7 rzeczy, których uczę się od moich młodszych przyjaciółek

"Słuchaj starszych" - radzi się nam, dopóki same nie awansujemy do grupy "starszych", których trzeba słuchać. Z przekory postanowiłam posłuchać młodszych, bo mam szczęście przyjaźnić się z kilkoma kobietami, którym do trzydziestki jeszcze daleko, a mądrości mają w nadmiarze.

Gdy zaczynałam liceum, do nowej szkoły dostał się też pierwszy rocznik gimnazjum. Na te trzynastoletnie dzieci w świecie „dojrzałych” nastolatków mówiliśmy „gimbusie” (brzmi cieplej niż „gimbaza”, prawda?) i śmiechu mieliśmy z nich co niemiara. Bo robili przedstawienia szkolne na podstawie „Kubusia Puchatka”. Bo nie chciano ich wpuszczać do klubów. Bo mieli nadmiar ambicji, a niedobór luzu. Od tego czasu zmieniło się nie tylko to, że różnica wieku dwóch, a nawet pięciu lat nic nie znaczy, ale także to, że mniej imponują mi starsi, a więcej uczę się od młodszych. Podczas gdy wiele z moich trzydziestoletnich znajomych (ja też) podąża konsekwentnie, ale nie zawsze z przekonaniem, raz obraną drogą, moje młodsze przyjaciółki nie boją się radykalnych zmian. Obserwując ich rozstania, wyjazdy w nieznane i zmiany pracy, widzę siebie sprzed kilku lat - otwartą na każdą rewolucję. Młodsze przyjaciółki dają mi poczucie, że w każdej chwili można wszystko zmienić.

1. Aktualny związek wcale nie musi być tym ostatnim

Nawet jak się kogoś kocha, jest fajnie i właściwie warto by było wziąć ten ślub. Łatwo mówić o rozstaniu, jak się nie ma dziecka, kredytu ani pierścionka. Ale moje młodsze przyjaciółki nie są bezwzględne, nieczułe ani rozkapryszone. Nie zmieniają facetów jak rękawiczek, raczej czekają na wielką miłość albo od dawna mają stały związek. Ale ich życie nie kręci się wokół mężczyzny. I nie, nie ma łatwego przełożenia: jeśli nie mąż, to stuprocentowe zaangażowanie w pracę. Moje młodsze przyjaciółki uczą mnie tego, że fajnie siebie stawiać na pierwszym miejscu. Bo gdy podejmują najważniejsze życiowe decyzje - co, gdzie, kiedy - wiedzą, że ich własna satysfakcja jest gwarantem sukcesu związku, a brak samorealizacji krzywdzi obie strony.

Jak nie ten, to inny? / fot.pexels.comJak nie ten, to inny? / fot.pexels.com

2. Wyjechać do Londynu, Nowego Jorku, Paryża to jak skoczyć na weekend na działkę

Gdy kończyłam liceum, trochę mi się nie mieściło w głowie, żeby wyjechać na studia za granicę. Gdy ubiegałam się o staże na studiach, wysyłałam aplikacje tylko do Warszawy. Gdy myślałam o rozwoju „kariery”, ekspansja globalna nie wchodziła w grę. Może to moje ograniczenia, a może kwestia pokoleniowa. Dla młodszych dziewczyn, dorastających już (albo już prawie) w Unii Europejskiej, granice nie istniały. Dlatego dzisiaj to one, planując wyjazdy w świat (czasem metodycznie, czasem zupełnie spontanicznie, bo „zawsze jakoś się uda”), mówią mi, że to możliwe. Bo właściwie dlaczego nie?

3. Zawsze możesz mieć bardziej ambitną, bliższą marzeniom i lepiej płatną pracę

Dla mnie bezpieczeństwo, dla nich zajawka. Zmieniły się nie tylko kryteria wyboru pracy, ale przede wszystkim motywacje. Pokolenie, które weszło na rynek pracy w trakcie kryzysu, miało poczucie, że nie można wydziwiać, trzeba brać to, co jest, bo zaraz wyrzucą albo obniżą pensję. Młodsze dziewczyny mają podejście: „pracuj za darmo albo za miliony, nigdy byle jak”. Stany średnie im nie odpowiadają, bo pracę trzeba kochać. Niekoniecznie wstawać codziennie rano o siódmej w skowronkach, żeby zdążyć do kubika jeden na jeden w szklanym biurowcu. Raczej po to, żeby zrobić biznes, zrealizować projekt, poznać swoich mistrzów. Jeśli kochasz swoją pracę, nie przepracujesz ani jednego dnia w życiu.

Sama sobie wybrałaś tę Sama sobie wybrałaś tę "rodzinę" / fot. pexels.com

4. Przyjaciele są twoją rodziną, tylko fajniejszą

Pamiętam, jaki zachwyt wzbudził we mnie film „Smak życia”. Miałam 18 lat i chyba po raz pierwszy na ekranie zobaczyłam ludzi z różnych krajów, którzy pod jednym dachem kochają się, kłócą i pracują. Potem przekonałam się, jak fajnie mieszka się w berlińskiej wspólnocie, choć w Polsce nigdy współlokatorów nie miałam. Dla moich młodszych przyjaciółek otaczanie się dobrymi ludźmi jest jak powietrze. Nie ma toksycznych więzi, jest wzajemna inspiracja. Nie ma oceniania się, jest totalne wsparcie. Nie ma pretensji, są wspólne projekty. Moje młodsze przyjaciółki traktują przyjaciół jak rodzinę (nie tylko zastępczą), nie dlatego, że naoglądały się „Przyjaciół”, ale z racji tego, że pozytywne uniezależnienie się od rodziców nie jest już dla nich osiągnięciem, a zupełnie naturalnym procesem. Z przyjaciółmi mieszkają, zakładają biznesy, wymyślają wspólną przyszłość. To ich punkt odniesienia.

5. Nie musisz wszystkiego wiedzieć

Niepotrzebne ci dyplomy, papiery i portfolio, wystarczy siła przebicia. Często narzekamy (my, ci „starzy”) na studentów i stażystów, że nie mają wiedzy ogólnej, że im się nie chce, że reprezentują postawę roszczeniową. To się zdarza i może nawet ma związek z metryką. Ale moje młodsze przyjaciółki pracują na sto pięćdziesiąt procent, nikogo o nic nie proszą i nie wymagają królewskiego traktowania. W gruncie rzeczy to starsze pokolenie prymusów, bojących się wciąż demaskacji, próbujących udowodnić zbieranymi na potęgę „papierami” swoją wartość, przyjmujących stanowiska poniżej oczekiwań, bo widocznie ktoś lepiej ocenił naszą wartość, traci więcej.

6. Masz czas

Mnóstwo czasu. Dwudziestolatki wiedzą, że trzydziestka to nowa dwudziestka, czterdziestka to nowa trzydziestka, i tak dalej. Jeśli wiedzą, czego chcą, osiągają sukcesy jeszcze przed maturą. Ale jeśli chwilowo się wahają, nie mają celu, są w zawieszeniu, nie zmuszają się do pochopnych decyzji, do których nie mają przekonania, tylko po to, żeby iść do przodu. I jest w tym głęboka mądrość. Bo stawianie ptaszków przy kolejnych punktach programu: najpierw studia, potem praca, potem zaręczyny i tak w kółko, młodości nie przywróci.

Pykasz sprawnie na ajfonie? / fot. pexels.comPykasz sprawnie na ajfonie? / fot. pexels.com

7. Nie masz Instagrama, nie istniejesz (to nie działa w przypadku Facebooka)

No tak, od młodszych przyjaciółek można nauczyć się, jak zostać social media ninja. Że Facebook jest już passé, chyba że służy do networkingu i promocji. Że trzeba wiedzieć, jakich filtrów używać na Instagramie (najlepiej żadnych) i co podoba się na Snapchacie. Nie mówię, żeby wprowadzać wszystkie te nowinki w życie, bo odmładzanie się siłę powoduje dysonans, rozstrój żołądka i śmieszność. Ale warto spojrzeć na świat (nie tylko Snapchaty i nie tylko nowinki technologiczne) oczami młodszych (krytycznie, ale z otwartością), choćby po to, żeby nie złapać się na tym, że mówimy: „bo za moich czasów...”. Gdy wymsknie nam się zdanie naszych rodziców, to znaczy, że „moje” (nasze) czasy już przeminęły. Lepiej być na czasie. Tym, który dzieje się teraz.

Więcej o: