Kwas hialuronowy, mezoterapia i botoks kontra kurze łapki. Czy w tej bitwie wygra ktoś poza właścicielami klinik medycyny estetycznej?

Pielęgnowanie okolic oczu kremami to zaledwie wstęp projektu - " Nie chcę być pomarszczona jak rodzynka". Aby wzmocnić efekt "slow motion" w procesie starzenia się skóry wokół oczu, można posiłkować się zabiegami medycyny estetycznej. Czy warto? To zależy od oczekiwań.

Jeśli ktokolwiek oczekuje od zabiegów medycyny estetycznej odmłodzenia o dekadę, rozczaruje się. Wybaczcie ten brak gry wstępnej, ale mimo moich niekończących się poszukiwań, wciąż nie znalazłam kosmetycznego produktu ani zabiegu, który nie tyle cofnął czas, ale choćby go skutecznie zatrzymał. Od tego są filtry w smartfonie.

Czy zatem opuszczam ramiona w poddańczym geście? A skąd! Po epopei o pielęgnowaniu skóry od oczami poprzez namaszczanie ich kremami, przyszedł czas na opisanie działań bardziej inwazyjnych. Oto trzech kosmetycznych muszkieterów (jeszcze bez D'Artagnana) - kwas hialuronowy, mezoterapia i botoks. Czego możesz, moja droga księżniczko, spodziewać się po każdym z tych kawalerów?

MezoterapiaDziś najlepszy hamulec ma kształt strzykawki (fot. Shutterstock)

Kwas hialuronowy może posłużyć do wypełnienia tzw. doliny łez. Nazwa może i brzmi romantycznie, ale chodzi o ten nieco zapadnięty, często też ciemniejszy oczodół ze zwiotczałą skórą. Zastrzyki z kwasu hialuronowego mogą sprawić, że cera odzyska jędrność i nawilżenie, a zagłębienie stanie się mniej widoczne. To zabieg, który jest dość często polecany w gabinetach medycyny estetycznej ze względu na małe ryzyko powikłań. Kwas hialuronowy jest naturalną substancją i uczula sporadycznie. Efekt wstrzyknięcia kwasu jest widoczny od razu po iniekcji (choć na pełny efekt trzeba czekać około dwóch tygodni), a sam zabieg - po znieczuleniu maścią Emla- nie jest też zbyt bolesny.

Minusem jest jednak to, że nie jest to zabieg dla wszystkich, a przede wszystkim nie dla właścicielek cienkiej, pergaminowej (przesuszonej) skóry, która po próbie wypełnienia jej kwasem hialuronowym mogłaby przybrać formę folii bąbelkowej. Tak, to nie jest zabieg dla mnie. Z wypełniacza skorzystać nie mogą też panie, które mają tendencję do powstawania blizn, cierpiące na choroby autoimmunologiczne oraz będące w ciąży lub karmiące piersią. Przed samym zabiegiem koniecznie należy KONIECZNIE dowiedzieć się, jaki typ preparatu będzie podawany. I nie chodzi nawet o nazwę (tych jest sporo), ale raczej o wielkość cząsteczek kwasu. Kwas hialuronowy o zbyt wielkich cząsteczkach (zazwyczaj jest tańszy) może powodować powstanie złogów i w efekcie opuchlizny. O skutkach zastosowania złego rodzaju kwasu już pisałam - "Ratunku, puchnę!" - polecam lekturę tym, którzy o zabiegu myślą.

Dodam, że na ten zabieg zdecydować się w godzinach popołudniowych lub wręcz wieczornych, bo tuż po iniekcji widoczna może być opuchlizna. A jeżeli będziesz mieć tego dnia okres, mogą powstać małe krwiaki w miejscu iniekcji. Po samym zabiegu warto też zadbać o nawilżenie skóry - najprościej pijąc wodę. Aha, kawa nie jest wskazana. Z pewnością nie warto korzystać z sauny ani solarium, tuż po iniekcji lepiej też nie masować ostrzykniętych okolic zbyt intensywnie, gdyż może dojść do przesunięcia się preparatu.

Mezoterapia okolic oczu jest pochodną ostrzyknięć kwasem hialuronowym. Technicznie niczym się nie różni. Też są to zastrzyki, poprzedzone znieczulaniem przy użyciu maści Emla. Po samym zabiegu również lepiej uzbroić się w przeciwsłoneczne okulary, aby ukryć małe bąbelki, które powstają w miejscu wstrzyknięcia preparatu. Ten zabieg przetestowałam na własnej skórze i mogę polecić, choć z pewnymi zastrzeżeniami. Z pewnością nie działa on tak intensywnie jak iniekcja czystego kwasu hialuronowego, nie wypełnia zagłębienia pod okiem. Co zatem robi?

Mezoterapia intensywnie odżywia (dzięki zawartości peptydów i witamin) i nawilża (jest wzbogacona kwasem hialuronowym). Jest doskonałym uzupełnieniem codziennej pielęgnacji skóry pod oczami, bo przemyca do głębi te wszystkie substancje odżywcze, które w większości przypadków obecne są w kremach, a niekoniecznie mogą pokonać barierę naskórka. Nie gwarantuje jednak tak widocznej poprawy wyglądu, jak dzieje się to w przypadku iniekcji kwasu hialuronowego w dolinie łez.

Zazwyczaj przy pierwszym podejściu wykonuje się serię czterech zabiegów. Jest to przy okazji też tańsze, bo w wielu klinikach płaci się za cztery zabiegi tak, jak za trzy. Cena jednego ostrzyknięcia to około 300-400 złotych. Jest to więc dość wysokobudżetowa inwestycja, którą mogę polecić tym z was, które mają naprawdę szarpniętą zębem czasu skórę pod oczami. Mezoterapia działa intensywniej i siłą rzeczy głębiej niż najlepszy nawet krem pod oczy. Nie zmniejsza widoczności zmarszczek (te przeklęte kurze łapki), ale dodaje skórze jędrności. Odniosłam też wrażenie, że zmniejszyła uroczą poranną opuchliznę wokół moich oczu. Z pewnością działa na strukturę skóry, dodaje jej sprężystości, ale powiedzmy sobie szczerze - nie odmładza. Po serii zabiegów nie wyglądam jak 30-latka, raczej jak wyspana 40-latka. Dla podtrzymania efektu powinnam powtarzać zabieg przynajmniej raz w miesiącu. Zdaniem wykonującego zabieg lekarza, może to spowolnić powstawania zmarszczek. Na pytanie, czy coś może wyraźnie zmniejszyć ich widoczność, usłyszałam odpowiedź, że taką moc ma jedynie botoks. A zatem drogie panie...

Botoks najskuteczniej niweluje widoczność kurzych łapek wokół oczu. Jest przy okazji tańszy od mezoterapii - to znaczy jest tańszy od serii zabiegów. Cena zabiegu waha się od 600 zł do nawet 800 zł, wiele zależy od tego, jak doświadczonych lekarzy zatrudnia dana klinika medycyny estetycznej. Doświadczenie lekarza dokonującego ostrzyknięć botoksem jest bardzo istotną kwestią. Zwłaszcza przy ostrzykiwaniu okolic oczu, kiedy to wystarczy jeden nieudany ruch, a zamiast rozprostowanych zmarszczek mamy opadniętą powiekę. Oczywiście, do takich wypadków przy pracy dochodzi nad wyraz sporadycznie, niemniej w większości klinik każda pacjentka zostaje o tym niebezpieczeństwie poinformowana, a do ręki podaje się jej wówczas dokument, w którym zrzeka się praw do jakichkolwiek zażaleń.

O botoksie - mimo że działa najbardziej widocznie - nie bez kozery wspominam na samym końcu. I to nie tylko z powodu ryzyka opadnięcia powieki, wszak po pół roku, wszystko zazwyczaj wraca do normy. Nie jestem przesadną fanką wstrzykiwania botoksu, gdyż jest to zabieg, który nie odżywia skóry w żaden sposób. Rozprostowuje zmarszczki, czyni je przez pewien czas mniej widocznymi, ale nie sprawia, że zmarszczki znikają. Przez pół roku się jedynie nie pogłębiają. Dodatkowo, jeśli skóra wokół oczu jest zniszczona, botoks jedynie uczyni ją mniej ruchomą. Nie nawilży, nie odżywi w żaden sposób, nie ujędrni.

Sam zabieg nie jest bolesny, mimo że przed jego wykonaniem nie stosuje się znieczulenia. Zazwyczaj skóra jest po prostu chłodzona lodem. Aplikacji botoksu towarzyszy jedynie dziwne wrażenie, że oto jakaś część twarzy zostaje unieruchomiona. I to wrażenie nie mija przez kolejnych co najmniej sześć miesięcy. Zdarzają się jednak przypadki, że znieruchomienie może trwać nawet dwanaście miesięcy.

Z moich obserwacji wynika, że botoks daje świetne efekty jeśli się go potraktuje, jak zabieg o charakterze prewencyjnym i zastosuje w newralgicznych miejscach, jak chociażby lwia zmarszczka między brwiami czy poziome zmarszczki na czole. Absolutnie nie jest zaś zabiegiem pielęgnującym, mimo że wydaje się najbardziej odmładzający. Unieruchomienie mięśni nie ma wpływu na jakość skóry, choć oczywiście zmniejsza ryzyko powstania zmarszczek mimicznych. Jeśli unieruchomi  się zwiotczała, przesuszoną skórę, ona taką pozostanie.

Nie zarzekam się, że nigdy w życiu i za nic, ale na razie mam większą słabość do zabiegów pielęgnacyjnych. Takich, które naprawdę poprawiają strukturę skóry i sprawiają, że nawet bez makijażu wygląda się przynajmniej godnie. W okolicach 40 roku życia to całkiem  imponujące osiągnięcie. Choć gdyby ktoś obiecał mi, że po botoksie będę miała twarz jak Scarlett O'Hara, to kto wie...

Przemińcie z wiatrem. NiektórzyPrzemińcie z wiatrem. Niektórzy

Więcej o:
Komentarze (3)
Kwas hialuronowy, mezoterapia i botoks kontra kurze łapki. Czy w tej bitwie wygra ktoś poza właścicielami klinik medycyny estetycznej?
Zaloguj się
  • dzastab

    0

    a to boli? bo ja chyab pozostane przy kremach na zmarszczki
    lubie naturalny efekt a jakos nie wierze ze po kwasie taki bedzie..
    moja pielegnacja wlasciwie jeszcze jest "nijaka" wiec mysle o zakupie dobrego naturalnego kremy

  • surykatka1234

    0

    Wypełnianie kwasem hialuronowym to mój ulubiony zabieg, jeśli w ogóle taki można mieć. Zakochałam się w nim, kiedy w ubiegłym roku wypełniałam dolinę łez w Team Beauty i zmniejszył mi się cień w kącikach między nosem i okiem, skóra się tam jakby podniosła. Nie oczekiwałam cudu i cudu nie było, ale jestem zadowolona, bo wyglądam trochę młodziej bez podkrążonych oczu i tony korektora pod nimi.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX