Dlaczego brak miłości czasami jest lepszy niż zła miłość - refleksje po filmie "Pentameron"

"Pentameron? Matteo Garrone, to film, który może was zmusić do myślenia. Choć akacja rozgrywa się w niby-baśniowych światach, to przedstawia bardzo prawdziwe złe relacje międzyludzkie. Może znacie je z własnego (oby nie) życia?

Fot. mat. prasowe

"Pentameron" to zbiór opowieści o baśniowym świecie, który jak się dobrze przyjrzeć, nie różni się tak bardzo od świata realnego. I właśnie na tych podobieństwach zamierzam się skoncentrować.

Królestwo królowej Longtrellis

W pierwszej baśni mamy do czynienia z parą królewską, która bardzo pragnie posiadać potomka, a mieć go nie może. Po latach starań w końcu na dworze pojawia się Nekromanta, który oznajmia, że pomoże w przyjściu na świat królewskiego syna. Pomoc ta będzie wiązała się jednak ze zgodą na pewne poświęcenie ze strony pary. Królowa i król oczywiście zgadzają się na taką ofiarę, nie wiedząc co naprawdę ona znaczy i do czego może w przyszłości doprowadzić...

Salma Hayek, czyli królowa Longtrellis jest jedną z tych matek, które jakby mogły to zamknęłyby swoich synów w złotej klatce. Oczami wyobraźni widzę, jak takie matrony karmią synów piersią do 5 roku życia, wybierają im znajomych, karierę, a na końcu i tak uważają, że syn jest niewdzięcznym bachorem, bo postanowił ułożyć sobie życie po swojemu. Największym wrogiem matron stają się przyjaciele syna i ludzie, których obdarzył uczuciem. W końcu to ONI odbierają mamusi synusia, którego TYLKO ONA rozumie i kocha. Boję się takich kobiet i przeraża mnie, jak potrafią zniszczyć życie swoich własnych dzieci. To nie jest miłość, to jest egoizm w najczystszej postaci.

Matrona taka to również najgorsza teściowa jaką można sobie wyśnić. Na każdym kroku będzie krytykować, robić miny, które wykrzywią jej i tak wredne oblicze, a na końcu - jak nie będziemy patrzeć - to dosypie soli do zupy i nadepnie nam obcasem na nogę.

Fot. mat. prasowe

Pamiętacie jeden z pierwszych filmów Petera Jacksona "Martwica mózgu”? Matka Lionela to taka królowa Longtrellis tylko ładniejsza, młodsza i bardziej żywa niż zombie. Na więcej pochwał mnie nie stać, bo Salma Hayek was nie zachwyci. Oglądając zapowiedzi byłam pewna, że Salma zagra tutaj jakąś ważną rolę, a przynajmniej zagra ją w ciekawy sposób. No cóż, jej aktorstwo w 90% zamyka się w nawoływaniu swojego syna Eliasza. Tym bardziej skojarzenie z matką Lionela mi się nasuwa, tamta też non stop darła się Lioneluuuuu, Lioneluuu.

Królestwo króla Strongcliff

Króla Strongcliff gra Vincent Cassel i na szczęście pokazał on zdecydowanie więcej warsztatu aktorskiego niż jego koleżanka Salma. Może się czepiam, bo jego rola jest bardziej rozbudowana, ale co, mogę sobie puścić focha na Salmę, więc to czynię.

Król Strongcliff to hulaka i bawidamek, który nie przepuści miłosnych uniesień żadnej swojej poddanej. Znudzony jedną z licznych libacji król udał się na spacer, podczas którego, usłyszał przepiękny śpiew. I tadam, od razu zakochuje się w głosie wyobrażając sobie, że stać za nim musi najpiękniejsza kobieta, jaką nosi ziemia. Głos ten tak naprawdę należy do zniszczonej życiem i wiekiem kobiety, która postanawia jednak wykorzystać nadarzającą się okazję i zostaje kochanką króla. Historia ta ma oczywiście drugie dno, a nawet trzecie, ale to już sami ocenicie po obejrzeniu filmu. Mamy tutaj burzliwą opowieść o miłości, pożądaniu, walce z czasem i rodzinie.

Fot. mat. prasowe

Dla mnie wydźwięk tej historii to opowieść o tym, że nic tak nie podnieca jak władza i pieniądze. Dla tych dwóch rzeczy człowiek jest w stanie poświęcić bardzo dużo, a nawet samego siebie. Żyjemy w czasach operacji plastycznych, ale nadal nie wymyślono idealnego serum młodości, które sprawi, że całe życie będziemy jędrni jak dupcia niemowlaka. Jak donoszą sprawdzone źródła, wąchanie niemowlaków również nie zatrzymuje procesu starzenia.

Mam oczywiście świadomość, że reklama wszelkich kwasów, wybielaczy odbytów i innych dziwnych specyfików nakręca spiralę, więc niewykluczone, że ja za jakiś sama czas zacznę rozważać ostrzykiwanie się kwasem hialuronowym. Możliwe, że nawet poczuję chęć wsadzenia twarzy w cement, żeby wygładzić zmarszczki. Chciałabym jednak, żeby ktoś mnie przed tym uratował i powiedział, weź się puknij w to pomarszczone czoło. Chyba nie chcesz swoim wyglądem przypominać lalki, która mogłaby spokojnie występować w horrorach.

Królestwo króla Highhills

To było zdecydowanie moje ulubione królestwo, a to za sprawą pchły. Tak dokładnie pchły i jej przyjaźni z samym królem. Ta część historii była bardzo urocza i chociaż doprowadziła do tragedii to wspominam ją z czułością.

O czym jest ta historia? Król Highills ma na wydaniu jedyną córkę Violet, która bardzo chce wyjść za mąż, za nonem omen księcia z bajki. Król tatuś organizuje dla wszystkich mężczyzn w królestwie turniej. Wygraną jest ręka księżniczki. No i ma za swoje! Turniej wygrywa olbrzymi Ogr, który zabiera Violet do swojej pieczary.

Córeczka tatusia chciała zamku, a dostała grotę w skale. Szkoda dziewczyny, bo zła nie była. Nie wprowadzając was SPECJALNIE w scenariusz powiem tylko, że sporo się dzieje w tej historii. Mamy tutaj krew, łzy, obcięte głowy, no i pchłę.

W historii króla Highills i jego córki, tak jak wspomniałam najbardziej podobała mi się opowieść o przyjaźni człowieka z pchłą, ale chyba bardziej chodziło tutaj o związek ojca z córką. W przyjaźni króla i pchły była tajemnica, była miłość i silne emocje. To trochę jak z tym, że śmiejemy się z polskich seriali tasiemców, ale jak nikt nie widzi to z wypiekami na twarzy śledzimy losy rodzin z TVP, TVN czy Polsatu.

Relacja ojca z córką, która dostaje wszystko co chce w zamian za posłuszeństwo i brak własnego zdania, to nie tylko sytuacja z królewskich domów. W miejsce miłości wystarczy wstawić kartę kredytową i to ma wszystko załatwić. Dziecko, które ma spełniać marzenia rodziców jest w gruncie rzeczy nieszczęśliwym dzieckiem. Jeżeli to jest powód, dla którego chcemy mieć dziecko, to może lepiej ulepmy sobie ludzika z modeliny albo pobawmy się lalkami, one uczuć nie mają.

Lojalnie ostrzegam, że film nie jest dla każdego. Jeżeli lubisz wybuchy, efekty specjalne czy szybkie samochody, to tego nie dostaniesz. Natomiast, jeśli chcesz wrócić do świata baśni, które czytano ci w dzieciństwie to "Pentameron” jest dla ciebie. Trzeba mieć jednak świadomość, że więcej tutaj mroku niż w Kubusiu Puchatku, więc nie zabieraj dziecka do kina - to taka moja luźna sugestia.

Więcej o: