7 kłamstw na temat feminizmu, które radośnie funkcjonują sobie w naszych głowach

Wszyscy gadają o feminizmie, ale głównie bzdury. A gdyby przebić się przez te wszystkie ściemy, to nagle okazuje się, że feminizm jest z gruntu dobry - dla KAŻDEJ kobiety. Przewróciłaś właśnie oczami? Ten tekst jest dla ciebie.

Feministyczna partyzantka

Mam takie nieśmiałe marzenie, że kiedyś powiem „jestem feministką”, zwieńczę to soczystą kropką i to wystarczy. Obejdzie się bez gorączkowego dookreślania, bo mój rozmówca ma minę jakby zamiast „jestem feministką” powiedziało mi się „wstąpiłam do Ku Klux Klanu”. Albo jakbym była nastolatką, która zrobiła sobie kolczyk w czole i zadeklarowała dozgonną miłość do jakiejś śmiesznej, niezrozumiałej dla nikogo subkultury. OK, przesadzam! Nie z każdej twarzy bije oburzenie albo pobłażanie. Najczęściej spojrzenie jest po prostu pytające. Jakbym urwała wypowiedź w pół zdania i niepotrzebnie trzymała wszystkich w napięciu. Jednym tchem robię więc rozległy przypis do tego słowa na „f” i zastanawiam się, czy przegięciem jest marzyć, by najprostsza definicja feminizmu stała się elementem wiedzy ogólnej każdej Polki i każdego Polaka.

Czy to jest osiągalne? Podstawowa definicja feminizmu składa się z raptem czterech słów: „dążenie do równouprawnienia kobiet”. To aż o jedenaście mniej niż w definicji stołu, więc jestem pewna, że przeciętny polski pięciolatek jest dość sprawny intelektualnie, żeby wyryć ją na pamięć. Gdyby te cztery słowa zaistniały w powszechnej świadomości, być może kobiety przestałyby zaciekle odżegnywać się od feminizmu. Wiedziałyby, że jeśli lubią biegać na wybory, mieć własne konto w banku i pełną kontrolę nad własnym ciałem to feminizm jest ich przeznaczeniem.

Teraz to niemożliwe, bo w definiowaniu feminizmu obowiązuje zasada „każdy sobie”. Wszyscy mylą się w założeniach i falach, nikt nie wie na czym stanęło. Feminizm obrósł w niepoprawne skojarzenia i błędne skróty myślowe. Trudno się dziwić, że ma tak nadszarpniętą reputację, skoro jego istota pokryta jest niezliczonymi warstwami nieprawdy. Przeciwnicy feminizmu oskarżają go o rzeczy mające z prawdziwym feminizmem równiutkie zero wspólnego, a pseudofeministki zasłaniają się feminizmem postulując rzeczy z gruntu niefeministyczne. I właśnie dlatego każdy, kto dowiaduje się, że jestem feministką dostaje ode mnie nieproszony upominek w postaci półgodzinnego monologu z wyjaśnieniami. Bo niby wszyscy wiemy, co to jest feminizm, a jak przychodzi co do czego to zawsze znajdzie się ktoś, kto szczerze wierzy, że:

1. Feministki nienawidzą mężczyzn.

Sprostowanie: Ta osławiona nienawiść do mężczyzn to podręcznikowe mylenie pojęć. Czy feministki są znużone patriarchatem? Jasne. Czy mają dość seksizmu? Tak! Czy każde spotkanie z mężczyzną uruchamia w nich żądzę mordu? Bez żartów! Nie znam feministki, która nie przybiłaby piątki mężczyźnie, który ma dość odwagi, by traktować ją po partnersku na każdym polu.

Rozmówki zakulisoweRozmówki zakulisowe

2. Feminizm jest walką o przywileje kobiet.

Sprostowanie: Przywileje? Przywilejem byłaby comiesięczny zasiłek za cycki, specjalne miejsca parkingowe dla osób posiadających wyłącznie chromosomy X, ulga podatkowa na tampony i podpaski. Takie postulaty nie padają, bo kobiety nie chcą mieć więcej praw niż mężczyźni. Chcą mieć tyle samo.

3. Feminizm jest klubem dla wybranych.

Sprostowanie: Feminizm to świat bez bramkarzy i selekcji. Każdy ma bilet wstępu. Nie ma punktów karnych za zamiłowanie do szpilek, prozy Ernesta Hemingwaya, rapu ani za to, że sąsiad przytrzymał ci drzwi, gdy próbowałaś wytaszczyć dwie walizy. Nie przysługuje też honorowe członkostwo za doktorat z kulturoznawstwa, cytowanie Germaine Greer i Roxanne Gay na wyrywki i godzenie macierzyństwa z karierą. Bo nie da się być feministką lepiej ani bardziej.

4. Feminizm dyktuje, co jest kobiece, a co niekobiece.

Sprostowanie: Od dyktowania był patriarchat. Celem feminizmu nie jest zastąpienie jednego modelu kobiecości drugim. To nie jest tak, że kiedyś życie upływało nam na rodzeniu dzieci i porównywaniu odcieni błyszczyków, a teraz zmądrzałyśmy, więc na trzy cztery palimy staniki, depczemy depilatory i zostajemy prezeskami i naukowcami. Feminizm pozwala każdej kobiecie zdecydować co jest dla niej dobre. Prościzna.

5. Feminizm dowala rodzinie i tradycyjnym wartościom.

Sprostowanie: Feminizm nie wyklucza kobiet, które zdecydowały się poświęcić rodzinie i prowadzeniu domu. W feminizmie chodzi o to, żeby mogły tego nie robić, jeśli nie chcą, a nie, żeby nie mogły, jeśli chcą.

6. Feminizm jest "wyższościowy".

Sprostowanie: Utarło się nazywać feministkami dzieciate i aktywne zawodowo kobiety, które krzyczą na te poświęcające się wychowywaniu dzieci, że przegrały życie i padły ofiarą opresji. Za feministki uważa się też poważne panie wyzywające młode dziewczyny od pustaków, bo śmiały zrobić sobie silikonowe cycki, a także utytułowane królowe nauk humanistycznych, które uważają, że gwiazda muzyki pop, która wychodzi na scenę w bieliźnie, nie może mówić o sobie, że jest feministką. Wszystkie te panie zakładają, że feminizm daje kobietom prawo mówić innym kobietom jak mają postępować. A tymczasem pierwsze przykazanie feminizmu brzmi: "pozwól innym kobietom robić to, czego sama byś nie zrobiła”.

7. Feminizm nie odcina się od seksualności.

Kilka miesięcy temu Beyoncé ni z tego ni z owego wkleiła w sam środek jednej ze swoich skrojonych pod komercyjny sukces piosenek okrąglutkie sześćdziesiąt sekund wykładu pisarki Chimamandy Ngozi Adichie. Dzięki niej słowo „feministka” było na ustach setek tysięcy nastolatek na całym świecie i wreszcie przestało funkcjonować jako obelga. Niestety, świat zamiast uściskać Beyoncé w podzięce, wyrzygał się na nią werbalnie, bo przecież jako ślicznotka wijąca się na scenie na poczet męskiej przyjemności, nie ma prawa sięgać po to szlachetne słowo na „f”. Przecież patrząc na nią, młode dziewczyny wcale nie widzą dwóch dekad ciężkiej pracy, konsekwencji, pozytywnego podejścia do ciała i oswojenia z seksualnością. Widzą tylko, że podłożem jej sukcesu było kręcenie tyłkiem. A przecież feminizm nie oznacza, że nie możesz dać się pożądać i mieć z tego satysfakcji. Jeśli sobie tego życzysz, możesz być obiektem seksualnym. Możesz dać się zdominować i mieć z tego frajdę. Feminizm cię nie potępi, bo nie bawi się w podziały na "przyzwoite” i "nieprzyzwoite”, tylko je zwalcza.

Feminizm jest cholernie pojemny, bo opiera się na prostym przekonaniu, że każda kobieta ma prawo do autonomicznych wyborów, z których nie musi się nikomu tłumaczyć. Więc zamiast mnożyć kolejne chwiejne definicje, skupmy się na tych czterech podstawowych słowach: „dążenie do równouprawnienia kobiet”. Jeśli te słowa nie wywołują twojego sprzeciwu, to piąteczka! - jesteś feminist(k)ą.

Więcej o: