Co ja zjadam? Gulasz z bunkra

Oglądając liczne programy kulinarne, odnoszę wrażenie, że przeciętnemu Okrasie trudno byłoby się odnaleźć w prawdziwej kuchni polowej. Skąd to wiem? Byłam w bunkrach, więc wiem, co to hardkorowe gotowanie.

Żarty żartami, ale gotowanie w plenerze mocno różni się od produkcji tych wymuskanych frykasów, które pitraszą popularni telewizyjni kucharze. Zazwyczaj jest tak, że nie instalujemy sobie całego stołu, dziesiątek miseczek i garnuszków, i nawet ta otulina z sianka na łososiu wygląda nieco inaczej, niż uchwycone w kadrze kilka wypielęgnowanych ździebełek.

Przed przystąpieniem do pracy, przygotuj pomieszczenie kuchenne, fot. Dominika WęcławekPrzed przystąpieniem do pracy, przygotuj pomieszczenie kuchenne, fot. Dominika Węcławek

Ostatnio byłam na całkiem fajnej wyprawie, która obejmowała między innymi nocleg w podziemiach, wkradanie się na tereny wojskowe, łażenie po tunelach i przedzieranie się przez zawalone strychy opuszczonych szpitali. Ponieważ nikomu z uczestników nie było spieszno do eleganckich wnętrz hotelowych i wytwornych przestrzeni restauracyjnych, po powrocie wielokrotnie padało pytanie "No, ale co wy tam jedliście?”. Gruz, wiadomo. A poza gruzem żarliśmy też eintopfy, bo to była wyprawa na zachód.

Serca uczestników podbił gulasz. Nie tylko dlatego, że wszyscy byli cholernie głodni, a na żarcie trzeba było czekać dłużej niż na zwrot podatku. Był on godny i dobry, także za sprawą sekretnego przepisu naszego kucharza znanego jako Siódemka. Przepisu tak sekretnego, że nagabywany później Siódemka przyznał, że nie umiałby go odtworzyć z pamięci (ale był to gulasz, którego "sekretnym składnikiem była miłość", tak powiedział).

Jak prawidłowo ustawić naczynie nad źródłem ciepła, fot. Bartosz KraskaJak prawidłowo ustawić naczynie nad źródłem ciepła, fot. Bartosz Kraska

Spróbuję jednakowoż na początek gulasz bez sekretnej miłości, za to z dużą ilością wszystkiego:

- Mięso. Dużo mięsa. Najlepiej. Bardzo. Dużo. Mięsa. Różne rodzaje. Najlepiej jak staniecie przed ladą chłodniczą i zaczniecie zgarniać kolejne kawały: ten i tamten, i jeszcze te dwa. Wieprzowina, drób, wołowina - wszystko

- Pieczarki. Dużo pieczarek. Minimum kilogram

- Papryka. Dużo papryki. Myślę, że cztery papryki to niezbędne minimum, od którego możecie zacząć w ogóle liczyć

- Cebula. Tu na szczęście obędzie się bez dopisku "dużo”. Cebuli trzeba dać po prostu cholernie ogromne ilości. Straciłam rachubę przy szóstej

- Czosnek. Ze dwie główki

- Pomidory

- Musztarda

- Chrzan

- Ziemniaki. Nie tak dużo ziemniaków, góra osiem

- Kostka masła

- Kostka rosołowa*

Najważniejsze są jednak okoliczności przyrody. Aby wszystko smakowało jak należy, kuchnia polowa musi składać się z następujących elementów:

- Ognisko (1 sztuka)

- Panzerwerk 754 (1 sztuka)

- Naczynie słusznej objętości, nazwijmy je garem

- Długi, cienki konar do przewieszenia gara

- Cztery ostre noże

- Pokrywka od gazowej kuchenki turystycznej

- Sprawdzona ekipa towarzyszy, którzy znajdą sto zabawnych wymówek, by nie kroić cebuli, zawsze chętnie wypiją twoje piwo, ale też podzielą się kubkiem na kawę oraz opatrzą rany cięte

W radykalnych sytuacjach, gdy nie macie pd ręką grupy warownej Schill, możecie spróbować rozpalić ognisko tam, gdzie jest to dozwolone. Od rozpalenia ogniska w ogóle warto zacząć wszelkie działania. A dalej idzie już prosto, jakbyście jechali Autostradą Wolności na currywursty do Berlina. Nas nie dogoniat i tak dalej.

Najpierw kroicie mięso na kawałeczki. Pamiętajcie, że na bunkrach nie ma Boga Drobnej Kosteczki, więc nie musicie się jakoś szczególnie starać.

Tak kroimy mięso, gdy nie ma zwykłej deski; fot. Dominika WęcławekTak kroimy mięso, gdy nie ma zwykłej deski; fot. Dominika Węcławek

Mięso wrzucacie do gara. Następnie kroicie cebulę i wrzucacie ją do gara. Zawieszacie gar nad ogniem, obieracie ziemniaki, kroicie je jakkolwiek, wrzucacie do gara. To samo robicie z pieczarkami - fun fact, kucharz znany jako Siódemka mówi, że nie trzeba obierać. Skoro nie trzeba, to po co się męczyć? Zaoszczędzone w ten sposób siły można będzie spożytkować na bieganie po schodach w dół grupy warownej po wodę. Woda się przyda, ale najpierw wrzucacie posiekane pieczarki do gara.

Sami powiedzcie, że wygląda to całkiem przyzwoicie? fot. Dominika WęcławekSami powiedzcie, że wygląda to całkiem przyzwoicie? fot. Dominika Węcławek

Teraz zajmijcie się rozparcelowywaniem papryki, gdyż nikt nie lubi zbyt wielkich papryk w gulaszu. Jeszcze okazałoby się, że wszyscy uznali, że zwyczajnie nie wyszły wam papryczki faszerowane. Pomidory. W ćwiartki i do gara. Zalewacie to wszystko wodą i patrzycie jak pojawia się holistyczna jedność smaków, czy jak to tam zwać.

Wkrawamy ziemniaczki i inne takie... fot. Bartosz KraskaWkrawamy ziemniaczki i inne takie... fot. Bartosz Kraska

Po około 30 minutach dodajecie musztardę i chrzan oraz masło. Ważne jest też mieszanie. Skoro o tym nie wspominałam wcześniej, to znaczy, że z góry założyłam, iż jesteście wystarczająco ogarnięci, żeby to zrobić. Co tam jeszcze? Jakieś przyprawy by się zdały, co nie? No to tam pieprz, sól, liść laurowy, jakieś tam gorczyce i inne wygibasy. Każdemu jego porno. Można nawet szklankę cukru, choć ja osobiście skazałabym osobę dosypującą szklankę cukru do gulaszu na rok przymusowej tułaczki Citroenem C3 Pluriel. Przez Tajgę.

Pełna współpraca, a to oznacza jedno - jest już prawie gotowe i można podjadać; fot. Bartosz KraskaPełna współpraca, a to oznacza jedno - jest już prawie gotowe i można podjadać; fot. Bartosz Kraska

Na koniec zdradzam sekret: kostki rosołowe (*) trzymacie cały czas w kieszeni, nie otwieracie ich, zwyczajnie pozwalacie, by ich immanentna energia przenicowała świat oddając gulaszowi to, co dobre, bez konieczności zaginięcia w mięsnej topieli. Czekać, mieszać, zjadać. Zapić piwem. Spać grzecznie.

Więcej o: