Idealny mężczyzna? Na szczęście nie istnieje

Umiejętność składania mebli testem na idealnego mężczyznę? W sumie dlaczego nie. Jeśli nie radzi sobie z komodą, to jak poradzi sobie z poważniejszym problem. No właśnie, czym kierujemy się wybierając partnera? I czy potrafimy rozpoznać życiową ciapę?

MężczyznaChłopak z gitarą byłby dla mnie parą... i jeszcze lubi góry... czy to ten jedyny? (fot. Pexels.com CC0)

Ideał nie istnieje?

Na potrzeby wywiadu z magazynem GQ przystojny amerykański aktor Ryan Reynolds nagrał filmik o zmaganiach towarzyszących składaniu dziecięcego łóżeczka z Ikei model Hensvik. Film zapowiadał się ciekawie, tym bardziej że w moim osobistym rankingu seksownych czynności wykonywanych przez mężczyzn skręcanie mebli i majsterkowanie plasuje się dość wysoko. Zaraz obok grzebania się w bebechach samochodu.

Lubię patrzeć na napinające się mięśnie, na wysiłek intelektualny świadczący o wyobraźni przestrzennej niezbędnej przecież do stworzenia mebla. Lubię podawać szklankę wody strudzonemu mężowi. Chętnie biorę też czynny udział w skręcaniu mebli. Schemat montażu komód model Malm lub regałów Benno, mam całkiem nieźle opracowany. W ogóle uważam, że składanie mebli z Ikei to relaksujące i uspokajające zajęcie. To jak klocki Lego dla dużych dzieci. Dlatego byłam żywo zainteresowana filmem z udziałem aktora. Jednak moje zdumienie sięgnęło zenitu, a brwi znalazły się podejrzanie blisko potylicy, gdy okazało się, że smakowity Ryan nie radzi sobie ze sztachetkami. Denerwuje się, nie potrafi połączyć ze sobą poszczególnych elementów łóżeczka. Jak to? Ta instrukcja jest taka prosta i intuicyjna! Litości, pomyślałam, przecież składanie mebli z Ikei to nie jest budowa zderzacza hadronów. Nie potrzeba do tego tytułu inżyniera. Wiem, wiem, to miała być parodia, taki zabawny film, że wszyscy jesteśmy równi w obliczu skomplikowanej sytuacji z drewnianymi szczebelkami oraz zestawem śrubek. Problem w tym, że meble z Ikei nie są jakoś specjalnie skomplikowane. Choć niektóre komentarze pod tekstem świadczyły o tym, że są na świecie bratnie dusze Ryana.

Na szczęście dla pięknej modelki Blake Lively i żony Ryana zarazem, to tylko film. Z wywiadu zamieszczonego na stronie magazynu wynika, że aktor całkiem nieźle radzi sobie z opieką nad ich córeczką. I nie uchyla się od wstawania kilka razy w nocy do dziecka, ani od zmiany pieluch. Czy to już ideał?

tataTroskliwy tata zasypia razem z dzieckiem (fot. Pexels.com CC0)

Czy nieumiejętność wykonania prostych prac domowych powinna być powodem do wstydu?

To, co napiszę poniżej jest być może bardzo niefeministyczne i niepopularne. Ale szczerze mówiąc, to nigdy nie przejmowałam się tym, czy moje myślenie jest wystarczająco feministyczne, gdyż tak wypada bądź nie. Niemniej zdałam sobie sprawę, z tego, że gdyby mój chłopak nie wiedział kiedy należy użyć wiertarki udarowej, nie potrafił założyć paska klinowego lub przykręcić kranu w łazience, to przegnałabym go prędziutko lub ewentualnie zapisałabym go na jakiś przyspieszony kurs zajęć praktyczno-technicznych. I nie chodzi o to, że muszę mieć w domu złotą rączkę, elektryka i hydraulika w jednym. Nie, ja te wszystkie rzeczy potrafię zrobić sama (no, może z tym paskiem klinowym miałabym problem). Chodzi o to, że przerażałoby mnie gdyby mężczyzna, z którym chcę dzielić życie i łóżko, radził sobie gorzej niż ja z typowo męskimi zadaniami. Albo nie radził sobie z nimi w ogóle. Gdyby przerastały go proste domowe naprawy. W takiej sytuacji przychodzi mi do głowy jedno: życiowa ciapa. Taka, od której trzeba uciekać jak najszybciej. Bo jeśli nie radzi sobie z narzędziami, to jak poradzi sobie w życiu, z dziećmi oraz ze mną - a przyznaję, że bywam trudna w obsłudze.

Całkiem prawdopodobne, że w tym miejscu ulegam strasznym stereotypom. Przecież brak zdolności manualnych to jeszcze nie koniec świata. Może pan ma inne zalety... może i ma, ale nie jestem pewna czy chcę jest badać.

Kompromis to nie porażka

Nie uważam, że mam jakieś chore wymagania. Życiowa niezaradność jest po prostu czymś, co mnie zdecydowanie zniechęca. Szukam w mężczyźnie oparcia, siły, życzliwości, inteligencji i poczucia humoru (oraz zdrowych genów, które kumulują się w wysportowanym, przystojnym brunecie o niebieskich oczach). Tradycyjny podział ról nie przeraża mnie, ani nie krzywdzi mojego ego. Wkręcanie śrub w żelbeton w moim bloku z wielkiej płyty wychodzi mi gorzej niż mężowi, więc nie rzucam się na wiertarkę. Gotuję częściej niż mąż, ponieważ robię to szybciej, sprawniej i nawet lubię gotować. Pomijam fakt, że po gotowaniu męża kuchnia wygląda jak po nalocie kosmitów. Z powodów organizacyjno-logistycznych mąż zaprowadza rano dzieci do placówek edukacyjnych - chyba nawet to lubi. Ja mogłabym je rano rozszarpać. To on kibicuje synowi na treningach piłkarskich, ja robię to sporadycznie, być może dlatego, że nadal nie rozumiem o co chodzi w spalonym. Nie lubię wyliczać kto robi więcej, kto robi mniej, to bez sensu. Poza tym jak rozliczać takie obowiązki, w skali tygodnia, miesiąca czy roku?

I żeby dobrze prowadziłI żeby dobrze prowadził (fot. Pexels.com CC0)

Być może partnerstwo jest przereklamowane albo niewłaściwe je definiujemy. Nie ukrywam, że byłoby miło, gdyby mąż bez przypominania zmywał po sobie garnki i bardziej pomagał mi w czyszczeniu blatów w kuchni, ale prawda jest taka, że garnie się do tego równie ochoczo jak ja do wszelkich spraw związanych z zebraniami wspólnoty mieszkaniowej lub samochodem i jego naprawami.

Mój mąż nie jest idealny, na szczęście. Życie z ideałem musi być bardzo stresujące i całkiem możliwe, że trochę nudne. Czego nikomu nie życzę.

Magda Acer

Więcej o: