Czujesz, że musisz być najlepsza? A może wystarczy, że będziesz DOŚĆ doskonała?

Co sprawia, że kobieta nieustająco goni własny ogon: próbuje być najlepsza we wszystkim, wszystkich zadowolić i zawsze znajdzie kogoś, czyje potrzeby są ważniejsze od jej własnych? O tym, między innymi, jest książka Sylwii Kubryńskiej "Kobieta dość doskonała".

„Kobieta dość doskonała” to nie jest przyjemna lektura, choć czyta się wartko. Nie jest przyjemna, bo uświadamia nam - kobietom, jak bardzo jesteśmy od maleńkości sterowane z zewnątrz. Przez społeczne wzorce, cudze wymagania, oczekiwania rodziny - zarówno tej życzliwej nam, jak i nastawionej wrogo (choć pozornie wszystko jest przecież tak pięknie, dygnij!), a także własne wyobrażenia o szczęściu, które wcale niekoniecznie są nasze osobiste. Są raczej wyssane z mlekiem naszej, nie do końca szczęśliwej, bo też tkwiącej w tym bagienku, matki.

Czyli każda z nas / fot. Gosia TchorzewskaCzyli każda z nas / fot. Gosia Tchorzewska

Bohaterka książki Sylwii Kubryńskiej ma na imię Kasia i od kiedy sięga pamięcią ma problem z własną doskonałością. Jakby się nie starała, zawsze dostaje czwórkę z plusem, nie piątkę. Od małego ktoś jej mówi, że coś powinna, a czegoś jej nie wolno - i byłoby wszystko pięknie, gdyby chodziło o prawdziwe, ogólnoludzkie zakazy i nakazy. Tymczasem ona widzi przecież, że chłopcy mogą, a ona nie. Ha, ha! Super, a teraz poprosimy coś nowego, przecież o tym już tyle liter napisano, po co kolejny raz? No właśnie widzicie, o tym nigdy za mało, bo choć tak wiele się zmieniło na przestrzeni kilku pokoleń, to i tak mamy sporo do nadrobienia. A Sylwia Kubryńska sprzedaje to w formie powieści, która wciąga jak dobry kryminał. Bo co i rusz odnajdujemy siebie - w różnych rozkminach, potknięciach i perypetiach Kasi. Musiałam użyć słowa „perypetie” - ono jest takie dziewczyńskie i słodkie, a w zestawieniu z wydarzeniami związanymi z pasmem upokorzeń i brakiem akceptacji - daje to absurdalne poczucie niedopasowania, które jest drugim imieniem bohaterki (i wszystkich dorastających kobiet).

My, dziewczynki, uczymy się od małego różnych zachowań, które - gdy wziąć je pod lupę - wydają się absurdalne. A już na pewno za absurdalne wziąłby je każdy facet, gdyby ktoś mu powiedział, że taki oto zestaw zachowań od dziś ma być w jego dossier. Co zatem należy robić?

- nie reagować na obrazę, bo przecież nie wypada nam, dziewczynom, dać komuś w pysk lub odpysknąć. Jeszcze nam się od tego przekrzywi kokarda, a babcia załamie ręce.

- słuchać, co inni o nas mówią, co myślą - brać to sobie do serca i gnębić się tym nieustająco.

- dążyć do tego, by zadowolić wszystkich dookoła - rodziców, dziadków, ciotki, wujków, nauczycieli, sąsiadów. Zawsze się znajdzie jakaś grupa trzymająca nad nami władzę. Może być to grupa jednoosobowa w postaci: facet. Dążenie do zaspokojeni faceta, to zupełnie osobna kategoria.

- nie wolno pozwalać sobie na chwile słabości, zwątpienia, gorsze dni. Jeśli czujesz, że nie możesz wstać z łóżka, to wstań. Jeszcze ktoś pomyśli, że jesteś jakaś słabsza płeć.

- należy robić to, czego się od nas oczekuje. Jeśli rodzimy dziecko, to otoczenie oczekuje od nas, że nie będziemy darły się wniebogłosy i przełkniemy każde upokorzenie podczas tego, jakże przecież dla nas naturalnego i wyśnionego, bólu. A jeśli kolega klepnie nas po tyłku, to otoczenie oczekuje, że się uśmiechniemy, bo to superżarcik.

- udawać, że się wie, o co chodzi, gdy się nie ma zupełnie pojęcia - bo przyznanie się do niewiedzy może okryć hańbą i ciągnąć się potem latami łatką tej, co czegoś nie wiedziała. (To aż się prosi przesłać pozdrowienia Małgorzacie Halber, która świetnie opisała ten terror wszystko-wiedzenia).

- (wpiszcie sobie co chcecie, ta lista może być nieskończenie długa).

Wszyscy mają prawo do dyrygowania nami, narzucania nam swojej woli. My zaś mamy prawo zachować milczenie i uśmiechać się z wdzięcznością, bo przecież TO WSZYSTKO wynika z troski. Wiem, przesada - powiecie. Ale gdy poddacie analizie różne drobne zachowania, gdy z zakamarków pamięci wydłubiecie wspomnienia różnych upokorzeń z wczesnodziewczęcych, nastoletnich lat - okaże się, że to wszystko zupełnie nieprzejaskrawiona prawda. A to, że dziś, po latach jesteście w nowym, lepszym miejscu zawdzięczacie katorżniczej pracy nad sobą, hektolitrom wylanych w poduszkę łez, gryzieniu się w język i przełykaniu gorzkich pigułek. Jeśli jesteście w nowym, lepszym miejscu, oczywiście. Bo może być tak, że nieśmiało do niego drepczecie. Albo i to nie.

Przez niemal 300 stron dorastamy z Kasią - chciałoby się powiedzieć: typową dziewczyną. Przechodzimy nie tylko przez wszystkie fazy dorastania, ale i przez uniwersalne doświadczenia każdej kobiety. I tu znowu cała lista ciężarów - mniej lub bardziej zabawnych. Zmaganie z własną urodą - porównywanie się do innych, problemy z akceptacją siebie i swojego ciała, deprecjonowanie siebie (czy na komplement umiesz zareagować słowami: dziękuję, wiem? No właśnie, to by przecież była jakaś arogancja, znacznie prościej się jakoś umniejszyć, prawda?), przekonanie, że wszyscy oceniają nas po wyglądzie, że zawsze musimy być świetne, że nie ma miejsca na wkurw.

Kubryńska celnie i lekko opisuje te wszystkie sytuacje, które są nieodłącznym bagażem dojrzewania każdej dziewczyny. Ot, chociażby beznadziejne zakochanie w kimś, kto nas nie chce. Im bardziej nas nie chce, tym bardziej my chcemy, bo przecież - prosta matematyka - w tej sytuacji my chcemy za dwoje. Jeszcze nie jest najgorzej, gdy nas nie chce oficjalnie i w praktyce. Gorzej, gdy w praktyce chce nas jednak tak trochę poużywać - bo nudzi mu się w życiu, w małżeństwie. Tak, znamy takie przypadki, doradzamy koleżankom, by się nie pchały w takie romanse. Cóż, gdy się jest w środku, sytuacja jest zgoła inna.

Nie zadzieraj z kobietą  / fot. Gosia TchorzewskaNie zadzieraj z kobietą / fot. Gosia Tchorzewska

Bohaterka Kasia prowadzi nas więc i przez miłość nieszczęśliwą, bo nieodwzajemnioną, i przez miłość toksyczną, ograniczającą, i przez romans z żonatym, który jest przecież o krok od rozwodu (tylko, że nie). I wreszcie przez miłość właściwą, zdawałoby się zdrową - ale co z tego, skoro skrzywiona przez różne sytuacje bohaterka boi się zaufać w stu procentach? (Ach, życie - chciałoby się powiedzieć). Jest i o macierzyństwie: jak za wcześnie - to źle, jak za późno - też źle. Ale nikt nie wie w sumie, kiedy jest akurat... Jest o problemach z brakiem pracy i z pracą poniżej naszych umiejętności i oczekiwań. O kompleksach, zapomnianych potrzebach. I o tym, co przekazujemy dalej, naszym córkom. Bo niestety jest ogromne prawdopodobieństwo, że zupełnie bezwiednie przekazujemy te same wzorce, które nas od maleńkości uwierają.

Mnóstwo tu smutnych konstatacji do wyłowienia spomiędzy wierszy. Nie umiemy odpuścić i odpocząć, z trudem przychodzi nam myślenie o sobie, zawsze jest ktoś (mężczyzna, dziecko, rodzic?), kogo jesteśmy gotowe postawić na pierwszym miejscu. Najgorsza jest chyba ta, że to my kobiety same sobie robimy najgorzej: same najbardziej krytykujemy (siebie i inne kobiety), same sobie narzucamy niemożliwe do zrealizowania dążenie do błędnie wykreowanej (przez nas same, a przez kogo!?) doskonałości. Bo przecież jesteśmy JUŻ O KROK. Jak pisze Kubryńska:

Kobieta idealna jest perfekcyjną panią domu. Troskliwą żoną i matką. Świetną kucharką. Jest cnotliwa i wierna. Mądra. Niezależna. Piękna i seksowna. Inna. Nie taka jak ja. Ale się staram. Już niedługo nią będę. Jeszcze tylko zrzucę pięć kilo, jeszcze wykupię kurs angielskiego dla dzieci. Basen i rolki. Kurs tańca hiszpańskiego. I wezmę dodatkowy etat.
Jeszcze tylko zrobię dermabrazję. I laserowe usuwanie cellulitu. I wypełnię botoksem zmarszczki. Nauczę się piec trzypiętrowy tort. I gołąbki dla teściowej. I kolorowe kanapki dla dzieci niedojadków. Zrobię karierę, a w domu zaprowadzę perfekcyjny porządek. I znajdę czas dla przyjaciółki, którą rzucił mąż, chociaż tak się starała, zrzuciła pięć kilo, usunęła cellulit, zrobiła dermabrazję, wypełniła zmarszczki, skorygowała owal, robiła gołąbki i kolorowe kanapki dla dzieci niejadków, a z tortu salto mortale”.

Nie potrafisz żonglować i karmić niemowlaka, malując jednocześnie rzęsy i wbijając się w seksowną mini? Na pewno jesteś wystarczająco zdeterminowana, by się nauczyć, no daj spokój! Przecież nie chcesz być chyba zwyczajną sobą?!

Jeśli uda wam się znaleźć czas - w gonitwie codzienności, załatwiania tysięcy spraw (z tego 999 za innych i dla innych) i udowadniania, że "dam rade" - by położyć się i poczytać - potraktujcie tę książkę jako lekturę obowiązkowa. Tę, z której musicie dostać piątkę. Żeby nikogo nie zawieść przysłowiową czwórką z plusem.

[Od Redakcji: najciekawsze listy do redakcji, które wpisują się w tematykę kobiecego dążenia do doskonałości nagrodzimy w najbliższym czasie książkami Sylwii Kubryńskiej "Kobieta dość doskonała". Ci zaś, co chcieliby ją po prostu nabyć: polecamy nasze zaprzyjaźnione Publio.pl - tam akurat promocja dla czytelników Focha.]

Więcej o: