Jak powstał kontrowersyjny erotyk 3D z naturszczykami [WYWIAD Z GASPAREM NOE]

Dla reżysera filmu "Love" Gaspara Noé priorytetem jest prawda. "Seks, który pokazuję, to nie jest porno. Nie ma w nim jęków, sportowego tempa i akrobatycznych pozycji. Chciałem, żeby widz miał wrażenie podglądania intymności?.

Gaspar Noé: Gaspar Noé: "Chciałem pokazać, jak wygląda seks w prawdziwym życiu" (fot. Gutek)

"Love" zaczyna się od sceny wzajemnej masturbacji, pokazanej do samego końca w czasie rzeczywistym. Czy szokowanie jest twoim celem, czy jest raczej skutkiem ubocznym opowiadanej historii?

GASPAR NOE: Przy kręceniu tego filmu zupełnie nie zależało mi na szokowaniu. To film o miłości, etapach związku i eksploracjach erotycznych. Dlatego aspekt seksualny jest tutaj niesamowicie ważny. Nie chciałem się ograniczać. Zależało mi na pokazaniu seksu takim, jakim on jest prawdziwym w życiu. Są zbliżenia i anatomiczne detale, ale nie krygujmy się przesadnie. Każdy z nas widział je wiele razy na żywo.

Czasy filmów, w których seks pokazywany był symbolicznie, przez pociąg wjeżdżający do tunelu, minęły?

- Dynamika związku bardzo silnie wpływa na to, jak się kochamy, jak ten seks wygląda. Jeśli dochodzą do tego jeszcze osoby trzecie, zaufaj mi - pociąg przestaje wystarczać.

Ale wiesz, że przez niektórych widzów film został odebrany jako obsceniczny?

- Seks, który pokazuję, to nie jest porno. Nie ma w nim jęków, sportowego tempa i akrobatycznych pozycji. Chciałem, żeby widz miał wrażenie podglądania intymności.

Poza tym to najbardziej autobiograficzny i melancholijny film, jaki do tej pory zrobiłem. I chyba najbliższy życiu. Jest zlepkiem doświadczeń zarówno moich własnych, jak i moich znajomych. Sam lubiłem eksperymentować, namawiałem do tego moje partnerki i nieraz zdarzyło nam się pogubić. Znam też wiele par, które doszły do punktu, z którego nie było już powrotu, mimo że tęsknili za tym, co minęło.

Żyjemy w czasach klęski urodzaju. Jest dużo pokus, a wszystkie są na wyciągnięcie ręki, więc chcemy je mieć. Dlatego mam wrażenie, tak wielu osobom ciężko jest docenić i cieszyć się tym, co mają.

Murphy (główny bohater filmu) wydaje się taką osobą. Mam wrażenie, że jest on typowym młodym samcem, który myśli przyrodzeniem.

- Murphy jest takim moim młodszym, głupszym, bardziej narcystycznym i niedojrzałym bratem. Na pewno jego charakter i sposób postępowania pozostawiają wiele do życzenia, ale z drugiej strony nie sposób go nie lubić.

Generalnie bohaterowie w moich filmach nie są heroiczni. Mają swoje słabości, popełniają błędy, nie rozumieją wielu rzeczy, albo rozumieją je po czasie. To sprawia, że są bardziej realni. Łatwiej jest się z nimi identyfikować.

Kadr z filmu Kadr z filmu "Love" (fot. Gutek)

Jak wielu młodych ludzi, Murphy i Electra nadużywają narkotyków, co przyczynia się do upadku ich związku.

- Sam mam wiele doświadczeń narkotycznych za sobą. Mówiłem o tym sporo przy okazji kręcenia "Wkraczając w pustkę”. Kiedy narkotyki zaczyna się brać, żeby zapomnieć, a nie żeby doświadczać, robi się źle.

Trudno było znaleźć aktorów do tego filmu?

- Moim pierwotnym pomysłem było znalezienie pary, albo byłej pary, która będzie czuła się komfortowo w scenach erotycznych, ale niestety to się nie udało. Karla Glusmana znałem już wcześniej, Aomi Muyock i Klarę Kristin poznałem w klubie.

Kadr z filmu Kadr z filmu "Love" (fot. Gutek)

Żadna z nich nie jest aktorką. Nie bałeś się współpracy z kimś bez doświadczenia przed kamerą przy tak trudnym filmie?

- Czasem lepiej jest wziąć ludzi bez doświadczenia aktorskiego, bo są dużo bardziej naturalni i autentyczni. Lubię wymyślać na bieżąco, na planie. Wtedy od razu widzę co działa, a co nie. Moje scenariusze zajmują zaledwie kilka stron i praktycznie wszystkie dialogi są improwizowane. Zawodowi aktorzy bywają zbyt teatralni, za głośno mówią. Z resztą większość postaci w filmie to moi znajomi. Murphy nosi też moje prywatne ubrania, imiona bohaterów to imiona mojego ojca, mamy, siostry, przyjaciół. W filmie zagrałem też właściciela galerii. Poznałaś mnie?

Tak. Urocza peruka.

- Zależało mi na takiej rodzinnej domowej atmosferze w filmie. Niestety nie znalazłem wśród moich znajomych żadnego, który chciałby zagrać transwestytę.

Obie bohaterki są bardzo owłosione w miejscach intymnych. Czy to kwestia twoich preferencji czy cenzury?

- Urodziłem się w latach 60. i wychowałem się na pornografii, gdzie wszystkie panie miały ten magiczny trójkąt. Dlatego wygolone kobiety w ogóle mnie nie kręcą. Lubię naturalność.

Kadr z filmu Kadr z filmu "Love" (fot. Gutek)

Jak długo trwał proces powstawania filmu?

- Jakieś 15 lat. W pierwszej wersji film miał mieć tytuł „Niebezpieczeństwo”, potem „Wilgotno w środku”, aż w konsekwencji zdecydowałem się na „Love”. Kiedy do kin wszedł film „Amour” Hanekego byłem załamany! Na moje szczęście tytuł „Love” został zachowany w wersji francuskiej.

Czy na decyzję o nakręceniu filmu techniką 3D miał wpływ fakt, że opowiadasz historię trójkąta?

- To ciekawa teoria, jednak powód wybrania tej właśnie techniki był bardzo prozaiczny. Któregoś dnia spotkałem na ulicy znajomego, który powiedział mi, że CNC (Le Centre national du cinéma et de l'image animée), przyznaje fundusze na filmy wykonywane z użyciem nowoczesnych technologii, w tym 3D. Termin zgłoszeń upływał za dwa dni, więc szybko wypełniłem papiery i udało mi się to dofinansowanie dostać.

Czy kręcenie tą techniką wpłynęło na sposób filmowania?

- Aby efekt 3D był bardziej widoczny potrzebna jest statyczna kamera. Po raz pierwszy też pracowałem na cyfrze. To było fantastyczne, bo już wieczorem po zdjęciach mogłem oglądać efekty i podejmować decyzje. Poza tym kamera cyfrowa jest tak czuła, że w zasadzie nie wymaga dodatkowych świateł, na planie potrzebnych jest dużo mniej ludzi. Jest kameralnie i bardziej intymnie. A chciałem, aby właśnie intymnością był ten film przesycony.

Wybór muzyki też wydaje się bardzo osobisty?

- Od początku wiedziałem, że nie chcę utworów komponowanych specjalnie dla filmu. Chciałem użyć tych, które są bardzo dobrze rozpoznawalne, jak na przykład Gymnopédie nr 1 Erika Satie, aby osoby które oglądają film, miały z tymi utworami związane wspomnienia, żeby one budziły emocje. Bardzo zależało mi na piosence Beatlesów, jednak cena jakiej za nią zażądano, niestety, zdecydowanie przekraczała budżet.

W twoich poprzednich filmach było zawsze wiele przemocy. Ten jest zupełnie inny, wręcz sentymentalny.

- Nie powiedziałbym, że nie ma w nim przemocy. Tylko ta przemoc jest zupełnie inna. Jest realna i emocjonalna. Taka, którą prawie każdy z nas zna z własnego doświadczenia i wie jak ona boli np. sytuacja, w której Electra i Murphy kłócą się w taksówce jest dla mnie bardzo mocna. Ale może dlatego, że przywołuje wspomnienia.

* Gaspar Noé - francuski reżyser, scenarzysta, operator i aktor filmowy. Jego najbardziej znanym filmem jest "Nieodwracalne".

Więcej o: