Gdzie do cholery jest moja latająca deskorolka?! "Powrót do przyszłości" wydarzył się dziś!

Dziś jest wyjątkowy dzień dla wielu fanów SF. To właśnie 21 października 2015 roku Marty McFly, bohater trylogii "Powrót do przyszłości?, wylądował w przyszłości. Co z filmowej wizji Roberta Zemeckisa na temat naszych czasów okazało się prawdą?

Co za szczęście, że to nie jest prawdziwa moda AD 2015, screen z filmu To nie jest prawdziwa moda AD 2015 (screen z filmu "Powrót do przyszłości II")

Największym rozczarowaniem jest brak latających samochodów no i ta nieszczęsna deskolotka, czy, jak nazywano ją oryginalnie - hoverboard. Kilkukrotnie rozentuzjazmowani internauci linkowali filmiki i zdjęcia, największą popularnością cieszyła się reklama Lexusa. Podobno nie jest niemożliwe, by takie deski weszły do masowej produkcji, to wciąż pieśń przyszłości.

Są jednak kwestie, w przypadku których mogę powiedzieć, że NA SZCZĘŚCIE nie sprawdziły się. Młodzież na co dzień chętniej założy ciuchy estetyką nawiązujące do lat 80. niż do futurystycznych wizji. Śmiem twierdzić, że mało kto (o ile nie musi)  wychodzi z domu z metalową michą na głowie. Zdecydowana większość dziewczyn nie ma też plastikowych napierśników na klacie. Kolorowe czapki z daszkiem były już modne w poprzednich sezonach.

Zamiast suszących się kurtek, mamy tkaniny szybkoschnące, zamiast samozawiązujących się butów mamy te raczej klasyczne. A na upartego możemy sobie nawet zamówić model, który Marty McFly nosił na początku filmu. Łatwiej też dostać puszkę Pepsi w wersji 80's vintage, niż takie nowoczesne fiubździu, jak w filmie.

Aby zrozumieć wizję Roberta Zemeckisa wylądujmy w przeszłości

Trzydzieści lat temu pierwszy automat do gier był już nastolatkiem, Księżyc dawno został macnięty ludzką stopą, a Zimna Wojna wchodziła w nową fazę po tym, jak władze w Rosji przejął dość liberalny - jak na tamte warunki - Michaił Gorbaczow. W 1985 roku większość gadżetów, które dziś uznajemy za totalne retro była synonimem futurystycznego, elitarnego luksusu. Założono pierwsze "dot.com" czyli domenę z końcówką ".com" (cóż z tego, skoro z internetu korzystać mogli jedynie wybrańcy).

W 1985 roku premierę miał też Windows 1.0. Wówczas jeszcze nie był systemem operacyjnym, a nakładką na MS Dosa. Może z dzisiejszej perspektywy nie prezentuje się szczególnie intrygująco, ale był rewolucyjny. Dlaczego? Umożliwiał coś, co dziś wydaje się wręcz banalną funkcjonalnością, czyli pracę w trybie wielozadaniowym (na przykład notatnik i kalkulator otwarte w dwóch okienkach - JEDNOCZEŚNIE!). Motorola wprowadziła na rynek Talkmana - pierwszy telefon komórkowy, który ważył cholernie dużo i dizajnem zbliżony był do telefonów polowych wykorzystywanych w wojsku. Zachodnia młodzież marzyła o Nintendo albo o discmanie (także zadebiutował w 1985 roku). A w Polsce?

Cóż, LOT wznowił pasażerskie połączenia lotnicze z USA, a dwaj nastolatkowie, bracia Zielińscy uciekli pod ciężarówką do Szwecji inspirując tym samym scenariusz filmu "300 mil do nieba". Odbył się pierwszy koncert Depeche Mode. Zbigniew Religa dokonał pierwszej udanej transplantacji serca, a w moim rodzinnym Sosnowcu założono muzeum. W kontekście tych i wielu innych wydarzeń futurystyczne projekcje świata za 30 lat mogły się wydawać zupełną fantastyką, ale czy twórcy filmu rzeczywiście odjechali za daleko?

Back to The Future vs The Reality of 2015.

Posted by Junkee on Sunday, October 18, 2015

Bilet do przyszłości

Wizja, którą Robert Zemeckis przedstawił w drugiej części "Powrotu do przyszłości" (pokazanej premierowo w 1989 roku) była intrygująca. Tym radośniej porównuję dziś to, co udało się przewidzieć twórcom filmu, a co wciąż pozostaje w sferze fantazji. Przede wszystkim mamy sporo udogodnień technologicznych pokazanych w filmie.  Na przykład drony. Nie zawsze służą do wyprowadzania psów, jak to miało miejsce w fikcyjnym Hill Valley, ale kto bogatemu zabroni używać ich także w taki sposób?

Mamy skanery identyfikujące nas po tęczówkach, liniach papilarnych i innych bajerach. Nowe samochody mają spersonalizowane interfejsy użytkownika, komunikują się z naszymi smartfonami i nawet czasem słuchają naszego głosu. Jeśli mamy dużo pieniędzy i jesteśmy hi-techowymi freakami możemy sobie spersonalizować ustawienia domowej maszynerii, tak, aby po wejściu i zalogowaniu się (na przykład odciskiem palca na ekranie wbudowanym w ścianę) możemy liczyć na to, że sprzęty AGD będą wiedziały, kto jest w domu i czego mu trzeba.

Ugotuj mi obiad, jakby to był 2015; screen z filmu Ugotuj mi obiad, jakby to był 2015 (screen z filmu "Powrót do przyszłości II")

Być może stacje benzynowe nie wyglądają tak, jak ta zrobotyzowana, czerwona filmowa, ale potrafią być już niemal bezzałogowe: podjeżdżamy, tankujemy, płacimy kartą w automacie, odjeżdżamy nie zamieniając ani jednego słowa z jakimkolwiek żywym człowiekiem. Mamy też gry, które reagują na nasze ruchy oraz telefony w okularach. Możemy sobie prowadzić wideokonferencje z salonu w naszym mieszkaniu, a w kilku innych oknach na tym samym ekranie oglądać zmagania sportowe i seriale. Zupełnie jak bohaterowie filmu Zemeckisa.

OK, Google, połącz mnie z przyjaciółką; screen z filmu OK, Google, połącz mnie z przyjaciółką (screen z filmu "Powrót do przyszłości II")

Porównawszy wizję przyszłości z 1985 roku z teraźniejszością, mogę stwierdzić, że... teraźniejszość mnie nie rozczarowała. Najważniejsze są trzy rzeczy - faks nie jest podstawowym narzędziem nowoczesnej komunikacji, śmieci mogą być doskonałym paliwem, a trylogia "Powrót do przyszłości" nie zestarzała się ani trochę i wciąż pozostaje uroczym filmem młodzieżowym (testowałam na swoich dzieciach, zrzucona z półki nadal działa).

Więcej o: