Kobiety są niewolnicami makijażu? Mam zgoła odmienne poglądy!

Czy kobiety muszą się malować? Oczywiście, że nie. Podobnie jak nie muszą relaksować się oglądając filmy, czytając książki, czy rozładowywać negatywne emocje uprawiając sport. Ale mogą. Dlaczego więc krytykować akurat ten sposób?

Mogę się malować, więc to robię! (fot. Pexels.com CC0)Mogę się malować, więc to robię! (fot. Pexels.com CC0)

Po co kobiety się malują? Nie ma jednej odpowiedzi na to pytanie. Niektóre panie mówią, że robią to, aby ukryć mankamenty swojej urody oraz żeby wyglądać estetycznie. Inne twierdzą, że bez makijażu czują się niekompletne. Jeszcze inne, że makijaż dodaje im pewności siebie. Są też kobiety, które mówią wprost, że lubią eksperymentować ze swoim wizerunkiem, że malowanie twarzy pozwala im wchodzić w coraz to nowe role (w których zmienia się nie tylko ich wygląd, ale i sposób zachowania). Niektóre używają makijażu, aby wyrazić swój nastrój, emocje a nawet światopogląd.

Przeciwniczki makijażu odbijają piłeczkę: „czy wygląd zewnętrzny jest naprawdę aż tak ważny, żeby się szpachlować i ukrywać pod warstwą kosmetyków?”, „są inne sposoby na wyrażanie swojej osobowości, czy światopoglądu niż makijaż”, „czy naprawdę macie tak niskie poczucie swojej wartości, że musicie się malować, aby czuć się pewnie?!”

Czy istnieje Czy istnieje "piękno naturalne" bez poprawek? (fot. ML)

Lubię się malować. Mój makijaż zmienia się nie tyle w zależności od mojego nastroju, co od pory roku, czasu, jaki mam do dyspozycji na swoje przyjemności (bo dla mnie wykonanie makijażu jest przyjemnością), okazji. Mam swoją wersję minimum, która ma jedynie zatuszować drobne niedoskonałości (i od razu wyjaśniam, ponieważ spotkałam się już kiedyś z krytyką takiego podejścia do makijażu - użycie makijażu do retuszu nie oznacza zastąpienia nim pielęgnacji cery). Mam też wersję maksimum, która w moim wydaniu jest i tak dość skromna, bo nie lubię na sobie przesadnie kolorowych i mocnych makijaży (choć z przyjemnością oglądam je u innych). Nie jestem radykalna w swoim podejściu do makijażu - nie twierdzę, że przykrycie twarzy produktami, choćby miał by być tylko fluid, korektor, czy puder jest niezbędne, aby pokazać się światu. Co prawda speszyła mnie kiedyś opinia pewnej wizażystki, która z niesmakiem opowiadała o dziewczynie, siedzącej obok niej w autobusie. Otóż, dziewczyna była abnegatką - nieświeże włosy, brudne paznokcie, „naga twarz”. Ta „naga twarz” z wyeksponowanymi niedoskonałościami i nierównym kolorem stała się głównym powodem krytyki wizażystki. Tak, poczułam się pośrednio zbesztana, bo ja też wychodzę czasem z domu z „nagą twarzą”, na której widać przebarwienia, cienie pod oczami, może nawet zaskórniki. Czy martwi mnie to, że ranię czyjeś poczucie estetyki? Nie. Gorzej, że ranię własne poczucie estetyki. I dlatego wolę się malować.

Odważasz się malować? A może to makijaż sprawia, że stajesz się odważna? (fot. ML)Zawsze jesteś odważna? A może to makijaż sprawia, że stajesz się odważna? (fot. ML)

Lisa Eldridge, znana wizażystka (którą uwielbiam bezgranicznie, podobnie jak tworzone przez nią makijaże) mówi, że doświadczenia zebrane podczas dwudziestu (!) lat pracy zawodowej pozwala jej stwierdzić ponad wszelką wątpliwość, że kobiety malują się dla samych siebie. To bardzo ciekawe spostrzeżenie, choć mocno kontrowersyjne na tle historii makijażu. Przeciwnicy makijażu twierdzą przecież (i poniekąd mają rację), że makijaż był (i jest nadal) elementem sztuki uwodzenia. Wymalowane rumieńce na policzkach miały świadczyć o witalności, zdrowiu, płodności, czerwień ust o zmysłowości i gotowości na erotyczną przygodę, spojrzenie rzucane spod wyraźnie zaznaczonych rzęs miało przyciągać uwagę... Tymczasem Lisa w swojej książce "Face Paint: The Story of Makeup", porównuje makijaż do malowanych na ciele barw wojennych i symboli plemiennych, które mają dodać kobiecie siły i odwagi w zmaganiach się z trudnymi sytuacjami.

Oczywiście, makijaż jest kobiecym narzędziem manipulacji (ale jest nim również BRAK makijażu). Makijaż może być maską, którą zakładamy z przyczyn tylko sobie znanych, aby ukryć coś przed światem. Może być także bronią, której używamy, aby coś zdobyć - chociażby zainteresowanie czy podziw.

Można by pomyśleć, że we współczesnym świecie kobiety stały się niewolnicami makijażu. Od najmłodszych lat przedstawia się dziewczynkom wizerunki umalowanych bohaterek - w filmach, na ilustracjach. Ba, nawet lalki mają swoje makijaże. Czy to „choroba cywilizacyjna”? Ależ skąd, jak świat stary kobiety szły przez życie pod rękę z makijażem. Tylko dawniej był on owiany pewnego rodzaju tajemnicą. Działy urody prezentujące w kolorowych pismach zestawy produktów do wykonania makijażu są stosunkowo nowym „wynalazkiem”. Łatwość dostępu do produktów do makijażu sprawiła, że dawna domena władczyń, aktorek i kobiet upadłych (ciekawy zestaw swoją drogą) stała się powszechnie dostępna. Do tego stopnia, że w dzisiejszych czasach twarz bez makijażu jest sensacją (szczególnie, jeśli to sławne kobiety pojawiają się saute).

Również „naturalne piękno” straciło swoja bezwzględną wartość i w dzisiejszym świecie potrzebuje poprawek (wykonywanych za pomocą kosmetyków kolorowych). Jak powiedział Calvin Klein: "najlepszy wygląd, to wygląd naturalny, ale makijaż jest niezbędny, aby go uzyskać”. Również Bobbi Brown, wielka promotorka „naturalnego piękna”, uwydatnia je za pomocą makijażu. I przyznam szczerze, że kiedy patrzę na metamorfozy nastolatek jej pędzla, nie mam wątpliwości - odrobina makijażu nie jest niczym złym. Dziewczyny, które biorą udział w metamorfozach są śliczne, pełne uroku. Ale dopiero makijaż sprawia, że stają się bardziej „gładkie”, bardziej wyraziste, ale też bardziej plastikowe!

Tak, to jest chyba sedno sprawy - makijaż zbliża nas do wyidealizowanego wizerunku. Pozwala nam mieć idealny, równomierny, zdrowy kolor skóry, idealny kształt twarzy, perfekcyjny kształtu oczy osłonięte doskonale gęstymi i długimi rzęsami, wyraziste i pełne usta. Tylko czy kobiety muszą wyglądać w każdej sytuacji idealnie, jak księżniczki z bajek Disneya? Nie, nie muszą. Żadna kobieta nie musi, jeśli nie chce. „Upiększanie się” nie ma nic wspólnego z niewolnictwem, chociaż są osoby, które próbują je do tego sprowadzić. Jest wyborem. I tego wyboru nikt nam nie ma prawa narzucić, ale też nikt nie ma prawa go dyskredytować.

Przyjemność czy przykry obowiązek - czym jest dla ciebie malowanie się? (fot. ML)Przyjemność czy przykry obowiązek - czym jest dla ciebie malowanie się? (fot. ML)

Więcej o: