Jest upał, muszą być lody

Aura sprzyja lizaniu. Podobno w taką pogodę można to robić bezkarnie. Nie tyjemy, bo organizm zużywa energię na ogrzanie każdej kulki. W rezultacie bilans wychodzi na zero, a przy sorbetach to nawet na minus. Liżmy zatem do woli. Oto stronniczy przegląd smaków.

Jeśli do tej pory wyrzucałaś sobie każdą kulkę, ograniczałaś się wyłącznie do sorbetów, najlepiej tylko tych podawanych na przeczyszczenie kubków smakowych, to uczeni zadbali o twoje samopoczucie. Może nie uczeni, a dietetycy. Możesz już lizać do woli. Jest nowa teoria.

Jedz, a schudniesz! Wierzę w to święcie! (fot. Agnieszka Durska)Jedz, a schudniesz! Wierzę w to święcie! (fot. Agnieszka Durska)

Otóż, jedząc lody spalasz tyle samo kalorii, ile one mają. Pewnie, przecież ile to się trzeba jęzorem namachać, posmakować, ogrzać w gębie i dopiero przełknąć. Wcinanie sztuki mięsa przy jedzeniu lodów to pikuś. Tym się nie zmęczysz, więc siłą rzeczy nie spalisz od razu tyle, ile ma dajmy na to befsztyk. Tak, dostrzegam kruchość tej teorii, ale chwilowo nie znajduję w sobie energii, by obalać hipotezę postawioną przez jej autora. Niech to będzie taki letni paradygmat, że lody odchudzają, a przynajmniej nie tuczą. Porzućmy wątpliwości. Tym bardziej że wiara czyni cuda. A ja wierzę w moc lodów od dawna.

Najdziwniejsze smaki

Powyższa teoria sprawiła, że zaczęłam rozważać wykorzystanie jej założeń w codziennym menu. Japończycy już dawno na to wpadli. Lubują się w mięsnych lodowych smakach. Cóż, oni zawsze byli w awangardzie. Nie próbowałam, ale podobno mają lody z surową koniną, o smaku wołowych ozorków oraz lody rybne. Wiem też, że są lody o smaku spaghetti i pizzy. Te wydają mi się bardziej zachęcające.

Tu nad Wisłą jesteśmy bardziej zachowawczy w kwestii smaków. Nie wiem, czy te mięsne przeszłyby u nas. Choć wyobraźnia podpowiada, że lody bigosowe albo o smaku schabowego z kapustą zdobyłyby zwolenników, to producenci jeszcze nie dostrzegli tej niszy. A robią wszystko, by nam dogodzić. Każdemu z osobna, wedle upodobań. Rynek lodów stale rośnie, pojawiają się nowi wytwórcy, a coraz większa konkurencja działa na korzyść liżących. Nie jesteśmy już tylko skazani na produkty masowe, powstają małe lokalne lodziarnie, w których można się cieszyć bogactwem smaków. Znajdą się nawet lody mięsne! Choć na razie tylko dla psów.

I dla psa kiełbasa - wróć - lody! (fot. Agnieszka Durska)I dla psa kiełbasa - wróć - lody! (fot. Agnieszka Durska)

Takie psie frykasy serwuje jedna z lodziarni w Warszawie. Spróbowała ich moja suka, z jej miny wnoszę, że były dobre. Składu na opakowaniu nie było, więc niestety nie mogę wam powiedzieć, jakie mięso dominowało. Nie miałam też odwagi wziąć od niej "liza". Doceniam za to pomysł, bo psom też się coś od życia należy. Zwłaszcza w upał.

Psie frykasy (fot. Agnieszka Durska)Psie frykasy (fot. Agnieszka Durska)

Tymczasem my spróbujmy lodów koperkowych, pomidorowych, bazyliowych, herbacianych, piwnych, z chili, buraczkowych. Te smaki mnie zaskoczyły w tym sezonie, ale na pewno jest jeszcze wiele innych. Nie ma też problemu, by znaleźć lody wege, bez glutenu, bez laktozy, czy cukru. Jest na czym jęzor zawiesić.

Moim hitem są lody o smaku zielonej herbaty albo earl grey. Doskonale komponują się z książką i hamakiem - esencja letniego relaksu. Jakie są wasze ulubione, niedawno odkryte smaki (wpisujcie miasta w komentarzach)?

Powiedz mi, co liżesz, a powiem ci kim jesteś

Niektórzy w kwestii smaków są tradycjonalistami, inni chętnie będą odkrywać nowości. Podobno smak, jaki wybieramy wiele o nas mówi. Jak donosi jeden z portali (randkowych), musisz zobaczyć, co ona liże, by wiedzieć, kim jest. Osobiście jednak do tej teorii bym się nie przywiązywała, bo jeśli wybranka w lodziarni na widok morza smakowych możliwości zwyczajnie ocipieje i zachce wszystkiego po trochu? Ja na przykład tak mam, a wcale nie czuję się jakaś, hmm, wyuzdana? Cóż, w sezonie ogórkowym nic nas nie zaskoczy, do wzmiankowanego tekstu polecam lody ogórkowe. Na pewno się znajdą.

Zatrzymajmy się jednak przy tym próbowaniu wszystkiego, co lodziarz wyłożył. Doskonale chęć do kosztowania nowości wyczuli Włosi. Wyprodukowali takie malutkie wafelki i jak nie możesz się zdecydować, a co drugi turysta we włoskiej lodziarni zwyczajnie głupieje, to możesz wziąć wszystkiego po trochu. To na pewno nie ułatwi ci podjęcia decyzji, bo najprawdopodobniej okaże się, że wszystko jest dobre. Ale nie żałuj sobie, bo najczęściej próbki dają za darmo! Chyba że mieli za dużo gości z Polski

U nas na razie taki luksus "kosztowania" oferują naprawdę nieliczne miejsca. W tych najpopularniejszych zresztą dostaniesz tak małą gałkę, że możesz wziąć ich od razu kilka, bo nie zdołasz się przejeść. Na szczęście ten trend jest tylko tam, gdzie masowa produkcja. W lokalnych lodziarniach nakładają więcej. Też widzicie tę różnicę w porcjach?

Sentymentalnie

Lody nieodmiennie kojarzą się też ze smakami dzieciństwa. Pamiętacie Hortexowskie Ambrozje? Ja za nimi nie przepadałam, ale z braku konkurencji, były niekwestionowanym rarytasem. Wolałam lody rozwożone przez mleczarza w małej miejscowości u mojej babci. Miał tylko dwa smaki, wybierałam zawsze śmietankowe. Tego smaku poszukuję do dziś. Były po prostu najlepsze! A może najlepsze było to, że chodziłam na nie z dziadkiem? Tym najfajniejszym dziadkiem, jakiego miałam.

No, a bambino i calypso? Historia sama w sobie. Żaden współczesny kaktus albo gibek nie dorównają lejącej się mlecznej masie sprzed 30 lat. Żaden nie wywoła takich wspomnień. I marketing, akcje sprzedażowo-reklamowe oraz liczne promocje nic tu nie zmienią. To były inne czasy, inne lody.

Więcej o: