Ewa Wanat: Pamiętam kobietę, która miała w życiu tylko dwa orgazmy

Fetyszyzm to domena mężczyzn. Za to blisko 80 procent masochistów to kobiety. Życie seksualne Polaków zaskakuje. Z doświadczenia Ewy Wanat, współprowadzącej audycję o seksie, wynika, że jesteśmy narodem, który staje się coraz bardziej otwarty. Tyle że to trwa.

Ewa Wanat - to jej Polacy mówią, jak naprawdę wygląda ich seks (fot. Michał Mutor)Ewa Wanat - to jej Polacy mówią, jak naprawdę wygląda ich seks (fot. Michał Mutor)

Od 7 lat razem z dr. Andrzejem Depko oswajacie Polaków ze sferą erotyki. Jak to się stało, że zaczęłaś prowadzić audycję o seksie?

To był przypadek. „Kochaj się długo i zdrowo" na początku prowadził Marcin Wojciechowski, który w pewnym momencie odszedł z naszego radia. Ponieważ słuchałam tej audycji i bardzo mi się podobała, chciałam ją zatrzymać. Andrzej zgodził się zostać pod warunkiem, że to ja będę ją razem z nim prowadzić. I tak to się stało.

Nie bałaś się o swoją opinię? Poważna dziennikarka, redaktor naczelna, na antenie o seksie?

Zawsze chciałam robić taki program, ale wcześniej po postu nie miałam okazji. Fakt, ponieważ byłam wtedy szefową radia informacyjnego, nie do końca byłam pewna czy mi „wypada". Miałam wątpliwości, ale mnie do tego ciągnęło. Skonsultowałam się więc z paroma osobami, do których miałam zaufanie i w konsekwencji zdecydowałam się w to wejść. Doszłam do wniosku, że seks to przecież ważna część naszego życia, niejednokrotnie nawet ważniejsza od tematów, które poruszamy na antenie i że brakuje takich programów, więc dlaczego nie.

Masz za sobą pewnie tysiące maili, telefonów i listów od słuchaczy. Czego nauczyłaś się o sferze seksualnej Polek i Polaków przez te wszystkie lata?

Nie mogę wypowiadać się na temat wszystkich Polaków, mogę natomiast mówić o tych, którzy słuchali i słuchają naszej audycji i kontaktują się z nami. Jedno jest pewne, zmienili się. Są coraz bardziej otwarci, chętniej rozmawiają, traktują seks coraz mniej jako temat tabu, coraz chętniej otwierają się na nowe sytuacje, poszukują, eksperymentują.

A jak jest z ich problemami?

To ciekawe, w zasadzie wciąż są takie same.

A jakie?

Kobiety mają wciąż w głowie stary freudowski stereotyp i chciałyby mieć orgazmy pochwowe. Chciałyby również szczytować jednocześnie z partnerami. Mężczyźni podzielają ten problem. Też chcieliby, żeby kobiety miały orgazmy pochwowe, aby mogli czuć się bezpośrednimi sprawcami ich przyjemności. Może to jakiś atawizm?

Obie strony narzekają na spadające libido partnera czy partnerki, że już im się nie chce tak, jak kiedyś. Mężczyźni narzekają na przedwczesne wytryski, kłopoty z utrzymaniem erekcji i wielkość członka.

Czyli wszystko po staremu. A czego jeszcze się nauczyłaś prowadząc audycję?

Tego, że ludzie się uczą mówić o seksie i mówią o nim coraz chętniej. Nie medycznie, nie wulgarnie, nie enigmatycznie, nie wesołkowato, tylko normalnie, tak jak o wszystkim. Poza tym to, co jest niezwykle pozytywne, to liczba tak zwanych starszych ludzi, która do nas dzwoni i to, co mówią.

A co mówią?

Jak ważny jest seks w ich życiu, po 60. czy po 70. roku życia. Dzwonią, prosząc o konkretne rady. A to libido się zmniejszyło, a to żona ma suchość pochwy. Czy to może być od leków?

Czy któraś z historii dzwoniących osób szczególnie zapadła ci w pamięć?

Tak. Pamiętam jeden taki wstrząsający telefon. Kobieta, tak po osiemdziesiątce, opowiedziała nam swoją historię. Miała w życiu tylko dwa orgazmy. Obydwa przed ślubem. Wyszła bardzo młodo za mąż i była całe życie z jednym facetem. Podczas pierwszej nocy zabrał ją tam, gdzie mieli mieszkać. Był to pokój dzielony z teściową i dziewczyna czuła się skrępowana, kiedy mąż zaczął się do niej w nocy dobierać. Opierała się, a wtedy matka chłopaka stanęła po jego stronie i wziął ją siłą. Tak już zostało do końca, przez kilkadziesiąt lat. Ta kobieta powiedziała na antenie, że gdyby miała wtedy jakąkolwiek świadomość i wiedziała, że to nie musi tak wyglądać, że gdyby były tego typu programy, dostępna wiedza, jej życie wyglądałoby zupełnie inaczej i że teraz jest już za późno i ona tego bardzo żałuje.

A jakieś pozytywne historie?

Takie też są. Zadzwoniła kiedyś do nas para po 80. roku życia, opowiadając, że współżyją ze sobą regularnie. Może nie tak często jak kiedyś, ale ze dwa razy w miesiącu. Że właśnie oglądali po raz kolejny Emmanuelle i tak ich to nakręciło, że poszli do łóżka i z tego łóżka, po seksie dzwonili rozchichotani do nas. Wyrywali sobie słuchawkę, opowiadali jak było, że seks jest piękny

Jak to jest w końcu z tym seksem? Jest ważny czy jest przereklamowany?

To zależy dla kogo. Ludzie są różni, mają różne potrzeby, różną konstrukcję psychiczną, biologiczną, hormonalną czyli temperament. Dla mnie jest bardzo ważny, ale akceptuję to, że dla innych może nie być. Dramat zaczyna się wtedy, kiedy ludzie o nieprzystających do siebie temperamentach i potrzebach są w związku.

Czy to da się pogodzić? Pozwalać partnerowi na zdrady? Ale co wtedy z zazdrością? Napisałaś niedawno, że się z niej wyleczyłaś. Jak to się robi?

U mnie była to kwestia sumy doświadczeń życiowych. Zazdrość jest uczuciem niszczącym i wciągającym. Takim samonapędzającym się mechanizmem, który, jak się rozpędzi, jest nie do zatrzymania. Prowadzi często do niedorzecznych decyzji. Jest źródłem cierpienia. To nie jest tak, że nigdy nie jestem zazdrosna, ale nie pielęgnuję tego uczucia, nie daję mu się rozwijać, nie kultywuję. Zresztą, o co powinniśmy być zazdrośni? O ciało naszego partnera? O to, że doznaje przyjemności z kimś innym? O jego czas? Coraz więcej ludzi funkcjonuje w różnych układach, które nie do końca są monogamiczne, mnie to nie pociąga, ale to rozumiem i akceptuję. Często jest tak, że ludzie mają swój jeden podstawowy związek, który jest dla nich ważny, ale poszukują dopełnienia, nowych wrażeń. Można oczywiście być zazdrosnym tylko, co to zmienia?

To, co dla mnie dużo zmienia, to kłamstwo. Dopóki obie strony wiedzą, w co wchodzą, godzą się na to i są wobec siebie fair, ich układ, jakikolwiek by był - jest czysty. Gorzej, jak przed partnerem coś się ukrywa, nie dając mu prawa wyboru - np. swój fetysz albo innych partnerów seksualnych.

Seks jest cudowny, wspaniały, nie wyobrażam sobie szczęśliwego życia bez niego. Ale żeby był taki, dawał szczęście - musi być szczery. Ukrywanie pragnień, fantazji, udawanie nie wchodzą w grę. Wtedy to nie seks, to kiepski teatr. Nie daje szczęścia, lecz frustrację. Dzwonią do nas kobiety, które udają orgazmy - w imię miłości, spokoju, udanego związku. Prędzej czy później to się źle kończy. A wystarczy tak niewiele, powiedzieć „ Kochanie, ja potrzebuję trochę więcej czasu, żeby mieć orgazm” albo pokazać „rób tak, nie tak”. Jeśli partner kocha to się postara. Tylko jedno zdanie, a może zmienić całe życie. Ludzie nie wiedzą, że to jest takie proste.

A kiedy zaczyna się zdradzać, żeby zaspokajać swoje potrzeby, co ze szczęściem partnera? Wiele tego typu problemów wynika z tego, że nie potrafimy rozmawiać o swoich potrzebach. Tak jak o seksie ogólnie, coraz chętniej mówimy, tak jeśli chodzi o nas i nasze konkretne sytuacje związkowo-seksualne - już nie jesteśmy tak otwarci.

Bo to bardzo delikatny obszar. Boimy się zranić, boimy się odrzucenia. Ludzie często biorą rzeczy za bardzo do siebie, nie umieją ich nazwać, traktują sprawę ambicjonalnie. Zresztą czasem ciężko jest mówić o czymś, co chcielibyśmy, aby przychodziło naturalnie.

Zwłaszcza kobietom, którym mniej wypada odczuwać przyjemność. To takie egoistyczne brać a nie dawać, a egoizm jest u nas bardzo źle postrzegany.

Przecież seks nie jest po to, żeby dawał kobiecie przyjemność. Bo jak daje, to kobieta może dążyć do zwiększenia ilości kontaktów, co może prowadzić do większej liczby partnerów, a stąd już tylko krok do dziwki.

Czy twoim zdaniem kobiety różnią się od mężczyzn w kontekście seksualnym?

Nie wiem, czy to wynika z natury, czy z kultury, ale dojrzewamy inaczej. Mężczyźni od bardzo wczesnego wieku są gotowi na wszystkie eksperymenty, mało tego - chcieliby wszystkiego od razu spróbować. Zahamowania kobiet są silniejsze, a mężczyzna jest od tego, żeby się wyżyć. Pewien młody człowiek powiedział mi kiedyś, że większość dziewczyn w jego wieku nie godzi się na wiele rzeczy, których on jest ciekaw. Kobiety otwierają się dłużej. To, co nie przyszłoby do głowy 20-latce, zrobi 30-latka, to na co 30-latka jest niegotowa, uwielbia 40-latka. Poza tym kobiety, zwłaszcza te dojrzałe, nie mają takiego samego przyzwolenia na emanowanie swoją seksualnością, jakie mają mężczyźni. To kolejny problem, który zaczynamy sobie uświadamiać. O tyle, o ile mężczyzna nie ma problemu i może np. zmieniać często partnerki, czy spotykać się z dużo młodszymi kobietami i jest to postrzegane jako dowód jego męskości, to dojrzała kobieta, która nie ma męża lub nie jest w związku, zmienia kochanków, czy spotyka się z młodszym partnerem, wzbudza dużo kontrowersji. Byłam kiedyś świadkiem takiej sytuacji: na przyjęcie przyszedł facet po 60. roku życia z dużo młodszą partnerką. Wszyscy faceci patrzyli na niego z zazdrością. Na tę samą imprezę przyszła 60-letnia kobieta z młodszym facetem i wszyscy patrzyli na nią z pogardą lub politowaniem. Jedyne, co ludziom przyszło do głowy to: „na pewno mu płaci”. Nikt nie wspomniał o tym, że być może ta młoda laska zakochała się w grubym portfelu tego mężczyzny.

Polacy uwielbiają oceniać. I mam wrażenie - są dużo bardziej niż na zachodzie zamknięci na inność, mało ciekawi innych ludzi, lękowi.

Wszystko wynika z dominantów kulturowych. U nas to jest martyrologia, katolicyzm, ojczyzna, poświęcenie. Mamy zakodowane, że jak ktoś przychodzi z zewnątrz to nam coś zabiera: ziemię, żonę, córkę W bardziej cywilizowanych krajach ludzie w różnym wieku i z różnych światów mieszają się. Nie ma takich kategorycznych podziałów na pokolenia czy środowiska. W tych samych klubach, np. w Londynie, czy Berlinie bawią się razem ci, którzy mają 18 i 80 lat i nikogo to nie dziwi.

Do księgarni marsz!Do księgarni marsz!

To jak już przy tolerancji jesteśmy to porozmawiajmy o „Chuci, czyli normalnych rozmowach o perwersyjnym seksie”. Genialna książka! Moim zdaniem powinna być narodową lekturą obowiązkową. Powiedziałaś, że dedykujesz ją tym 20% społeczeństwa z parafiliami.

A Andrzej powiedział że pozostałym 80%, którzy ich nie mają, aby zrozumieli te 20%.

Skąd wiadomo, że jest to 20%.

Z badań amerykańskich (śmiech).

Skąd pomysł na książkę?

Z mejli do nas, od słuchaczy, mnie zawsze najbardziej poruszają te, w których człowiek wyznaje nam jakąś swoją „straszną” tajemnicę - że podniecają go damskie stopy albo lubi wąchać używane majtki i zadaje pytanie, czy jest nienormalny, prosi o pomoc, ratunek. Chciałam, żeby ci ludzie zobaczyli, że to wszystko jest normalne, wielu innych ludzi tak czuje. Chciałam im pokazać, co się mieści w granicach normy i czym nie należy się niepokoić, wystarczy to zaakceptować, a co jest już niepokojące, groźne i z czym trzeba iść do lekarza.

O jakich najdziwniejszych parafiliach słyszałaś?

Jest gdzieś opisany przypadek mężczyzny uprawiającego seks z płyta chodnikową. Chyba najbardziej powszechny, ale też niezwykle fascynujący, jest BDSM. Jest on niesamowicie ciekawy, bo zagląda głęboko w naturę ludzką. Pokazuje, że seks rzeczywiście jest w głowie.

Czytałam gdzieś, że ponad 90% fetyszystów to mężczyźni. Czy to prawda?

Tak, kobiet z parafiliami jest bardzo mało z jednym wyjątkiem - masochizm. 80% masochistów to kobiety.

Ciekawe z czego to wynika.

Trzeba by zapytać o to doktora. Wiadomo, że BDSM jest zabawą, umową, zawieszeniem na kołku codzienności, ale mimo wszystko trzeba zauważyć, że łamie on współczesne trendy równości płci i zaprzecza feminizmowi, a przecież często uprawiają go ludzie wykształceni, o tzw. postępowych poglądach.

W sumie najważniejsze, że znają swoje potrzeby i robią to świadomie. Poza tym przecież ich zabawy nie przekładają się na życie codzienne. I ciekawe, że na zachodzie ten temat jest zupełnie normalny, powszechny, przeszedł nawet do pop-kultury.

Parafilie to także ogromny biznes. Są kluby fetyszowe, są kluby swingerskie. Sklepy BDSM. Ludzie nie muszą ukrywać się po krzakach.

Chyba że lubią (śmiech).

Polska to konserwatywny kraj, jesteśmy tradycjonalistami. Do tego dochodzi presja katolicyzmu. Kościół jest wszechobecny i narzuca swoje normy moralne. Ta etyka seksualna trzyma ludzi w ryzach. Społeczeństwo ma mocno zakodowany tradycyjny model rodziny i seks po bożemu. A to dlatego, że wszystko, co wykracza poza rutynowe działania, jest niebezpieczne dla kościoła, bo stanowi zagrożenie dla tego modelu. Jeśli ulegasz pokusom to nie możesz żyć w zgodzie z naukami Kościoła i wtedy odchodzisz i on przestaje być ci potrzebny.

Ale jeśli w życiu postępujemy wbrew sobie, tak jak ta biedna osiemdziesięciolatka, o której przed chwilą mówiłaś, nie mamy żadnych szans na szczęście.

Nie mamy.

Swoją drogą fascynuje mnie obsesja środowisk prawicowych, jeśli chodzi o seks. Jaką oni muszą mieć bujną wyobraźnię i sugestywne obrazy w głowach! Taka posłanka Pawłowicz mówiąca o walce z „aktywnością doodbytniczą” czy ksiądz Oko porównujący seks gejowski do tłoka silnikowego i rury wydechowej. Mam wrażenie, że ich to bardziej kręci niż tych, co to robią. Poza tym seks analny praktykują też pary hetero, o czym pewnie posłanka i ksiądz nie wiedzą. Jest popularny wśród nastolatek - żeby nie zajść w ciążę.

Ciekawe, co ludzi przeraża w seksie. Przecież to chyba najprostszy i najbardziej dostępny sposób na spełnienie i szczęście.

I jest dostępny za darmo.

Ale osoba szczęśliwa jest trudna do manipulacji.

I tu masz odpowiedź na swoje pytanie. Jesteśmy ograniczani i zastraszani, żeby łatwiej nas było trzymać w garści.

Więcej o: