Związek partnerski - dlaczego jest taki trudny?

Większość ludzi wokół mnie deklaruje, że jest w związkach partnerskich. Czyli elegancko i po równo dzielą się obowiązkami. Tak przynajmniej twierdzą. Ale muszę przyznać, że z bliska wygląda to trochę inaczej.

Foch.plPartnerstwo idealne?

Kiedy dyskutowałyśmy z dziewczynami o związkach partnerskich, Ania Oka powiedziała coś takiego: "związek partnerski jest wtedy, kiedy masz swoje obowiązki i jeszcze trochę obowiązków partnera”. Muszę powiedzieć, że ta definicja zapadła mi w pamięć i nie mogłam przestać o niej myśleć. Przypuszczam, że większość z nas chciałaby żyć w związku partnerskim (czasami, ale tylko czasami chciałabym mieć bogatego męża, gosposię, leżeć, pachnieć i się masować). Bo jest nowoczesny / jedyny słuszny / zakłada równość / samodzielność, ale też nie zostawia nikogo samemu sobie z problemami i obowiązkami. Przypuszczam, ba, nawet to wiem, że większość z nas zaklina rzeczywistość i twierdzi, że ten związek, w którym się jest, jest partnerski. Ja jednak nie dowierzam. I mam do was kilka pytań. Prostych. Niech każdy odpowie sobie na nie sam, w cichości ducha. Jeśli będzie wobec siebie szczery (biczes, pliz, chociaż raz), to na pewno sam dojdzie do wniosków. Zakładam, że obydwoje pracujecie. Mam nadzieję, że wnioski nie będą ponure, jak mój humor w pochmurne dni (i nie tylko w pochmurne).

Czuję się lekko zagubiona.Czuję się lekko zagubiona (fot: Pexels.com CC0)

Kto pierze? Ładuje pralkę? Wyjmuje z pralki? Wiesza pranie? Prasuje? Składa? Chowa do szafy? (jeśli obydwoje, kto ile razy w tygodniu / miesiącu - to dotyczy każdego pytania)

Kto zmywa? Ładuje zmywarkę? Wyciąga ze zmywarki? Chowa do szafek / szuflad? Przekłada z suszarki do szafek / szuflad?

Kto wstaje w nocy do dzieci, jeśli jest taka potrzeba?

Kto gotuje obiady? Przygotowuje śniadania / śniadania do szkoły? Kolacje? Przekąski?

Kto wstaje rano, żeby obudzić dzieci? Ubrać? Nakarmić? Odprowadzić do przedszkola / szkoły?

Kto zrywa się z roboty, żeby dzieci ze szkoły / przedszkola odebrać? Albo po przedszkolu / szkole od babci / opiekunki?

Kto odrabia lekcje z dziećmi / maluje z nimi obrazki / gra w gry / czyta wieczorem / opowiada bajki do snu?

Kto chodzi z dziećmi do lekarza? Fryzjera? Na dodatkowe zajęcia?

Kto zostaje z chorymi dziećmi w domu, kiedy jest taka potrzeba? Kto się gimnastykuje nad tym (logistyka dnia codziennego), kto ma zostać z chorym dzieckiem w domu?

Kto sprząta? Odkurza? Ogarnia codzienny bałagan?

Kto ścieli / składa łóżko?

Kto wydaje całą pensję na rachunki i zakupy, a kto robi "lokatki” na prywatnym koncie?

Kto tankuje samochód / zawozi do mechanika / do myjni / myje sam?

Kto płaci rachunki?

Kto robi "codzienne” zakupy? A kto te duże, raz na tydzień?

Kto karmi zwierzęta? Wychodzi z psem? Sprząta kuwety po kotach? Wymienia to, co się tam wymienia chomiczkom czy innym papużkom?

Kto "ogarnia” wakacje / ferie (szuka kwater, połączeń, atrakcji)?

Kto reperuje zepsute sprzęty / rzeczy, zawozi je do "złotej rączki”, szewca, krawcowej?

(jak przychodzą wam jakieś pytania do głowy, proszę, dodawajcie pod tekstem)

Proszę, nie odpowiadajcie "raz ja, raz on/ona”. Nie o to chodzi. Chodzi o to, żeby dokładnie przeanalizować najdrobniejsze domowe czynności, których na ogół nikt nie zauważa, a które jednak zajmują czas i męczą. Męczą, bo są powtarzalne, bo codziennie trzeba wykonać dziesiątki takich samych rzeczy, których nikt nie docenia i za które nikt nikomu nie podziękuje (i nie zapłaci). Jeśli duża część takich czynności spada na jedną osobę, ta osoba zaczyna odczuwać frustrację / wkurzenie / nerwa. Trudno się z taką osobą dogadać, bo nie do końca wiadomo, o co jej chodzi. Najczęściej bowiem wybucha złością w zupełnie innym, niż byśmy się spodziewali momencie. Bardzo często wygląda to tak, że jedna osoba mówi: "Codziennie robię zakupy i piorę!”, a druga "A ja załatwiam nam wszystkim wakacje i płacę rachunki!”. I to nie jest równoważne, bo rachunki płaci się raz w miesiącu, a wakacje załatwia raz do roku. A najbardziej wkurzają te codzienne drobiazgi. Bywa też tak, że jedna osoba mówi, że nie może iść na zwolnienie, bo jej praca jest taka ważna.

Najważniejsza. I być może czasem nawet tak jest, tylko wtedy ta druga osoba może poczuć, że jej praca jest kompletnie bez znaczenia. Bywa tak, że osoba, która zarabia więcej uważa, że powinna mieć mniej obowiązków domowych - bo więcej dorzuca do kasy i jej się należy. Bywa też, że osoba, która zarabia więcej, oszczędności lokuje na lokatkach (do których tylko ona ma dostęp), a ta, która zarabia mniej żadnych oszczędności nie ma, bo wszystko idzie na rachunki i zakupy. Czy to jest partnerstwo?

Bywa, że ktoś twierdzi, że ona / on "to lubią” (prać, gotować, sprzątać). Ale ja nigdy w takie teksty nie wierzę. Nie wiem, jak sprawiedliwie podzielić się w związku obowiązkami tak, żeby nikt nie czuł się pokrzywdzony. Bo też trudno wszystko zapisywać na listach i potem podliczać. Jak? Punktami? Ale może na początek trzeba? Zanim stanie się to naturalne? A wy macie jakieś sposoby na to, jak dążyć do partnerstwa w związku? I czy ono w ogóle jest możliwe?

Więcej o: