7 grzechów erotycznych - błędy, które rujnują seks

Nikt nie jest doskonały, nawet ja. Także w łóżku - wszyscy popełniamy mniejsze lub większe błędy. Na pewno masz na sumieniu kilka z tej listy. Ale wiecie jak jest - uświadomić sobie problem, to już połowa sukcesu!

A jednak!A jednak!

Nieraz mamy naprawdę dobre chęci. Myślimy sobie: ok, jesteśmy już razem tyle lat, że nie ma co się oszukiwać, że będzie jak na początku, kiedy to zawstydzilibyśmy najbardziej jurne króliki. Dlatego trzeba się trochę postarać. Poszukać nowych dróg do erotycznego spełnienia, bo jak tak zupełnie się skupimy na tak zwanym życiu, to się potem nagle okaże, że za nami kwartał, pół roku czy (o zgrozo!) nawet więcej bezstosunkowych nocy i dni.

Ale potem wjeżdża życie, codzienność, zmęczenie - i jakoś tak temperatura w sypialni nie rośnie, a ręce i inne członki opadają. Życia, codzienności i nieodłącznego zmęczenia nie wyrugujesz, ot tak. Ale możesz przyjrzeć się wielu innym błędom, które chcąc nie chcąc popełniasz. Jak już je zlokalizujesz i nazwiesz - to może łatwiej będzie się ich pozbyć. Tym bardziej, że w początkowej fazie zauroczenia i szczytowania - niekoniecznie postrzegasz to jako coś złego. I tak, owszem - pomyślisz, że niektóre są oczywiste i ty ich nie popełniasz. Zastanów się dobrze, czy serio nigdy-nigdy, bo może tylko tak ci się wydaje?

1. Zapachy (nie tylko) spod pachy

Czujesz, że fala namiętności nadchodzi. Zakradasz się więc do ukochanego, rozpoczynasz godowe tańce, a on jakiś taki niezdecydowany? Zapomniałaś, że na lunch jadłaś sałatkę, w którą kucharz hojną dłonią sypnął czosnkiem. I nie, ta jedna mała tabletka gumy do żucia nie zneutralizowała twego oddechu, wbrew przekazowi reklamowemu. Ja wiem, miłość ci wszystko wybaczy, ale przypomnij sobie, jak obsztorcowałaś ostatnio ukochanego, gdy go naszło na amory po cygaretce.

Niestety - może i są na świecie miłośnicy potliwych feromonów, którzy czują motyle w brzuchu na sam widok przepoconego t-shirta - ale co do zasady, sexy jest czystość i przyjemny zapach. Wyjmując więc to bardzo spontaniczne stosunki (i te z pierwszej fazy zakochania, gdy generalnie pachnie nam fiołkami i różami cały świat), gdy chuć najwyraźniej zatyka nos - nie oczekujmy, że ktoś zapali się z pożądania, gdy wyeksponujemy piękny biust w okolicy zapoconej pachy. Nie.

2. Skoro dziś wtorek, to będzie seks!

Wymuszanie seksu pod szyldem „no już idzie trzeci miesiąc, jak żeśmy się nie bzykali” nie jest najlepszą metodą na dopięcie swego. Oczekiwania - owszem: by było fajnie, by się działo, by orgazmy unosiły w powietrzu. Ale roszczenia i zadaniowość: zapomnij.

Na dodatek większość z nas (a już na pewno każdy facet) jest tak skonstruowana, że przy komunikacie, że coś trzeba, już, teraz, natychmiast - stroszy się i jeży. I jeśli nawet zabiera się za robotę, to bez entuzjazmu. Tabelki w excelu da radę wykonać z takim nastawieniem, ale już perfekcyjnego fellatio - sorry, Winnetou, ale nie.

Oczekiwanie, że ochota na seks pojawi się zawsze i wszędzie nas gubi, bo gdy pojawia się odmowa, czujemy się odrzuceni. A przecież, choć uwielbiasz pomidorówkę z kluseczkami - nie codziennie żarłabyś ją wiadrami, prawda?

oOoo, czas na seks! / fot. pexels.comoOoo, czas na seks! / fot. pexels.com

3. Mówmy (szczerze)

Po pierwsze mówmy w znaczeniu - świntuszmy. Mówmy co zrobimy, co robimy, co chcielibyśmy zrobić. Od słów do czynów - jak mawiali starożytni (czy jacyś inni). Mówienie zdecydowanie pomoże też w nakierowaniu życia seksualnego na właściwe tory, jeśli akurat jesteśmy na bocznicy. Ale mówmy bez urazy, bez „bo ty to zawsze”. Po prostu trochę opowiadajmy bajkę, tylko taką nie dla dzieci.

Co ważne - mówmy szczerze. To już nie ten etap, kiedy chcemy się pokazać od najlepszej strony - to jest etap „jestem sobą i mi z tym dobrze”. Jeśli masz na koncie udawane orgazmy - to masz mocno przekichane. Po latach westchnień i frustracji - raczej nie wyjeżdżaj partnerowi z informacją, że ogólnie to od lat udawałaś. Ale przestań. Skup się na sobie - a w tym najlepiej pomoże:

4. Masturbacja

Stara, dobra, kochana i zapomniana. Wykluczenie jej ze swojego życia, "bo przecież teraz jestem w związku" jest ogromnym błędem. Ona cię nie zawiedzie, zawsze odpręży, zdejmie ciśnienie. I, co najważniejsze, zawsze jest - dosłownie! - w zasięgu ręki! Nawet jeśli twoje życie seksualne jest usłaną różami i atłasem krainą - nie rezygnuj z tej przyjemności.

5. To może zgasimy światło?

Dotyk, zapach, dźwięki - są w seksie bardzo ważne. Ale oczy też! I nie, nie chodzi mi o kuszące bieliźniane cudeńka, podwiązki i pejczyki - wszystko to, co w powszechnej świadomości jest afrodyzjakiem numer jeden. Chodzi po prostu o to, co widzisz, gdy ma się dziać seks. Jeśli widzisz bałagan, a jesteś panną porządnicką lub jeśli łypie na ciebie z fotki na ścianie teściowa w uścisku z teściem - może się nie udać dojść w pożądane rejony.

Tak jak nie zaleca się inicjowania stosunku przy gnojówce, tak nie należy oczekiwać, że brzydkie okoliczności przyrody podgrzeją atmosferę. Jest jakąś metodą zaciskanie powiek i odbycie stosunku w ciemno - ale można być bardzo źle zrozumianym przez partnera. Gaszenie światła też nie jest metodą. Ale to już z innego powodu.

6. Trójkącik z moim kompleksami

O ile bardzo możliwie, że marzycie (zupełnie niezależnie i w zupełnie innej konfiguracji) o trójkącie - to zdecydowanie w spektaklu waszego życia erotycznego nie powinni występować żadni aktorzy ze szkoły kompleksów i uprzedzeń.

Jeśli wskakujesz do łóżka w wiadomych celach - a masz na sobie golf i luźne spodnie (bo masz zwiski na ramionach, za grube uda i brzuch już-nie-taki-po-ciąży) - to niestety, ale jest tego wszystkiego za wiele. I nie, nie mam na myśli kilogramów. To wymaga przestawienia sobie czegoś w głowie. Ewentualnie - diety i/lub ćwiczeń. Ale nie może tak być, że podczas seksu myślisz: czy na pewno dobrze wyglądam i nie widać mojego cellulitu? Wiem, wszędzie o tym piszą. Ale wciąż zatrważająco wiele kobiet zapomina o wyłączeniu kompleksów z życia erotycznego.

7. "Ja już, a ty?"

Dwie strony medalu ma ten grzech. Z jednej strony - za szybkie przechodzenie do konkretów. I nie, nie tyczy się to tylko jurnych panów. Panowie też czasem potrzebują więcej czasu, by krew dopłynęła gdzie trzeba. A obrażalskie damy mogą się przecież źle poczuć, jeśli krew nie dopłynęła natychmiast! Gra wstępna niech trochę potrwa, chyba że akurat wyraźnie nikt nie ma na to ochoty.

Z drugiej strony - sukces, słowo klucz, o które potykamy się niemal wszędzie. Sukces w pracy, w kuchni, w życiu rodzinnym. No i w łóżku. Tak, jestem za tym, by orgazm był nieodłącznym elementem seksu. Ale umówmy się - czasami się nie udaje. Za bardzo chcemy, za dużo myślimy o czymś innym, nie przychodzi. Nie ma co się obrażać na cały świat.

To na pewno nie koniec. Grzechów jest znacznie więcej. Czekam na wasze wyznanie win.

Więcej o: