...a kiedy już się spotkamy, to przelecę cię na wszystkie sposoby!

Czasem zdarza się tak, że Linda i jej najlepszy na świecie kochanek muszą się odkleić od siebie na kilkanaście dni, rozrzuceni po różnych świata stronach. Dziś opowiem wam, jak znieść tę okrutną tęsknotę cielesną.

Seks na odległość nie jest nową zabawą. O tym, że stęsknieni kochankowie w chwilach wielkiego oddalenia nie myśleli wyłącznie o tym, jak pachną fiołki i jak pięknie brzmi głos najdroższej/najdroższego, wiemy nie od dziś. Wiem, wiem, wystarczy wspomnieć epistolografię erotyczną, a już przywołujecie Abelarda, którego ręce „częściej dotykały łona niźli kart księgi”, i jego najdroższą Heloizę, co do uwielbianego nauczyciela pisała: „zawsze z większą rozkoszą i dumą wolałabym siebie mianować Twą nałożnicą niż monarchinią. Cześć przecie i cnota nie zawsze chodzą w parze z dostatkiem i mocą”.

O tęsknotach ciała i potrzebach seksualnych pisał, jednak znacznie bardziej dosadnie, by nie powiedzieć perwersyjnie, sam James Joyce. Jego listy do ukochanej Nory ociekają pożądaniem i spermą. Pisze o ładowaniu swej najdroższej małej dziwki w tyłek, błaga o to, by znów sięgnęła w jego spodnie i miętoliła jego kutasa, doprasza się o dokładne opisy tego, jak też jego lubieżnica Nora pieści swą cipkę paluszkami. Żyje wspomnieniami wielogodzinnego seksu, snuje plany i marzenia kolejnych sesji („pieprz mnie, kochanie, na wszystkie sposoby, jakie umiesz sobie wyobrazić, pieprz mnie w swym ubraniu i pieprz mnie nago, pieprz mnie nadstawiając swój tyłek, pieprz mnie na schodach jak sanitariuszka swego żołnierza” i tak dalej, i tak dalej; domagał się tego jak dziki, ten nasz biedny, wygłodniały Joyce).

A jakież mamy oręże my, współcześni rozdzieleni kochankowie? Półsłówka w krótkich wiadomościach. Słodkie niedopowiedzenia i tajemne szyfry. „Chcę byś przytulił mnie tak mocno, mocno” (tak, a w podtekście oczywiście - przycisnął do ściany, bym uniosła swe nogi, rozłożyła je przed tobą i dała się dziko zerżnąć, bo tęsknię, całuski). „Całuję czule” (najlepiej was obydwu, wiadomo, tak, żebyś poczuł mój język, kochanie, i wył i dopominał się o więcej i błagał, bym nie przestawała, ale przecież grzecznym dziewczynkom nie wypada pisać takich rzeczy. „Tęsknię za twoim dotykiem” (że niby niewinnie, że chodzi o to, jak mnie głaskałeś po ramieniu i szyi, ale tak naprawdę, to najbardziej tęsknię za tym momentem, kiedy wciskasz swoje słodkie palce w moją ciasną cipkę i szukasz tego momentu, w którym cała się trzęsę, ale pewnie się domyśliłeś, że chodzi o TEN DOTYK).

No, chyba że podobnie jak James i Nora darujemy sobie niedomówienia, rezygnujemy z szyfrów i idziemy na całość: „przeleć mnie na wszystkie sposoby, tęsknię tak dziko, że na samą myśl o tych wszystkich sekundach, które marnujemy z dala od siebie, mam ochotę rzucić się na ciebie i pożreć w całości, obejmować tego wielkiego, sztywnego kutasa całą sobą..."

Samo zdrowie!Samo zdrowie!

Telefon. Jest bardzo poręczny i nie mam tu na myśli sytuacji „kochanie zadzwoń do mnie, włączyłam już wibracje w smartfonie i schowałam go w swoich majteczkach”. Ale można na przykład odizolować się w wannie i zadzwonić do siebie, żeby lubieżnie poopowiadać, co tam wyczyniamy z tęsknoty. Można też umówić się na sesję na Skype, gdzie przy okazji można się do siebie powydurniać, pokazać język i inne rzeczy, a zamiast nudnego, samotnego rozbierania się do kąpieli rozbierać się do najlepszego na świecie kochanka po drugiej stronie internetów. OK, dobra, czasem nie można, ściany mają uszy, drzwi mają oczy. Różnie to bywa. Wtedy można spróbować wysłać sobie po prostu zdjęcia, trochę bardziej selfie niż typowe selfie. Można wspierać się różnymi nowoczesnymi zabawkami, które stają się dobrą przekąską przed właściwym, konkretnym seksem.

Jednym z najbardziej szalonych, a zarazem intrygujących pomysłów jest wykorzystanie gadżetu od LovePals - Hera&Zeus. Dla niej jest to designerski wibrator, a dla niego równie elegancka dziurka w rurce. Obydwie zabawki działają synchronicznie, sprzęgnięte z wi-fi i aplikacją na smartfonach. Dzięki temu nawet tysiąc kilometrów dalej kochankowie poczują wzajemnie swoje ruchy. Ot, magia nowych, interaktywnych technologii. Nie jest to może to samo, co czuć smak i zapach ciała, móc przy okazji tu docisnąć, a tam podgryźć. No właśnie...

Koniec końców wszystko sprowadza się do jednego. Linda i jej kochanek mają ochotę rzucić wszystko i się spotkać NATYCHMIAST, choćby i w połowie drogi. Mimo mnogości opcji kompensacji, najmilszym i najcieplejszym sposobem na seks na odległość, jest osobiste spotkanie z obiektem pożądania.

Więcej o: