Uważaj na słowa, które mogą zniszczyć ci karierę. Nie umniejszaj swojej wartości!

Słowa mają moc. Czasem niszczycielską. Jedne sprawią, że nasza kariera poszybuje prędko jak naddźwiękowy Concorde, inne doprowadzą do tego, że same zbudujemy sobie szklany sufit nad głową. Wybór należy do nas.

... zanim coś napiszesz ...Zanim coś napiszesz... (fot. Karolina Grabowska Pexels CCo)

Pewność siebie i tupet mogą być kluczem do sukcesu zawodowego. Przekonanie o własnej wartości i racji pomagają w karierze. Przydaje się też wierność własnym przekonaniom i umiejętność obrony argumentów. Akurat to ostatnie przydaje się zawsze, nie tylko w pracy. Świadomość, że mogę wszystko i potrafię to osiągnąć, też pomaga. Nie zapominajmy o skutecznej komunikacji i słowach kluczach. Wystarczy pozbyć się kompleksów i uwierzyć w siebie. To takie proste. Prawie jak wzniosłe zdania z książek Paulo Coelho. Dlaczego zatem, kobiety statystycznie rzadziej niż mężczyźni osiągają sukces zawodowy, mniej zarabiają i rzadziej piastują stanowiska kierownicze?

W pewnym stopniu to zasługa tego, że albo już jesteśmy matkami, albo możemy nimi potencjalnie zostać. Co jak wiadomo, budzi strach i niechęć pracodawcy, ponieważ ciąża plus urlop macierzyński plus zasmarkane i wiecznie chorujące dzieci to regularne nieobecności w pracy lub przynajmniej całkiem realna wizja tej nieobecności. A to wiąże się z dodatkowymi kosztami, realizacją projektów w późniejszym terminie oraz koniecznością wdrażania innych osób w nowe zadania, które zostały osierocone przez matkę dzieci chorujących. Mocno upraszczając, kobieta to tykająca bomba zegarowa. W dodatku na hormonalnej huśtawce. Oczywiście nie zgadzam się z tym krzywdzącym stereotypem, ale niestety on całkiem nieźle się zakorzenił się w głowach pracodawców.

Matka - zamiast zająć się pracą, bawi się z dzieckiemMatka - zamiast zająć się pracą, bawi się z dzieckiem (fot. Pexels CCo)

Ale jest coś jeszcze. Ścieżkę rozwoju zawodowego kształtuje model wychowania dziewczynek. Na grzeczne i ułożone. I to być może on sprawia, że jesteśmy mniej przebojowe w życiu i na rynku pracy. Czy to jest właśnie to, co powoduje że prosimy o podwyżkę zamiast twardo ją negocjować? Godzimy się na niższe pensje, choć robimy to samo i z takim samym zaangażowaniem jak kolega przy biurku obok. Sterują nami klisze zachowań wbudowane nam w procesie wychowania lub innej tresury. To też stereotyp, ale coś w nim jest.

Jakiś czas temu wyciekły do sieci maile firmy Sony, z których wynikało niezbicie, że Jennifer Lawrence, dostanie mniejszą gażę niż jej koledzy po fachu. Jak napisała, nie była zła na Sony, lecz na siebie za to, że nie była wystarczająco stanowcza, podczas negocjacji i za szybko odpuściła. Obawiała się też, że negocjując może zostać odebrana jako trudna i zepsuta. Zastanawiam się czy sedno nie tkwi w tym obawianiu się. Obawiamy się, co ludzie o nas pomyślą, czy ton naszego głosu był odpowiedni, czy kogoś nie uraziłyśmy. Za bardzo przejmujemy się opinią innych?

Jednak mimo to, Jennifer nie ma wielkich powodów do narzekań, ponieważ według Forbesa z rocznymi zarobkami sięgającymi 52 milionów dolarów zajmuje drugie miejsce w rankingu najlepiej zarabiających aktorów za Robertem Downey Jr - bagatela 80 milionów zielonych. Ale ta piękna i piekielnie zdolna dziewczyna jest wyjątkiem, samotną wyspą na tle Hollywood. Kobiety zarabiają w tym świecie mniej. Statystycznie, mniej zarabiają też w innych branżach.

Negocjować trzeba po męskuNegocjować trzeba po męsku (fot. Pexels CCo)

Nad tym problemem pochyliła się też Aleksandra Macon z Vogue. Przyczyn takiej sytuacji poszukuje między innymi w sposobie komunikowania się kobiet w sferze zawodowej. W szczególności ma na myśli deprecjonowanie własnej pracy i brak pewności siebie. Jako przykłady takich zachowań podaje zwroty stosowane w korespondencji służbowej. Chodzi o zaczynanie zdań od „Przepraszam, czy mogę ”, „To może być głupie pytanie, ale ”, „Mogę się mylić, jakkolwiek ”, „Czy to ma sens ...”. Przyznam, że choć pracuję od kilkunastu lat, to nie spotkałam się w służbowych mailach z podobnymi sformułowaniami. Zarówno w firmach prywatnych, jak i podczas pracy w urzędzie. Owszem podczas spotkań zdarza się, że ktoś zaczyna zdanie w ten przepraszający sposób, ewentualnie gdy ktoś dzwoni z jakimś problemem. Ale to sporadyczne przypadki i nie zauważyłam, żeby było to domeną kobiet.

Być może wynika to z faktu, że „na piśmie” bardziej się kontrolujemy, że przed wysłaniem wiadomości czytamy ją dwa razy, żeby upewnić się czy to, co pójdzie w świat ma przysłowiowe ręce i nogi. W języku potocznym i w bezpośrednim kontakcie łatwiej o tego typu podejście. Wątpliwości nie są złe. Świadczą o otwartości umysłu i o tym, że nie uwierają nas klapki na oczach. Sęk w tym, żeby nie sprawiły, że zwątpimy w siebie stawiając się na przegranej pozycji.

Magda Acer

Więcej o: