Tylko dla kobiet! Kobiece społeczności, do kórych mężczyznom wstęp wzbroniony

Co łączy katolickie zakonnice, radykalne feministki i programistki z Doliny Krzemowej? Po lekturze książki "Dom bez mężczyzn" postanowiłam sprawdzić, co kryje się za kobiecym marzeniem o przestrzeni wolnej od facetów.

Pixabay CC0Pixabay CC0

Powieść "Dom bez mężczyzn", belgijskiej autorki Karine Lambert, opowiada o grupie kobiet, które z różnych przyczyn postanowiły usunąć pierwiastek męski ze swojego życia i mieszkają w małej jednopłciowej komunie w pięknym starym domu na obrzeżach wielkiego miasta. Intryga zmyślona (i dość przewidywalna), ale natchnęła mnie do poszukania innych kobiecych społeczności. Bo myśl, by zamieszkać w babskiej wspólnocie nie jest mi całkowicie obca. Właściwie odnoszę wrażenie, że całkiem sporo kobiet na jakimś etapie życia myśli, że byłoby im lepiej bez facetów. I niektóre istotnie wprowadzają tę myśl w czyn.

Serwis dla kobiet ze swej natury jest namiastką takiej jednopłciowej komuny - dla kobiet, o kobietach i przez kobiety, ale jak podpowiada doświadczenie, niejeden mężczyzna się tu zaplącze - niektórzy nawet zostają na stałe. Choć więc w naszej małej redakcji wyznajemy ideologię bezwzględnego feminazizmu (i nie ma sensu tłumaczyć, że nie) daleko nam do stuprocentowo kobiecej społeczności. Gdzie powinnyśmy szukać więc natchnienia i inspiracji?

Zacznijmy od tego, że idea separacji płci niekoniecznie zawsze jest wyborem - w tradycyjnych społeczeństwach często była wynikiem religijnych nakazów. Zasadzie czasowego lub miejscowego (meczet, synagoga) rozdzielenia płci hołdują właściwie wszystkie religie monoteistyczne. Szczególnym przypadkiem jest tu chrześcijańskie życie monastyczne, a historia żeńskich zakonów kontemplacyjnych sięga już IV wieku. Żeńskie (i męskie też) wspólnoty zakonne opierają się na dobrowolnym (choć z tym akurat różnie bywało na przestrzeni wieków) poddaniu się regule zakonu i wyrzeczeniu świeckiego życia. Celibat, czyli rezygnacja z posiadania rodziny i erotycznych związków z płcią przeciwną, jest tu w gruncie rzeczy najprostszą z form wyrzeczenia.

Niektóre reguły zakonne są o wiele surowsze i oprócz poświęcenia swojego życia wspólnocie i ślubów czystości wymagają np. życia w milczeniu i samotności. Mniszki kamedułki, które składają śluby milczenia, mają też możliwość rekluzji, czyli zamknięcia się czasowo lub dożywotnio we własnej celi. Jest to typowa wspólnota kontemplacyjna, w której wspólnotowość ogranicza się właściwie do wspólnego przebywania na terenie klasztoru, bo siostrom nie wolno ze sobą rozmawiać, gdyż mogłoby to oderwać je od pobożnych rozmyślań. Jak mówi kamedulskie zalecenie duchowe:

„Milczenie bez rozmyślania to jak pogrzebanie żywego; rozmyślanie bez milczenia jest nieskuteczne jak budzenie umarłego; ale rozmyślanie duchowo złączone z milczeniem daje duszy wielki pokój i prowadzi do doskonałej kontemplacji”.

Wygadane i przyzwyczajone do wyrażania swojej opinii współczesne kobiety taka wizja może przerażać, ale dobrowolna asceza - choć niekoniecznie wynikająca z religijnych pobudek - bywa cechą także zupełnie innych żeńskich społeczności. Feministyczne eko-wioski to wspólnoty otwarte dla wszystkich kobiet lub tylko dla lesbijek. Choć nie ma w nich przesadnych obwarowań dotyczących życia seksualnego to jednak członkinie wspólnoty zobowiązane są do przestrzegania pewnych reguł: rezygnacji z posiadania własnego pojazdu, praktykowania organicznych upraw, używania energii z odnawialnych źródeł i kontroli produkowanych przez społeczność odpadów. Życie i praca opierają się na kooperacji i feminizmie jako dwóch filarach założycielskich, obowiązuje też szczerość i miłość braterska. Siostrzana. (Kto ciekawy może przeczytać więcej o korzeniach ruchu "Women's Land" oraz polityki, która zakazuje obecności mężczyzn w tych społecznościach).

Idee hipisowskiej czy kibucowej komuny jak widać mają się dobrze, jednak gdy segregacja płciowa zakrada się do biznesu, to może się to wydać zaskakujące. A jednak kobiece stowarzyszenia wspierające kobiece biznesy, sieci networkingowe, czy nawet przestrzenie biurowe przeznaczone tylko dla kobiet są elementem codzienności. Ostatnio głośno się robi o programistkach i założycielkach start-upów z Doliny Krzemowej, które zamiast narzekać na tradycyjnie niechętne kobietom (by nie powiedzieć seksistowskie) nastawienie branży postanowiły przeciwdziałać temu stanowi rzeczy. Nie tylko zakładając "co-worki" na wzór słynnej Double Union feministyczno-hakerskiej wspólnoty z San Francisco, czy wspierające kobiety, które chcą robić karierę w technologii organizacje jak Women2.0 , ale też poprzez nastawione na edukację i poszukiwanie utalentowanych technicznie dziewczyn inicjatywy w rodzaju Girls Who Code (W Polsce też mamy taką damską społeczność programistyczną Geek Girls Carrots).

Kobiece społeczności bywają także prawdziwym ratunkiem - dla ofiar gwałtów, przemocy, prześladowań. Przykładem może być kenijska wspólnota Umoja (to w języku suahili "wspólnota"), która stanowi azyl dla uciekinierek od brutalnych mężów, wyzysku i poniewierki. Założycielki tej kobiecej wioski, do której żadni mężczyźni poza personelem medycznym nie mają wstępu, zostały zgwałcone przez żołnierzy i wykluczone ze swoich społeczności. Teraz jako kobieca wspólnota żyją z wytwarzania rękodzieła, stanowią też rodzaj turystycznej atrakcji, ale przede wszystkim dają schronienie innym kobietom w potrzebie.

Kobiety wybierające przestrzenie i wspólnoty "tylko dla kobiet" narażają się niekiedy na zarzut seksizmu. No bo jak to tak? Bez mężczyzn? Seksizm i wykluczenie! Jednak, jak przekonują psychologowie, wsparcie i zrozumienie, które otrzymują kobiety w jednopłciowych społecznościach pozwala im na większą pewność siebie i rozwój. Niektórzy doszukują się tu przyczyn historyczno-biologicznych, a nawet ewolucyjnych: mężczyźni od zarania dziejów opuszczali wspólnoty, by polować, walczyć, zaś tzw. życiem codziennym zajmowały się społeczności złożone głównie z kobiet. Stąd rozumienie wzajemnych emocji i umiejętność udzielenia sobie wsparcia w chwilach kryzysu jest znacznie bardziej rozwinięta między kobietami. Wyśmiewana po wielokroć "solidarność jajników" faktycznie w pewnym wymiarze istnieje, choć ginie w szerszym tle społecznym. Widać ją za to w jednopłciowych kobiecych wspólnotach - nawet w takich babskich kółeczkach wzajemnej adoracji.

Bo wie to każda kobieta, i cała redakcja Focha (zwana niekiedy grupą wsparcia) potwierdzi: gdy jesteś w potrzebie zrozumieją cię i pomogą inne kobiety. Nawet jeśli jesteś typem kobiety, która niespecjalnie dobrze czuje się w czysto kobiecym środowisku. Czasem jednak zwyczajnie go potrzebujesz.

"Dom bez mężczyzn"

 

Ebook "Dom bez mężczyzn" jest dostępny na publio.pl >>

Więcej o: