Trzy tygodnie bez papierosa. Podsumowanie życia na odwyku

Musiałam rzucić palenie. Tak, musiałam, a nie chciałam, więc możliwe, że męczę się bardziej niż inni, którzy rzucili ten nałóg. Nie był to mój wybór, a kategoryczny nakaz lekarzy. Po trzech tygodniach - czas na wnioski.

Do tej pory z nałogiem zerwałam raz. Na chwilę (fot. Unsplash.com)Do tej pory z nałogiem było mi całkiem po drodze (fot. Unsplash.com)

Paliłam przez wiele lat i tylko raz próbowałam zerwać z nałogiem. Było to po zakończeniu studiów. Pewnego dnia postanowiłam, że nie będę palić i udało mi się wytrwać w tym postanowieniu przez rok. W tym okresie przytyłam chyba z 10 kg, bo zajadałam się wszystkim, co wpadło mi w ręce. Oralna fiksacja - poziom wysoki. Ponieważ nie posiadałam w domu wagi nie od razu zauważyłam, że jest mnie więcej. Przyrost obywatelki Olczak postępował małymi, ale wytrwałymi krokami, aż pewnego dania mój własny tatuś rzekł - ale masz podbródek, jak Dżaba z Gwiezdnych Wojen.

Nie myślcie sobie, że mój tata jest potworem, który chciał mi zrobić przykrość. Po prostu nigdy nie mieliśmy w domu problemów z wyrażaniem opinii o swoim wyglądzie. Szczerze, to wolałam dostać taką uwagę od kogoś, kto mnie kocha nawet z tym wielokrotnym wolem, niż od obcucha, którego cieszy to, że jestem duża.

To był moment, kiedy zobaczyłam, że spodnie są numer większe, bluzka się opina na brzuchu, jak ubranie ludzika Michelin, no i ogólnie jestem pucia-pucia. Nie był to jednak moment, kiedy znowu wróciłam do palenia. Po prostu zaczęłam bardziej uważać na to, co jem i jak często. Do palenia wróciłam kilka miesięcy później, bo się czymś bardzo zdenerwowałam. Teraz już nie bardzo pamiętam, ale chyba z chłopakiem mi się nie układało, więc zapalałam smutki.

Zdrowiej byłoby rozpalić ognisko i spalić wszystkie pamiątki po łajdaku (fot. Pexels.com)Zdrowiej byłoby rozpalić ognisko i spalić wszystkie pamiątki po łajdaku (fot. Pexels.com)

Należę do osób, które naprawdę lubią papierosy. Lubię się zaciągać, lubię dym w płucach i mam to szczęście, że nie zżółkły mi paluchy i zęby. Dentyści dziwią się, że palę, a jeszcze bardziej dziwią się, że tak długo. No cóż, może po prostu jestem stworzona do tej używki i powinnam zostać twarzą Marlboro? Chyba jednak nie, bo teraz to i papierosów nie bardzo można reklamować, a poza tym jednak papierosy mogły mieć wpływ na moją pracę serca. Lekarze nie wskazali ich jako głównej przyczyny mojego pobytu w szpitalu, ale dali wyraźnie znać, że sobie nie pomagam, a wręcz szkodzę.

Obecnie nie palę od trzech tygodni, rzuciłam papierosy z godziny na godzinę - dosłownie. Czy wrócę do tego nałogu? Nie mam najmniejszego pojęcia, tak jak nie wie tego nigdy żaden nałogowiec. Nałóg ma to w sobie, że można go latami „nie uprawiać”, aż coś nam w głowie przeskoczy i sięgamy po używkę.

Papierosy postrzega się jako używkę relaksującą. Endorfiny tak się ładnie uwalniają i lecą do mózgu, że po ich odstawieniu człowiek bywa ZŁY. Początkowo walka silnej woli z uzależnieniem jest bardzo nierówna. Brak opioidów we krwi wywołuje u przedstawiciela naszego gatunku rozdrażnienie, płaczliwość i wybuchowość. Po kilku dniach teoretycznie nikotyna jest uwolniona z zatrutego organizmu i mózg daje nam odpocząć. Przestaje się domagać wrażeń, które przeżywamy paląc papierosy. Napisałam teoretycznie, bo u mnie po trzech tygodniach wcale nie jest łatwiej.

Jestem płaczliwa, ale to też może być spowodowane inną sprawą, mój przełyk domaga się dymku, a moje usta układają się w fajkowy dziubek.

Podobno płuca regenerują się dość szybko i kaszel palacza powinien mi niedługo minąć. Mówię, że podobno, bo ja takiego kaszlu nie miałam i nie mam. Kolejna sprawa to serducho. Jak tylko rzucisz fajki, to ono jest takie szczęśliwe, że normalnieje ciśnienie krwi, tętno wraca do normy i wszyscy są szczęśliwi. No, ja tam nie wiem, bo odkąd nie palę to ciśnienie mam tak niskie, że słaniam się na nogach i mogłabym spać non stop. Jeżeli to ma tak działać, to średnio mi się to podoba. Serio, jestem zmęczona i jak tylko siadam w fotelu czy na kanapie, to zwijam się w kulkę i zamykam oczy. Nie jest to zbyt fajne, zwłaszcza że za oknem piękna pogoda i powinnam „uprawiać lato”, a nie śpiączkę.

Po rzuceniu palenia ma mi się poprawić cera. No zobaczymy... Jeżeli znikną mi sińce pod oczami i będę miała mniej problemów ze skórą twarzy, to uznam to za prawdę. Patrząc jednak na moje koleżanki, które nie palą i nigdy nie paliły, jakoś nie widzę tych zależności. Dziewczyny podobnie jak ja miewają zaskórniki, a i ciemne plamy pod oczami też nie są im obce.

Jak widzicie wcale się nie cieszę z rzucenia palenia, a przynajmniej nie potrafię się z tego cieszyć już teraz. Możliwe, że moje zachowanie jest typowe dla osób, które próbują zerwać z nałogiem. Nie konsultowałam się z nikim w tej sprawie i w sumie to nie mam zamiaru. Muszę przetrwać ten okres. Skoro wielu osobom udaje się wyjść z nałogu, to jest też szansa dla mnie. Nie unikam znajomych, którzy palą, nie wyrzuciłam paczki papierosów, która leży w domu. Po prostu nie palę i mam nadzieję, że to się uda.

Więcej o: