udziałem słuchaczy na temat związków partnerskich.

No i słuchając dzwoniących do radia poczułam jakby była kolejna planeta oprócz tej, z której pochodzą politycy, planeta - Homofobia. Jednak po kolei. Jestem za wprowadzeniem związków partnerskich. Chcę żyć w kraju, w którym mam więcej opcji niż ślub cywilny, ślub kościelny lub życie na „kocią łapę”. Chciałabym mieć prawo zasięgnięcia informacji o stanie zdrowia mojego wieloletniego partnera gdyby znalazł się na przykład w szpitalu. Pech chciał, że mój partner życiowy nie ma już rodziców, nie ma również rodzeństwa, a jego najbliższą rodziną jest podstarzała ciotka mieszkająca w miejscowości oddalonej od naszego miasta o 150 km. I co wy na to? To zupełnie normalna sytuacja w cywilizowanym, europejskim kraju, że będę musiała prosić obcą mi osobę, aby zgodziła się przyjechać do mojego miasta i łaskawie dowiedzieć się o stan MOJEGO partnera życiowego. Brzmi logicznie. Jak wszyscy diabli.

Nie mamy dzieci i na razie nie planujemy, zarabiamy podobnie, więc nie odczuwamy potrzeby udania się do USC i założenia „podstawowej komórki”. Potrzebujemy natomiast czegoś, co zapewni nam możliwość normalnego działania w warunkach nienormalnych. Planujemy spędzić ze sobą życie i chcielibyśmy na przykład po sobie dziedziczyć, bo od lat jesteśmy dla siebie najbliższą rodziną. I chcemy mieć prawo wyboru między ślubem a związkiem partnerskim. I to jest problem. Dla innych oczywiście.

Ludzie nie potrafią zrozumieć, że ktoś nie chce ślubu, że nie potrzebuje papierka z USC, a już na pewno nie ma ochoty na te całe szopki z białą suknią, kościołem i księdzem. Nie potrafią zrozumieć, że również pary heteroseksualne są żywo zainteresowane związkami partnerskimi. Mam wrażenie, że część społeczeństwa uważa ślub za jedyną gwarancję stabilności związku. Przyznaję, że do przekonania trafiła mi wypowiedź pana, który zażartował „Nie może być tak, że inni mają lepiej i nie zostaną zaciągnięci do ołtarza”. Być może o to właśnie chodzi: żebyśmy nie mieli lepiej.

24.07.2012  WARSZAWA , PIKIETA PRZED SEJMEM ZA ZALEGALIZOWANIEM ZWIAZKOW PARTNERSKICH . FOT. SLAWOMIR KAMINSKI / AGENCJA GAZETA SLOWA KLUCZOWE: SEJM ZWIAZKI PARTNERSKIEFot. Sławomir Kamiński / Agencja

Jednak to, co mnie naprawdę wyprowadziło z równowagi, to mieszanka ksenofobii, ograniczenia i galopującego ciemnogrodu, która sączyła się w eter. W większości oczywiście opinie dotyczyły par homoseksualnych. Wiem, że panuje stara dobra zasada „nie znam się, to się wypowiem”. Usłyszałam na przykład, że homoseksualizm jest chorobą. Jak widać przez 25 lat nie udało się słuchaczowi zdobyć podstawowych informacji na ten temat, bo w 1990 roku WHO wykreśliło homoseksualizm z listy chorób. Zatem nie, to nie jest choroba, to normalny stan. Jednak pan słuchacz perorował zacietrzewiony, że to nie może być, aby chorzy ludzie mogli się ze sobą wiązać. No, oczywiście, zamknijmy wszystkich odstających od normy w zakładach i przykujmy łańcuchami do ścian.

Następnie okazało się, że homoseksualizm to dewiacja. Zwykle kiedy słyszę rozindyczonego mężczyznę wypowiadającego się negatywnie na temat homoseksualistów zadaję kilka pytań: ”A co myślisz o seksie analnym wśród par hetero? Skoro uznajesz za dewiację praktyki seksualne gejów, to jak nazwiesz sytuację, w której zdrowy heteros mając do wyboru pochwę i odbyt jednak wybiera odbyt? Czy nie „normalniejsze” jest zachowanie gejów, którzy nie mają dwóch dolnych opcji?”. Zastanawia mnie też popularność seksu analnego w pornolach. Skąd te fantazje panów o kakaowym oczku? Jak to jest, że jeśli pan heteryczny „zapina” panią w tyłeczek to jest absolutnie w porządku, to jest doświadczony, to jest otwarty na nowe doświadczenie, jest wręcz ekspertem od seksu, ale jeśli chodzi o dwóch mężczyzn to już jest dewiacja? Czym różni się odbyt kobiety od odbytu mężczyzny?! Zatem drodzy panowie i panie amatorzy seksu analnego, zanim rzucicie kamieniem i krzykniecie „pedał” zastanówcie się przez chwilę nad sobą. I odpowiedzcie mi: dlaczego jedna forma seksu analnego jest ok, a inna już nie? Bo ja naprawdę nie potrafię tego zrozumieć. W czym gorsza jest miłość dwóch kobiet lub dwóch mężczyzn od miłości kobiety i mężczyzny?

Nie potrafię też zrozumieć kolejnej rzeczy: ja nie jestem zainteresowana ślubami, ale nie krzyczę, że to głupota, że grzech przeciwko rozumowi i co tam sobie wymyślę, aby je kontestować. Inni chcą brać śluby - no i wspaniale. Zatem dlaczego odbiera mi się prawo zawarcia związku partnerskiego? Nie, bo nie? Nie, bo muszę iść do kościoła i udawać trzydziestoparoletnią dziewicę w białej sukni? Do tej pory nie usłyszałam ani jednego sensownego argumentu przeciwko związkom partnerskim. Natomiast wyprowadza mnie z równowagi fakt, że głównym argumentem aby nie wprowadzać związków partnerskich jest tylko to, żeby innym nie ułatwiać życia. A może znacie jakiś inny ważny powód, dla którego nie powinniśmy mieć w Polsce związków partnerskich?

*Aj. Nasza stała czytelniczka. Polonistka wierząca niepraktykująca, italianistka praktykująca i próbująca się doktoryzować. Zawodowo tłumaczy z jednego języka na drugi, hobbistycznie próbuje wytłumaczyć sobie sens świata oraz zachowania ludzi. Uwielbia sztuki walki, archeologiczne wykopki, zwłaszcza na Sycylii, którą uznaję za przybraną ojczyznę i swojego kota.

Więcej o: