Jak uwieść i porwać nastolatkę? Bardzo łatwo, niestety

Wydawać by się mogło, że kiedy jest się nastolatką i obejrzy się kilka seriali czy filmów (z "Detektywem" i "Uprowadzoną" na czele), to powinno być się czujnym i ostrożnym. Doprawdy? Naprawdę dorośli ludzie wierzą w dojrzałość nastolatków?

Młody mężczyzna podający się na Facebooku za piętnastolatka, nawiązuje znajomość (korzystając naturalnie z Facebooka) z trzema dziewczynkami (w wieku dwunastu, trzynastu i czternastu lat). Przez trzy, cztery dni wymienia się z nimi wiadomościami, aby w końcu umówić się na spotkanie. Pierwszej proponuje rozmowę na placu zabaw, drugą zamierza odwiedzić w jej domu podczas nieobecności rodziców, po trzecią ma podjechać samochodem (ze starszym bratem). Które z nich decydują się na spotkanie z nieznajomym na podanych przez niego warunkach? Wszystkie.

Tak się składa, że ten właśnie filmik opublikowała niedawno moja koleżanka. Komentarze pod zamieszczonym przez nią linkiem były pełne niedowierzania, że dziewczyny tak łatwo, szybko i doszczętnie dały się zbajerować obcemu kolesiowi. Jak także się dziwię. Dziwię się, że dorośli się dziwią.

Doprawdy, jak bardzo to zadziwiające, że nastolatki nie mają przenikliwości rozwiniętej na poziomie dorosłych (fot.Flickr.com CCo)Doprawdy, jak bardzo to zadziwiające, że nastolatki nie mają przenikliwości rozwiniętej na poziomie dorosłych (fot. Flickr.com CCo)

Nastolatki są w takim dziwnym wieku - już niby nie są jak małe dzieci (nauczyły się co nieco o świecie, potrafią przewidzieć NIEKTÓRE konsekwencje, NIEKTÓRYCH czynów i dzięki temu mają nieco większą autonomię), ale to jeszcze nie są dorośli. Oczywiście, nastolatki mają na ten temat nieco inne zdanie i uważają się za dorosłych, wiadomo. Niemniej od dorosłości oddziela nastolatki brak pełnej wersji aplikacji, w której ne ma takich modułów jak: odpowiedzialność, przewidywanie, życiowa mądrość, wiedza o świecie, trzeźwa ocena sytuacji, wyciąganie wniosków.

Wiadomo, za pełne wersje aplikacji trzeba zazwyczaj płacić, a z płaceniem u nastolatków bywa kiepsko ze względu na ograniczony dopływ kasy (od rodziców). A zatem dorośli nie powinni się dziwić, że nastolatki bywają najzwyczajniej w świecie głupie. Nie dlatego, że mają jakiś defekt mózgu, upośledzone myślenie i kojarzenie faktów. Nie. Niech sobie te nasze nastolatki będą wybitnie zdolne, inteligentne, utalentowane, niech wygrywają konkursy matematyczne, mówią płynnie w trzech językach i grają w szachy. Ale w dalszym ciągu będą głupie - przez głupotę w tym konkretnym przypadku rozumiem brak pewnej dojrzałości. Oraz wyjątkową słabość do podejmowania ryzykownych działań, kończącą się często słowami (wypowiadanymi przez łzy): „przepraszam, nie pomyślałem”.

I dlatego to, że dziewczyny decydują się na spotkanie z poznanym przez portal społecznościowy „piętnastolatkiem” wcale mnie nie dziwi. Może właśnie uznały, że przydarza się im coś wyjątkowego, że zostały wybrane, aby przeżyć przygodę życia, szaleńczy romans, a może zwyczajnie nie widzą nic dziwnego w spotykaniu obcego chłopaka w parku. Bo jednak ta opcja z wpuszczaniem do domu, czy wsiadaniem do samochodu mogłaby się im jednak wydać nieco podejrzana. Najwyraźniej jednak w poczet cech nastolatków należy zaliczyć i brak instynktu samozachowawczego.

Filuterne, szalone, roztrzepane, kochliwe - nastolatki (fot.Flickr.com CCo)Filuterne, szalone, roztrzepane, kochliwe - nastolatki (fot. Flickr.com CC0)

Oczywiście, tutaj na pewno ustawi się kolejka dorosłych oświadczających dumnie: „JA nie byłem TAKIM nastolatkiem”, „Ja nie byłem TAKI GŁUPI, jak bohaterki filmu”. Gratuluję wysokiej samooceny. Albo tego, że na tle rówieśników byliście tak wyjątkowo dojrzali. Na pewno zaprocentowało to w waszym dorosłym życiu. I uprzyjemniło czas waszego dojrzewania waszym rodzicom. Myślę jednak, że dla własnego dobra i dla dobra wszystkich nastolatków warto roboczo przyjąć, że są one głupie (według przyjętej wyżej definicji). Założenie bowiem, że jest inaczej może zaowocować rozczarowaniem. Rozczarowanie - pół biedy. Może zaprocentować tragedią. Nie, nie namawiam, aby każdego młodego człowieka oceniać według tej samej miary, ale żeby być czujnym.

Po wymianie zdań na temat zachowania dziewczyn z filmu zrobiłam mały rachunek sumienia. Jak zachowałabym się w podobnych sytuacjach? Kiedy miałam dwanaście lat nie miałam dostępu ani do internetu, ani do telefonu komórkowego. W grę więc nie wchodził anonimowy podryw ani przez komunikatory, ani maile, ani fora społecznościowe. Ale w moim pokoleniu panowała moda na wymienianie się listami (bo nastolatek, jak chce - to potrafi, wiadomo). Można je było dyskretnie podrzucić do plecaka wybranej osoby albo ewentualnie zostawić w kieszeni kurtki w szatni. Ha, to było ekscytujące! Nietrudno mi wyobrazić sobie sytuację, w której dostaję anonimowy liścik z prośbą o spotkanie na szkolnym boisku czy osiedlowym placu zabaw. Co bym zrobiła? Oczywiście, że poszłabym. Czy otworzyłabym nieznajomemu drzwi domu lub czy wsiadłabym do obcego samochodu? Nigdy w życiu! Czy zatem mogłabym powiedzieć o sobie, że nie byłam tak głupia, jak bohaterki filmu? No, w tych dwóch trzecich... Ale czy to dobry wynik?

Byłam bardzo spokojną i zrównoważoną nastolatką. Czy odpowiedzialną? Nie wiem, chyba lepiej zapytać o to moich rodziców. Wydawało mi się w każdym razie, że podejmuję słuszne decyzje. Miałam rację, wydawało mi się. Scena z dziewczynką wsiadającą do obcego samochodu przypomniała mi, jak bardzo ostrzegano nas przed choćby podchodzeniem do obcych aut. Mieszkałam w Pruszkowie, mieście seksu, biznesu i mafii. W czasie, kiedy byłam nastolatką bardzo dużo mówiło się o uprowadzeniach i gwałtach. Miejska legenda o czarnej wołdze była wtedy całkiem żywa. Z tym, że zamiast wołgi było Audi z ciemnymi szybami. Albo merol. Taksówki też wzbudzały powszechną nieufność. Zdarzało się bowiem, że ktoś, kto wsiadał do taksówki przy dworcu w Pruszkowie, znajdowany był gdzieś na skraju lasu po kilku dniach. I nierzadko w stanie pewnego rozproszenia.

Rodzice ostrzegali nas i prosili, byśmy pilnowali siebie nawzajem. Zazwyczaj wychodziliśmy w grupie. Rzadko we dwójkę. W pojedynkę raczej nikt się nie szwendał. Któregoś razu, przed świętami, z koleżanką i kolegą wybraliśmy się na zakupy do centrum miasta. Okazało się, że nie damy rady piechotą dotrzeć do domów o umówionej godzinie, a umówionych godzin TRZEBA było przestrzegać. Wiedzieliśmy, że jeśli weźmiemy taksówkę, będziemy w domu na czas. Ale nie wolno nam było jeździć taksówką bez opieki dorosłych. I prawdę mówiąc nie chodziło o sam zakaz - po prostu baliśmy się i był to lęk uzasadniony. W końcu zdecydowaliśmy się jednak na taryfę. Siedzieliśmy jak na szpilkach. Dojechaliśmy. Rodzicom NIGDY nie przyznaliśmy się do jazdy taksówką. Czy wtedy uważałam, że postąpiłam słusznie, dojrzale i odpowiedzialnie? Jak najbardziej (bo nie spóźniłam się do domu). Czy dziś też tak myślę? Absolutnie nie, biorąc pod uwagę, że przejażdżki w tamtych czasach kończyły się niekoniecznie tam, gdzie chcieli dojechać pasażerowie.

Tak, z pewnością znajdą się tacy, którzy byli mądrzy od zawsze. Dlaczego tylko przypuszczam, że nie mają wesołych zdjęć z dzieciństwa? (fot.Flickr.com CCo)Tak, z pewnością znajdą się tacy, którzy byli mądrzy od zawsze. Dlaczego tylko przypuszczam, że nie mają wesołych zdjęć z dzieciństwa? (fot. Flickr.com CC0)

Wrócę jeszcze do filmu. Jego autorzy zwracają uwagę dorosłych na niebezpieczeństwo, czyhające na dzieci w mediach społecznościowych. Nie wiem, jak wy, ale ja dość długo żyłam w przekonaniu, że monitor przede mną jest doskonałym buforem bezpieczeństwa. I że dopóki jestem po tej stronie monitora, a słynny Wojtek (ten co ma 12 lat) po drugiej, to nic mi z jego strony nie grozi. Ot, przecież jest między nami tylko niewinna wymiana zdań. Niebezpieczeństwo pojawia się wtedy, kiedy Wojtek przechodzi do realnego świata. Zastanawiam się, czy przypadkiem rodzice sprowokowanych w filmie dziewczynek przewidzieli sytuację, którą ja sama bagatelizowałam - że wirtualny przestępca zmaterializuje się w pobliżu ich domu. Może ostrzegając swoje dzieci przed wieloma niebezpieczeństwami nie pomyśleli, że kolejne, całkiem realne, czai się w komputerze?

Więcej o: