Analiza SWOT - stosuję ją też w życiu codziennym

Są rzeczy na studiach, które przydają się w pracy zawodowej, a czasem nawet w zwykłym życiu. Jak analiza SWOT, która pozwala porządkować informacje i określić słabe i mocne strony danej sprawy. Ja używam jej ciągle!

matematykaMiłość w świecie liczb /fot. Magda Acer

Od małego lubiłam wszystko przeliczać i analizować. Roztrząsać wszelkie za i przeciw. Sumowałam cyfry z numerów rejestracyjnych samochodów i numerów seryjnych Ikarusów. Znajdowałam ukryte porządki i rytmy w alejach drzew. Lubiłam doszukiwać się najróżniejszych prawidłowości w kombinacjach cyfr z kodów kreskowych i datach urodzin. Z radością rozwiązywałam zadania z rachunku prawdopodobieństwa. Dlatego kiedy poznałam pakiet Office, szalenie spodobał mi się porządek i możliwości pracy z liczbami, które daje Excel. Nieomylny, doskonały, bez pretensji i bez fochów, posłusznie wykonywał wszelkie polecenia. Sortował, wyciągał średnie, porządkował dane w tabelach przestawnych. Czysta poezja. Później gorącym uczuciem obdarzyłam analizę SWOT.

Poznałam ją na studiach. I była to przyjaźń od pierwszego wejrzenia. Do tego wszystkiego miałam wrażenie, że znam ją od lat. Dla tych, którzy nie są zorientowani, wyjaśnię, że to metoda polegająca na uporządkowaniu informacji na temat danej sprawy/zagadnienia według odpowiedniego klucza. Chodzi o zdefiniowanie słabych i mocnych stron oraz określenie potencjalnych szans i zagrożeń. Przy czym słabe i mocne strony są czynnikami wewnętrznymi, natomiast szanse i zagrożenia to uwarunkowania płynący z zewnątrz. Analiza określa aspekty, które mogą pomóc w realizacji celów lub pozwala zdefiniować przeszkody, które należy przezwyciężyć jeśli chcemy osiągnąć pożądany cel. Korzystaliśmy z niej na zajęciach z projektowania i planowania przestrzennego. Później okazało się, że jest bardzo przydatna w pracy zawodowej.

chemiaChemia też się przydaje /fot. Magda Acer

Kiedyś myślałam, że na studiach człowiek uczy się mnóstwa rzeczy, które będą kompletnie nieprzydatne w późniejszym życiu. Trzeba poczuć się jak wielkie sito, które filtruje tylko perły wiedzy praktycznej. Trzeba się z tym zderzyć i pogodzić zaciskając zęby. Zwłaszcza na pierwszym roku. Student zdobywa i gromadzi czasowo w mózgu mnóstwo informacji i danych na potrzeby zaliczenia kolejnego egzaminu. Aby jak mówi słynna studencka triada: zakuć, zaliczyć, zapomnieć. Tymczasem okazało się, że mechanizmy budowy macierzy analizy są powszechnie wykorzystywane na etapie projektowania, podejmowania decyzji oraz podczas tworzenia nowych procesów. Tym bardziej cieszyłam się, że podczas pięciu lat, (fascynujących na marginesie) studiów nauczyłam się czegoś, co jest przydatne w pracy zawodowej, niekoniecznie skoligaconej w linii prostej z kierunkiem studiów.

Mechanizmy i narzędzia przydatne w pracy można z powodzeniem wykorzystywać w życiu codziennym. Jeden ze znajomych pielęgnuje tabelkę w Excelu, w której wpisuje informacje na temat litrów zatankowanego paliwa, na poszczególnych stacjach benzynowych, cenę oraz liczbę kilometrów przejechanych na jednym baku. I tak od kilku lat prowadzi ranking stacji benzynowych w swojej okolicy. Można powiedzieć, że to przesada, że fanaberia, ale ja to rozumiem. Rozumiem tę potrzebę segregowania i porządkowania istotnych danych. A dla kierowcy cena paliwa jest istotna. Koleżanka prowadzi rejestr wszystkich wydatków, dzięki temu udało jej się zapanować nad domowym budżetem i zacząć oszczędzać. Przyznam, że też kiedyś zaczęłam prowadzić takie zestawienia, ale po dwóch miesiącach poddałam się. Wymagało to ode mnie zbyt dużej dyscypliny.

Za to z powodzeniem korzystam z analizy SWOT na co dzień, na przykład na zakupach. Takiej mocno uproszczonej, bez szczegółowego przypisywania wag ryzyka. Korzystam z niej zwłaszcza przy zakupach mogących znacznie obciążyć domowy budżet. Tak, chodzi tu też o buty, dla których mam wiele matczynych uczuć i wiele sierotek chciałabym adoptować. Racjonalna część mnie analizuje wtedy sytuację: tak, te buty są piękne, przeboskie i pęcina prezentuje się w nich doskonale. Ale mają bardzo wysoki obcas i generalnie nie nadają się do chodzenia. Czyli, że będę mogła w nich tylko podejść do alkowy i wygodnie się tam ułożyć, o ile nie przewrócę się w nich wcześniej spektakularnie. Bo jak wiadomo stumilowa szpilka to zagrożenie złamaniem kończyny. No i nie kupiłam.

butyZaopiekuję się wszystkimi /fot. Magda Acer

Z analizy skorzystałam również przy podejmowaniu decyzji o wyjeździe ze znajomymi oraz ich dziećmi na wspólne wakacje. Znajomi są super, znamy się od lat jak łyse konie, ale nasze dzieci za sobą nie przepadają, mówiąc eufemistycznie. Po ostatnim wspólnym wyjeździe przez jakiś czas nie odzywaliśmy się do siebie. Spotykamy się, ale tylko w gronie doroślaków.

A tak w ogóle, to po iluś tam latach od ukończenia studiów, doszłam do wniosku, że nie ma wiedzy bezużytecznej, wszystko może się kiedyś przydać. W najmniej spodziewanym momencie. I bez obawy, nie będę was pytać o to, czy lubicie Excela, to przecież oczywiste.

Magda Acer

Więcej o: