Kłamstwa nasze codzienne - ranking tych, którymi chcemy zaimponować

Bez kłamstwa żyć się nie da. No bo co, powiesz koleżance, że ma za ciasną sukienkę i wylewa się jej bokami? A pracodawcy, że masz lenia i w dupie robotę na dziś? Koledze, że śmierdzi i nie masz ochoty się z nim spotkać? Nie powiesz.

"W weekend skakałem na spadochronie z Dorocińskim, ale wylądowaliśmy nie tam gdzie trzeba, a dokładnie w areszcie". (fot. Pexels.com CC0)

Rano. Zimno. Samochód. Radio. A w radiu pan mówi: "Przeczytałem ciekawy tekst na Independent, w zakładce Weird News”. "O czym?”, pyta drugi. "Na jaki temat najczęściej kłamią ludzie, kiedy chcą zaimponować  znajomym”. "I na jaki?” "Wyobraź sobie, że najczęściej kłamią o tym, że skakali ze spadochronem, że spotkali kogoś bardzo znanego i że wzięli udział w jakimś muzycznym koncercie. Potem jest skok na bungee, aresztowanie, wyniki w szkole, wpłacanie konkretnych sum na konto fundacji charytatywnych”. U nas chyba jeszcze powinno do tego dojść sympatyzowanie z uchodźcami i niegłosowanie na PiS. Nikt nie głosuje na PiS, a jestem pewna, że PiS wygra (niestety).

Zastanowiło mnie to. Bo jak udawać skok ze spadochronem, skoro teraz każdy kto skacze (myślę o takich skokach za 500 PLN z instruktorem) są obfotografowane i natychmiast wrzucone na fejsa? Bez zdjęcia się przecież nie liczy, jak byś nie skakał. Zdjęcie z kimś sławnym - matko bosko, gdybym wiedziała, może dzisiaj moje życie wyglądałoby zupełnie inaczej (moja praca polega na rozmawianiu ze znanymi ludźmi, a kiedyś, kiedy jeszcze byłam dziennikarką działu zagranicznego rozmawiałam z NAPRAWDĘ ZNANYMI ludźmi z całego świata). Matka pytała, dlaczego nie biorę autografów. "Po co?”, chciałam wiedzieć. "A po to, żeby mieć. Te autografy to nawet czasem ludzie sprzedają.” Nie kolekcjonowałam autografów tak samo, jak teraz nie kolekcjonuję zdjęć, głupia ja.

Udział w koncercie - dzisiaj chyba wystarczy zakreślić "wezmę udział” na Facebooku? Poza tym w Polsce chyba bardziej kłamie się jednak na temat przeczytanych książek. Tych wszystkich Hokelbetów, Tokarczuk, Prustów. Na temat teatru być może też się kłamie, np. jak nie widziałeś nowego Warlikowskiego, to nie jesteś z prawdziwej klasy średniej. Od biedy może być jakaś Janda, ale bez przesady. Jarzyna? Żartujesz?

Aresztowanie. Nigdy nie słyszałam, żeby ktoś na ten temat kłamał, ale może chodzi też po prostu o pyszczenie, stawianie się władzy? I może szefom w pracy? Jacy to my jesteśmy mądrzy, jacy silni i stanowczy, jak my potrafimy odpowiedzieć, że mu w pięty pójdzie. Tak, przy piwku to jesteśmy ho ho. W szkole byliśmy najzdolniejsi, nie zawsze mieliśmy najlepsze stopnie, ale wiesz, tym naprawdę zdolnym na stopniach nie zależy (miałam kiedyś naczelną, która prawie zwolniła sekretarkę, bo ta ośmieliła się powiesić na tablicy listę urlopów. I na tej liście stało jak byk, kto studiów nie ukończył, w związku z czym mniej miał urlopu. Pech chciał, że to właśnie ta naczelna była). Jeśli chodzi o fundacje charytatywne, myślałam, że to tylko przypadłość gwiazd. Że to tylko one wszystko, co zarobią i każdą wolną chwilę są w stanie pracy charytatywnej poświęcić. A tu się okazuje, że wszyscy wokół pomagają jak szaleni. Adoptują afrykańskie dzieci, wyprowadzają psy w schroniskach na spacer, piszą listy do więźniów. Pomóc można na rozmaite sposoby. Piękne te kłamstwa. Ale wiecie co? Te nasze codzienne są jeszcze piękniejsze. I śmieszniejsze. Jakie?

"Co u ciebie?” "Och, świetnie. Naprawdę cudownie". To nic, że mam migrenę od trzech dni, mąż mnie puszcza bokiem, w pracy mobbing, a wieczorem bez pół litra nie zasnę. Moje życie jest nieustająco najwspanialsze, normalnie rzygam tęczą. Nie, nie jest OK. Jest cholernie daleko od OK, ale w tym pozytywnym sensie. PRZE-ZA-JE-BI-ŚCIE jest. Nigdy nie było lepiej. Łoję hajs, chłopaki na mnie lecą, ostatnio kolega chciał mnie przelecieć na maszynie xero. No cóż, po prostu tak działam na mężczyzn, nie poradzę nic. Podwyżka, normalnie, jak co roku, premia też będzie. A w ogóle to mam teraz swoją firmę / przeszedłem na śmieciówkę, teraz kur...a to jest dopiero życie. Jestem WOLNY, słyszysz? W-O-L-N-Y. I już. Emerytura? Na emeryturze to ja będę na Goa dupę grzał, nie po to się teraz tak realizuję w pracy, żeby potem się martwić, czy mi starczy na leki. Ci, u których jest naprawdę świetnie, długo mogą o swoim szczęściu opowiadać. Jakby się bali, żebyś im nie zaczął zadawać zbyt szczegółowych pytań. Ale żeby nie wypaść z rytmu tej tyrady.

"Gdzie jesteś?” "Och, już dojeżdżam. Na ostatnich światłach stoję”. To nic, że jeszcze nie wyszłam z domu, nawet jeszcze nie weszłam pod prysznic, żeby trochę opłukać pachę przed wyjściem. A jeszcze włosy, makijaż, jeszcze "nie mam co na siebie włożyć” przed lustrem. Po drodze obiecałam oddać książkę koleżance i wpaść do matki po mielone. No naprawdę, to wszystko potrwa tylko chwilę, zawsze będzie można powiedzieć, że:

korek

wypadek

policja / mandat

samobójca z mostu skakał

samochód nie chciał zapalić. Nigdy wcześniej się to nie zdarzyło. Sąsiad mnie pchnął (ups), z kabli odpalił. Nie wiem, chyba akumulator, ale wiesz, ja to się tym nie interesuję.

"Jak tam projekt / tekst / cokolwiek?” "Ostatnie szlify, idzie zajebiście”. A potem: "padł mi komputer”. "Prąd wyłączyli, nie zasejwowałem”. "Kopia zapasowa w chmurze? Nie wiem, myślałem, że jest, a nie ma. Wiesz, jak to jest z komputerami. Człowiek ich do końca nie pojmie”. "Wysłałam ci mejla wczoraj. Jak to nie doszedł? A ja już wyczyściłam skrzynkę, matko przenajświętsza”. "Umarła mi babcia, ciocia, wujek, pogrzeb, wiesz, byliśmy blisko” (trzeba uważać z tymi bliskimi, miałam kolegę, któremu umarły ze cztery babcie, ale on miał problemy z alkoholem i chyba już nie jarzył zbyt dobrze). Z drugiej strony życie byłoby strasznie nudne, gdybyśmy wszyscy odpowiadali "nie chciało mi się”, "fajny serial oglądałem, czas mi umknął”, "zasnąłem po butelce wina”, "wolałem seks uprawić”.

"Ładnie wyglądasz. Świetna fryzura, buty. Schudłaś?” To ostatnie - zawsze. To nic, że nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Każda dziewczyna ZAWSZE chce schudnąć. Bez wysiłku. Mimochodem. Po zjedzeniu paczki lodów i tabliczki czekolady - jeszcze bardziej chce usłyszeć, że schudła. Jeśli chce się coś załatwić, to po prostu MUST. Nieważne, że obiekt właśnie ma grypę, czerwony od kataru nos, podpuchnięte oczy. Jeśli chce się coś załatwić, najpierw trzeba posmarować. Poza tym chcemy, żeby myślano o nas, że jesteśmy mili, prawda? Jesteśmy mili, kiedy mówimy innym miłe rzeczy. To nic, że bez sensu. To nic. I tak działa.

"Musimy się spotkać, zadzwonię, napiszę. Kolacja, kawa, cokolwiek. KO-NIECZ-NIE”. A nie można po prostu powiedzieć cześć i pa? Naprawdę nie wystarczy?

"Przyślij swoje CV, zobaczę, co się da zrobić”. "Podeślę komu trzeba, ale nic nie mogę obiecać”. Aha. Normalnie zaproponuję szefowi ciebie na swoje miejsce. Powiem mu, że jesteś lepszy. We wszystkim. I milszy. I przystojniejszy. Przyjaciołom trzeba pomagać!

rys. Magda DanajCzłowiek chce być miły, a tu taki kwas... / rys. Magda Danaj

"Nie wiem, jak to się stało, że przytyłam. To chyba tarczyca. Ja przecież nic nie jem”. (jak patrzysz, to nie jem. Ale w szufladzie mam: snikersa, oreo, kolę, ptasie mleczko, wafelki, orzeszki, wiśnie w czekoladzie. Na czarną godzinę. A w domu to ja kolacji nie jem. Tylko czasem zerknę do lodówki, czy te śledziki to jeszcze są? Wyrównam ten chlebek. Ojej, te pierogi zaraz się zmarnują. Mam straszną ochotę na coś... Serek waniliowy? Smakija? Już wiem, zdrowa owsianka. I jaglanka z suszonymi owocami i bananami. I jeszcze koniecznie zielony koktajl z awokado. Kurczę, jem samo zdrowe, nie wiem, dlaczego się w spodniach nie dopinam. Chyba się zbiegły.

"Ćwiczysz?” "Oczywiście". Codziennie rano biegam, wieczorem siłka, sztanga albo fitness, jak nie zdążę, robię Chodakowską. No i jeszcze te spacery z psem. Trzy razy dziennie, bardzo szybkim tempem. Jestem uber-fit”. Nie będę tego komentować, bo nie chcę robić wam przykrości.

Och, i jeszcze ulubione kłamstwo red. Muraviovej. "Spoko, nie ma sprawy, nie mam żalu". Ale przewinienie zostało zapisane na twardym dysku i jakoś tak dziwnie się składa, że cię na ulicy nie rozpoznaję. Normalnie rozpływasz mi się w powietrzu...

O kłamstwach młodych matek dotyczących dzieci to już mi się nawet nie chce pisać, bo to chyba najbardziej zakłamane istoty na świecie. Zresztą napisałyśmy o tym milion tekstów z red. nacz i red. Węcławek na Bachora. A wy? Jak kłamiecie? I kiedy najbardziej?

Więcej o: