20 rzeczy, których lepiej nie mówić pełnoetatowej mamie

Pełnoetatowa mama, szczególnie taka z licznym potomstwem, ma mnóstwo wolnego czasu, jest zawsze uśmiechnięta, zdrowa i wyspana. Czas, którego nie zmarnuje na leżenie do góry brzuchem, poświęca na malowanie paznokci, lektury, kino i spa. A przede wszystkim na okłady z marchewki. Uważaj więc lepiej, o co ją pytasz i co do niej mówisz, bo możesz się jej narazić. Zupełnie bez powodu.

1. "Witaj MAMO!"

Jeśli nie jesteś dzieckiem tej kobiety, pamiętaj: ona ma IMIĘ! I oprócz tego, że opiekuje się dziećmi, ma też swoje bardziej lub mniej rozmaite życie. Naprawdę.

Spojrzenie, które miażdżySpojrzenie, które miażdży

2. "Kiedy wracasz do pracy?"

Tak, bo ona sobie siedzi - opluta co prawda marchewką i z okiem lekko podbitym (bo jej opadająca główka przywaliła) - i w ogóle nic nie robi. Słucha muzyki beztrosko (oj, wróć, słucha jednak marudzenia odząbkowego), planując takie luksusowe rzeczy jak zakup pieluch, organizuje bogate życie towarzyskie na bocznej ławce piaskownicy i ostatkiem sił zamawia catering na ucztę obiadową, którą sama przygotuje, zazwyczaj w dwóch lub trzech wersjach. Nie podbija karty "na zakładzie" o 7:00, ale za to o 3:15 zmieniała zasikane prześcieradło i do 5:00 trzymała za rękę. Jak ona marzy o tym powrocie do pracy! Odpoczęłaby chwilę, na manicure na godzinkę by jakoś wyskoczyła. Tymczasem ZUS jej nie wypłaca macierzyńskiego, bo coś źle naliczali, a do pracy nie wróci, bo babcia jeszcze pracuje, mieszka daleko, ma swoje zasłużone życie, a dziecka do żłobka nie chce oddać. Niania jest o 200 złotych tańsza niż jej pensja. Tylko tego nie powie, bo się wstydzi. Więc weź się puknij w czółko, zanim zapytasz o to ze swojej ustabilizowanej, pewnej i dobrze płatnej pozycji.

3. "Czy mu nie za zimno?"

Nie no - pewnie, że za zimno. To jest zimny chów zwany hartowaniem. Oj nie, jednak nie za zimno. Ma specjalne mikrofibry produkowane dla NASA, niewidoczne, w ogóle w spreju. Ona mrozi dziecko, bo czytała, że krioterapia czyni cuda, a sople z glutów są najdoskonalszym z kryształów w przyrodzie. A w ogóle to ona uwielbia chore dzieci, więc je celowo wychładza. Wtedy są spokojniejsze i łatwiej je okiełznać.

4. "Musisz być niewyspana!"

Ona nie musi, ona chce! Zawsze może oddać do przytułku, podtruwać eterem albo zamykać w dźwiękoszczelnym pomieszczeniu. Ona po prostu przechodzi w stan insomnii na własne życzenie, więc zajmij się swoimi zaburzeniami snu.

5. "No to się będzie działo!"

(Szczególnie często wypowiadane do mamy spodziewającej się drugiej bądź kolejnej pociechy.) Ach, no tak. Zagra jej bałkano-disco- polo na dzwonki i flet prosty z plastiku. Narzyga na nią ktoś nie raz, taka będzie impreza! Bachanalia wręcz. Opuchnięte piersi ciężkie od mleka, jak ona biedna to udźwignie, zagubiona w tym gąszczu rozrywek dla gawiedzi. Wśród tęcz, transformersów i wychudłych lalek. Serio?

6. "A zobaczysz, jak pójdzie do przedszkola"

Niewątpliwie zobaczy, że nagle jej dziecko mówi dziękuję, proszę i przepraszam, nie smarka w rękaw i jakoś chętniej rysuje. Naogląda się, bidula! Gorączka raz w tygodniu murowana, ale wszystko jest dla ludzi. Nie przesadzaj, ona zobaczy dopiero, jak pójdzie do szkoły!

7. "Dużo ci choruje?"

Tak, bo "to" choruje jej na złość. Albo i nie, bo przecież fajnie siedzieć na L4, to prawie jak wagary w pierwszy dzień wiosny, tylko się jakiś smarkacz (literalnie) za blisko kręci. Tylko zaraz, zaraz, ona nie ma możliwości wziąć tego L4.

Chorym się trzeba zaopiekować / fot. Agata UhleChorym się trzeba zaopiekować / fot. Agata Uhle

8. "Dawno pewno nigdzie nie byłaś/nie byliście"

Ależ skąd?! Zna place zabaw, sklepy i księgarnie dziecięce, sale z kulkami (wiesz w ogóle o czym mowa?), a ponadto ostatnio bywa w nadprzestrzeni, w Japonii, Dolinie Muminków, krainie Deszczowców i na Jasełkach przez duże J. Więc weź wyluzuj z tym przeintelektualizowanym teatrem, bo robisz się jakiś dramatyczny.

9. "Współczuję!"

Serio? To może się wprowadzisz na tydzień i pomożesz? Może być tylko połowa obowiązków, ona to doceni bardziej niż twój szef!

10. "Te dzieci dziś to tylko na tabletach siedzą"

No jakoś jej dzieci siedzą na tyłkach - na fotelach, kanapach, a tak prawdę mówiąc, to rzadko kiedy siedzą, bo są gorsze niż elektrony swobodne. Żadnych trajektorii nie przewidzisz. Ba, nawet by i chciała uciszyć tabletem, ale jej trochę szkoda. Pożyczysz tego nowego iPada? Tylko weź ściągnij trochę appek dla 4-8-latków, wtedy ona sobie odetchnie w ciszy.

11. "Ty nie wiesz, co to jest prawdziwy stres"

Jasne, ona nie wie. Osiąga zen podczas gdy jej dziecko ma składaną rękę po złamaniu otwartym. Jest w ogóle zupełnie spokojna, gdy gotuje obiad, a na jednej nodze wisi jej pełzające sześciomiesięczne niemowlę, a to starsze właśnie skacze z jej spódnicą zamiast spadochronu z parapetu na kanapę. Jing i Jang, Tom i Jerry, Chip i Dale - tak, to są znane jej pojęcia. Także ommm, ommm, ommm.  Powtarza to sobie na przemian z wdechem i wydechem podczas 40 stopniowej gorączki z powodu zapalenia płuc, ale dalej z uśmiechem na twarzy przeciera marchewkę. Szczyty relaksu zalicza prowadząc samochód w korku, kiedy starsze dziecko chce siku, średnie jest tak głodne, że właśnie umiera, a najmłodsze drze się wniebogłosy. Zjazdu z autostrady brak. Luzik.

12. "Jak ci się to udaje?"

To jest jak w totolotku i ona wiecznie wygrywa. Każdego dnia jej się udaje. W ogóle nie przyłożyła do tego swojej pracy, zaangażowania ani chęci. Prawdę mówiąc w ogóle jej się nie udaje, ale o tym nie wiesz, bo ma jedne drzwi do sypialni zawsze zamknięte, a tam, podczas gdy w salonie pijecie kawę, piętrzą się skarpetki zebrane z całego domu, zabawki odgarnięte łopatą do śniegu, połamane kwiaty doniczkowe i patyki z ostatnich pięciu lat, zebrane na każdym spacerze, jej zaległy basen, cztery wizyty u fryzjera, ale za bardzo nie widać. Warto mieć drzwi w sypialni!

13. "A ładnie śpi?"

Pięknie! "To", jak już zaśnie jest takie słodkie, że się nadziwić nie można. Co prawda usypianie jest zupełnie innym zagadnieniem, ale "to" śpi cudownie. Ważne żeby zapytać przy "tym", bo "to" bardzo lubi usłyszeć takie pytanie i dziś wieczorem pokaże, jak to bardzo ładnie nie śpi. Następnym razem będzie o czym pogadać.

Wyjście do teatru może wyglądać i tak / fot. Agata UhleWyjście do teatru może wyglądać i tak / fot. Agata Uhle

14. "Powinien już spać u siebie"

Naprawdę? No co ty? Ma go bić, krzyczeć na niego, czy założyć sobie drzwi pancerne do sypialni? Ale do dziewczyny, chłopaka, żony, kochanki, psa i kota to dobrze się przytulić w nocy, co? Lepiej się zasypia, prawda?

15. "Nie chciałabyś mieć niani?"

Chciałaby, ale jej nie stać. Albo i ją stać, ale wcale by nie chciała. Albo nie ufa obcym ludziom w domu. A może tak wybrała, chce patrzeć na rozwój swoich dzieci i w tym uczestniczyć własnowolnie i za pozwoleniem ojca dzieci (ofiarnie pracującego od rana do nocy). I może nawet ma ochotę nauczyć czegoś, nie chować pierdoły. Myślisz, że bez niani nie da się przeżyć tych kilku lat macierzyństwa? Eee nie, ona na pewno nie da rady.

16. "Kiedy wysyłasz go do przedszkola?"

Po trzydziestce. Także warto zapytać przy dziecku, szczególnie jak jest niechętne do placówek oświatowych i opuszczania rodzinnego stadła w wieku lat dwóch i niezbyt lubi rówieśników. Wysyła je tam jak paczkę na poczcie, bo się nie może doczekać, aż wreszcie będzie mogła być sama w domu, ale ojej... przecież jeszcze z rok gluta ciurkiem. Wysyła, bo ono niechybnie zdziczeje, jak od drugiego roku życia nie będzie żyć jego pełnią, w zbiorowym wychowaniu i na urodzinach w rozlicznych salach zabaw.

17. "Sika ci już do nocnika?"

Tak, sika jej do nocnika, ona ma swój własny przypisany nocnik i czasem udostępni. Albo nie, sika jej po dywanach, też, podobnie jak z chorowaniem, na złość! A ty? Sikasz równo, trafiasz do klozetu? Pyta cię ktoś o to?

18. "Długo będziesz z nimi w domu?"

Do trzydziestki. Co najmniej. Ale swojej czy ich? Gorzej jak ma wolny zawód, to nie wiadomo, czy ona coś robi, czy nie, jak te dzieci siedzą w szkołach i przedszkolach. Powinna mieć ze sobą PIT, wykazać, że jednak nie tylko jest z nimi w domu. Liczą się fakty! Rachunki!

19. "Marnujesz się!" oraz "Stać cię na więcej!"

O tak! Wychowanie dzieci to czas zmarnowany, zaprzepaszczony i nic niewarty. Lepiej, owszem, rozwijać karierę na poczcie lub w agencji PR, słodko-pierdząco pisząc o betonie komórkowym. Ona o tym wie, jest załamana, ale nic nie daje po sobie poznać. Wie, że kariera przecieka jej przez palce i po tych wszystkich latach będzie nikim ważnym, więc zamiast podtrzymać ją na duchu, że tak się realizuje w tej postawie, lepiej się upewnić, czy nie zatraciła się w radości z bycia mamą. A może mogłaby być lepszą mamą, w końcu stać ją na więcej! Daj jej kilka naklejek motywujących. Podziękuje.

20. "Wyskoczymy na miasto?"

Tak, bardzo chętnie! Proponuję między 11:00 a 13:00 albo między 15:00 a 17:00. A w zasadzie to ona nie pije, bo karmi. Mogłaby też wyskoczyć, jak już dzieci śpią, przecież następnego dnia sobie w spokoju odeśpi. Tak co najmniej do 7:45.

Jeszcze pamiętam, jak wyglądają knajpy! / fot. Agata UhleJeszcze pamiętam, jak wyglądają knajpy! / fot. Agata Uhle

Mamy pracujące na pełen etat i do tego wychowujące dzieci mają jeszcze gorzej. Ich zestaw dwudziestu rzeczy, o które lepiej ich nie pytać jest na tyle miażdżący, że nie nadaje się do publikacji. Szczególnie jesienią.

[Od Redakcji: przy okazji polecamy książkę Sylwii Chutnik "Mama ma zawsze rację" - tak ku pokrzepieniu...]

Więcej o: