"Legend": o dwóch takich, co terroryzowali Londyn - dla fanek Toma Hardy'ego (i nie tylko)

Czy może być coś lepszego niż oglądanie Toma Hardy'ego? Tak. Oglądanie Toma Hardy'ego w podwójnej roli. Film "Legend" już w kinach - warto się wybrać.

( Legend - Monolith ) SLOWA KLUCZOWE:  Legend - Monolith

"Legend” to oparta na faktach historia braci Kray: bliźniaków Ronalda i Reginalda, którzy w latach 60. XX wieku terroryzowali Londyn. W obie role wciela się Tom Hardy, który po prostu "zrobił" ten film. Na ekranie zobaczymy również Emily Browning, Paula Andersona, Chazza Palminteriego czy Davida Thewlis.

Bliźniacy Kray nie są jednakowi - charakterem różnią się zdecydowanie, a i fizycznie nie wydają się identyczni. Oczywiście widać uderzające podobieństwo, ale też bardzo łatwo jest odróżnić braci. Nie trzeba nawet na nich patrzeć, ale wystarczyć słuchać, co i jak mają do powiedzenia.

Tym co ich łączy jest natomiast braterska miłość oraz chęć czerpania dochodów z nielegalnych przedsięwzięć. I na tym właściwie koniec podobieństw. Ronald Kray był osobą chorą psychicznie - schizofrenia paranoidalna - i lubił być gangsterem, sprawiało mu przyjemność krzywdzenie ludzi. Reggie był z kolei tym z braci, który chciał się ustatkować i trzymać Londyn mocną ręką, ale niekoniecznie używać do tego przemocy fizycznej. W tym wypadku wpływ i działania Ronalda okazały się zbyt silne, co poskutkowało skazaniem obydwu braci na długoletnie wyroki.

Poznajemy ich w momencie, gdy Reggie zastrasza lekarza, by uznał Rona za w pełni władz umysłowych i wypuścił go ze szpitala. Warto dodać, że po wyroku skazującym Ronald wrócił do psychiatryka i nigdy go już nie opuścił - zmarł w nim w 1995 roku na zawał serca. Z kolei Reggie zmarł w 2000 roku na nowotwór. Udało mu opuścić więzienie dosłownie kilka tygodni przed śmiercią. Tak, to nie jest w żadnym sensie wesoła historia.

"Legend” wpisuje się w kanon kina gangsterskiego, ale z przykrością stwierdzam, że zostaje z tyłu za klasykami tego gatunku. Niestety film jest dość nierówny, zabrakło pomysłu na zakończenie, a gdzieś w środku reżyser też najwyraźniej nie wiedział, w którą stronę powinna iść ta opowieść. Zgrzyta mi też Frances Shea, którą gra Browning. Jest ona życiową partnerką Reginalda, a równocześnie narratorem opowieści. Narracja w jej wykonaniu wprowadza moim zdaniem niepotrzebne zamieszanie i mogłoby jej po prostu nie być.

Na szczęście jest Tom Hardy, który stworzył dwie bardzo dobre i zupełnie różne role. Oglądając film miałam chwilami wrażenie, że patrzę na dwóch różnych aktorów. Po pierwsze bliźniacy byli od siebie różni fizycznie i tutaj wielkie brawa dla charakteryzatorów, którzy potrafili te różnice w subtelny sposób wydobyć. To nie są jakieś spektakularne rzeczy, ale Reggie był drobniejszy od brata, bardziej smukły, miał mniejszą szczękę. Uczesanie i okulary na pewno też swoje robią, ale wyraźnie widać, że bracia nie są bliźniakami jednojajowymi. Kolejne cechy postaci to już zasługa Hardy'ego. Bracia mają odmienną mimikę twarzy, widać różnice w sposobie wysławiania się czy poruszania. Moim zdaniem warto również zwrócić uwagę na oczy i usta bliźniaków - aktor wspaniale wykorzystuje swoje ciało, jako narzędzie do budowania postaci. Mistrzostwo warsztatu!

print screen z YT(materiały dystrybutora)

Mimo pewnych niedociągnięć, jakie ma ten film, i tak zachęcam was do przejścia się do kina. Jestem bardzo ciekawa opinii zwłaszcza tych osób, które nie do końca kojarzą Toma Hardy'ego. Zdaję sobie sprawę, że jako hardymaniaczka, mogę być mało obiektywna w swojej ocenie.

Muszę też powiedzieć, że swoją opinię opisałam tydzień po pobycie w kinie. Moje pierwsze ogólne wrażenie było dużo lepsze, ale teraz trochę opadłam z zachwytów i daję 6/10 za całokształt i 100/10 dla Toma.

P.S. Serdecznie gratuluję narodzin synka!

Więcej o: