Nogi modelki czy modelowane nogi? Kosmetyki, które zdziałają cuda

Gruba łydka? Krzywa noga? Siniaki na piszczelach? Pajączki na udach? Zanim zarzucisz pomysł pokazania tego lata swoich nóg w szortach, udaj się do drogerii. Producenci kosmetyków wiedzą, jak rozwiązać twoje problemy (pierwszego świata).

Kobiety wiecznie narzekają na swoja urodę i już chyba nic nie da się na to poradzić. Jak już przebolejemy temat nietwarzowej fryzury, to okazuje się, że skóra na twarzy się łuszczy. Pod oczami są ogromne sińce, wokół nosa zaczerwienienia, a w ogóle to widać zaskórniki i miliony krostek. Jak już się uporamy z problemem twarzy, to ponarzekamy na biust, dalej nie jest lepiej, bo brzuch i pupa. No i tak dochodzimy do nóg. Z nogami może być równie źle, jak z twarzą. Albo i gorzej. Dalej są stopy. Ale o stopach raczej milczymy. Prędzej poskarżymy się na pajączki na udach, siniaki na łydkach i krostki po goleniu wokół kostki niż na grubą i popękaną skórę pięt, prawda?

Może trochę sarkastycznie zaczęłam, może trochę ironicznie, a nawet autoironicznie - wszak moje sieci pajęczyn na udach są już znane Foszankom, siniaki lgną do mnie jak muchy do miodu i wcale nie muszę się mocno rąbnąć, wystarczy delikatne puknięcie. Cellulitem też już się kiedyś pochwaliłam - i tak, mam silną potrzebę ukrywania tych defektów! W ironiczny nastrój wprawia mnie czasami również oferta producentów kosmetyków. A dzisiejszy tekst sponsorują literki B, C i D, bo ostatnio producenci nader chętnie używają ich w nazwach kremów do ciała.

Te panie mają pomalowane nogi, serio / fot. Facebook.com/victoriassecretTe panie mają pomalowane nogi, serio (fot. materiały prasowe)

No dobrze, to chyba nie jest wielki sekret aniołeczków Victoria's Secret, że oprócz bielizny bądź skąpych kostiumów noszą na sobie makijaż. Nie chodzi mi tu o makijaż twarzy, lecz ciała. A konkretnie - makijaż nóg. Z malowaniem nóg jest dokładnie tak, jak z malowaniem twarzy. Czyli jeśli macie jakieś nieestetyczne przebarwienia, siniaki, czerwone pajączki, sine ptaszniki, kropki, groszki i co tam jeszcze - i nie chcecie ich demonstracyjnie pokazywać światu, to należy je przyklepać korektorem. Żeby nie pozostać z rzucikiem moro wynikającym z miejscowej aplikacji korektora, należałoby wyrównać kolor skóry podkładem. A żeby optycznie wymodelować dolne kończyny, nadając tym zbyt krępym powabu smukłych nóg łani, a tym zbyt smukłym - wyrzeźbić tymczasowe mięśnie, należy sięgnąć po produkty (podkłady, bronzery) w odcieniu nieco ciemniejszym niż ten, pierwotnie nałożony. Oraz rozświetlacz.

Zasady modelowania nóg są dokładnie takie same, jak modelowania twarzy. Jeśli chcecie wyszczuplić - przyciemniacie. Jeśli chcecie uwidocznić - rozjaśniacie lub rozświetlacie. Gdyby dobrze pokombinować, do dało by się nawet wyprostować krzywe... Powiedzmy sobie jednak szczerze, że można sobie tak zaszaleć przed pokazem mody (na którym występuje się w roli modelki) lub przed jakimś niesamowicie ważnym wyjściem - czyli niezbyt często, jak sądzę. Aha, jest jedno ALE. Jeśli zamierzacie wykonać makijaż nóg kosmetykami do makijażu twarzy, to przypomnijcie sobie, co się dzieje z waszym make-upem w zetknięciu z ubraniem. Ściera się. Z nóg ściera się znacznie bardziej, niż z twarzy, bo nogi są narażone na częstszy i dłuższy kontakt bezpośredni nie tylko z ubraniami. Oczywiście, makijaż na nogach można utrzymać spryskując je utrwalaczem do make-upu.

Oczywiście, można wybrać drogę na skróty. Pierwszy skrót wiedzie przez użycie samoopalacza bądź balsamu brązującego. Jak już wcześniej ustaliliśmy, ciemny kolor wysmukla, ukrywa też drobne mankamenty, takie jak drobne przebarwienia, cellulit, ukrywa też nieco naczynka. Jeśli lubicie styl glamour, to na „opalone” nogi można nałożyć olejek rozświetlający (ten słynny Nuxe lub mniej słynny Clarens albo samoróbkę).

Drugi skrót wiedzie przez półkę z produktami przeznaczonymi specjalnie do makijażu nóg. Ot, jak chociażby słynny przed laty sztyft do nóg Michaela Korsa. Sztyft stał się kultowym kosmetykiem wśród wizażystów przygotowujących modelki do pokazów. Później wyparły go rajstopy w sprayu - wielka miłość wizażystów, celebrytów no i moja. O rajstopach Airbrush Legs Sally Hansen i o tym, jak doskonałym są produktem już pisałam. Moją opinię podtrzymuję. Ba, podbijam nawet. Ponieważ miałam wątpliwą przyjemność porównać efekt rajstop Sally Hansen z rajstopami w Sprayu Lirene (w wersji do jasnej karnacji). Szczerze nie polecam tych drugich. Nie ma porównania, jeśli chodzi o wydajność, krycie, czy łatwość rozprowadzenia na skórze. Żeby uzyskać efekt, który przypominał może w jednej trzeciej efekt rajstop Sally Hansen, wylałam na siebie połowę zawartości butelki, co i tak nie pomogło w zatuszowaniu niedoskonałości. Przyznam, że przeglądałam opinie o produkcie Lirene w internetach i są zaskakująco dla mnie dobre. Może wynika to z faktu, że dotyczą rajstop w wersji do ciemnej karnacji? Nie przekonam się o tym osobiście, bo nie skuszę się na ponowną próbę.

Rajstopy w sprayu - dla mnie hit absolutny! (Fot. ML)Rajstopy w sprayu - dla mnie hit absolutny! (fot. ML)

O ile do rajstop w spraju żywię głęboki afekt, o tyle bogata oferta kremów typu BB, CC, DD (chyba na razie na tym stanęło?!) do ciała wywołuje u mnie taką reakcję, jak w wielu czytelniczkach moje głębokie przekonanie o konieczności stosowania bazy silikonowej pod codzienny makijaż. Czyli - czuję, że to o jeden mały krok za wiele. Próbuję analizować źródło mojej dezaprobaty dla tych produktów i wychodzi na to, że jestem po prostu hipokrytką kosmetyczną. No bo tak, akceptuję makijaż nóg, samoopalacze, bronzery, rajstopy, których de facto nie ma, myśl o Rockin' Body Shimmer Powder Victoria's Secret (brązujący puder do ciała o cudownym zapachu) wprawia mnie w stan błogiego rozmarzenia, a wspomniane wyżej produkty - irytują mnie.

No dobrze, przyznam się - kupiłam krem do ciała Bielenda Optic Control CC Cream Blur Effect 10 w 1. Bardzo lubię firmę Bielenda i dlatego zacznę od plusów. Krem ma całkiem dobry skład. Co prawda zawiera silikony, ale niejako z definicji musi je zawierać, skoro ma dać efekt optycznego wygładzenia. Dobrze nawilża. Wygładza skórę i daje satynowy połysk. Minusy - nie kryje defektów. Skoro nie wyrównuje koloru i nie kryje defektów, to czemu nazywa się CC? Czy nie wystarczyło by mu, gdyby nazywał się po prostu rozświetlającym kremem do ciała? CC jest tu CałkowiCie niezasłużone. I przypuszczam, że jest nadużyciem nie tylko w nazwie produktu Bielendy.

A może źle zaczęłam. Bielenda ma też krem CC Body Perfector, a krem Body Perfector ma już swoje grono wielbicielek, które twierdzą, że KRYJE. Nie sprawdzę. Pozostanę przy wklepywaniu w nogi kremów CC do twarzy, których są zbyt zapychające, żeby stosować je na twarz. Albo za radą redaktor Sosin zrobię sobie miksturę z „opalonego” odcienia podkładu do twarzy i balsamu do ciała. Brzmi jak domowa samoróbka kremu CC do ciała? Tak!

Co prawda miałam nie pisać tu o stopach, ale nie mogę się powstrzymać i uprzejmie donoszę tym, które nie są tego świadome - istnieje korektor do stóp! Tak, specjalny produkt, podobnie jak sztyft Korsa, czy rajstopy SH - kultowy i podobno nagminnie wklepywany w skatowane obuwiem celebryckie stopy. Mowa tu o Tintalize Premiere Concealer For Feet. Produkt jest odporny na wodę i pot, podobno ukrywa odciski, pęcherze, ślady po otarciach... no magia po prostu!

Takie ładne nogi, takie ładne nogi... / fot. ShutterstockTakie ładne nogi, takie ładne nogi...  (fot. Shutterstock)

Wszystko dobrze, ale nie należy zapominać, że skrzętne zamiatanie pod dywan problemów nóg, takich jak zapalenia mieszków włosowych, wrastające włosy, pajączki, to nie jest rozwiązanie problemu. Czasem zamiast zamalowywać, trzeba się udać po poradę do lekarza albo po odpowiedni specyfik do apteki. No, ale to już temat na całkiem inny tekst. Czy jesteście ciekawe, jak radzić sobie z podrażnieniami po goleniu, wrastającymi włoskami czy siniakami? Jeśli tak, to zapraszam za tydzień.

Więcej o: