Złap faceta na dziecko! Nie, to nie jest scenariusz telenoweli. To się dzieje naprawdę

Internet kipi od porad w stylu - sto sposobów, żeby złapać faceta na dziecko. Po co? Żeby już nie być singielką i mieć koło siebie wspaniałego mężczyznę i dziecko, a w perspektywie to nawet gromadkę. Niewiarygodne, ale wciąż są kobiety, które tak chcą żyć.

I żebyś mnie nie opuścił aż do śmierci, zrobię sobie z tobą dziecko (fot. Unsplash.com CC0)I żebyś mnie nie opuścił aż do śmierci, zrobię sobie z tobą dziecko (fot. Unsplash.com CC0)

Kolejny już raz natykam się na artykuł o tym, jak to kobiety łapią facetów na dziecko. I jestem przerażona, bo za każdym razem opisywane historie kończą się szczęśliwie. Tym bardziej przeraża mnie fakt, że takie artykuły pojawiają się na portalach dla rodziców. Jakby to był kolejny, wcale nie nowy, wspaniały sposób na założenie rodziny. Schemat jest idiotycznie prosty. On na wieść o ciąży skacze z radości, a ona jest szczęśliwa, bo wreszcie będą mieli bobaska. Normalnie żyli długo i szczęśliwie i mieli liczne potomstwo. Ona zaliczyła awans społeczny, on za to zyskał wspaniałą i wierną partnerkę. I nie jest to bajka o Kopciuszku dla dziewczynek w wieku (umysłowym) lat siedmiu.

Mnie brakuje historii udowadniających, że finał może nie być cukierkowy. Wiem, że dziewczynom trudno przyznać się, że próbowały złapać faceta na dziecko, ale im nie wyszło. I zostały samotnymi matkami, którym ci ojcowie płacą niewielkie alimenty, a może w ogóle żadnych nie płacą. System alimentacyjny i jego egzekwowanie w Polsce działa jak działa. A do porażki przyznać się o wiele trudniej, nawet przed samą sobą, a co dopiero opowiedzieć dziennikarce albo blogerce.

Nie zawsze przecież mężczyzna ma ochotę uczestniczyć w wychowaniu takiego podstępnie poczętego dziecka. Bo czy nie jest podstępem przekładanie nasienia z prezerwatywy do pochwy i podniesienie nóg, żeby zwiększyć szanse na zapłodnienie? Wiem, wiem, że każdy stosunek to prawdopodobieństwo zajścia w ciążę, że odpowiedzialność jest zawsze po obu stronach, że do tanga trzeba dwojga. Tylko jakoś czuję, że jest to strasznie nieuczciwy taniec, w którym jedna ze stron jest traktowana przedmiotowo. Nie wiem, czy dziewczyny, które mają chytry plan zdobycia faceta przez brzuch (wbrew jego woli dodajmy) są świadome, że on naprawdę może nie chcieć mieć dzieci. Być może na razie. Że czasem warto zaczekać rok czy dwa albo zmienić partnera, żeby się nie tylko związek nie rozkleił, ale także żeby nie zostać samotną matką. Taką całkiem samotną, bez weekendowego tatusia nawet.

Bo bycie samotną matką nie jest czymś wymarzonym. Bo samotnej matce cholernie trudno pogodzić pracę zawodową z macierzyństwem, szczególnie jak jest gdzieś daleko od rodziców, którzy mogliby jej pomóc. Stanie za ladą od rana do wieczora może okazać się dużo łatwiejsze, niż stanie za ladą od rana do wieczora ze świadomością, że czeka na ciebie samotne dziecko. Bo rozterki - wydać alimenty na dziecko, czy może jednak na ogrzewanie zimą, są bardzo dramatycznym wyborem.

I chyba żadna z tych dziewczyn nie chce stanąć przed mężczyzną życia, którego dziecko nosi i usłyszeć, że może jednak aborcja to jest świetne rozwiązanie. Jeżeli kobieta chce złapać kogoś na dziecko, niewątpliwie nie zakłada z góry terminacji ciąży. Pomijając nawet fakt, że jest to nielegalne i w wielu kobietach, także w przypadkach skrajnych, budzi wątpliwości etyczne. Czy artykuły o tym, że on podskoczył z radości na wieść o ciąży, w ogóle dają dziewczynom do myślenia? Wzbudzają choć cień wątpliwości, że to dobry plan?

Dlaczego tak mało pisze się o tym, że oprócz mężczyzny, który staje w sytuacji trudnego wyboru, będzie jeszcze kolejny mały człowiek, ponoszący konsekwencję zachowania swojej matki przez dużą część życia. I że są dziadkowie z całym wachlarzem uczuć i w razie czego z odpowiedzialnością finansową. W mojej opinii taka postawa jest najzwyczajniej egoistyczna. Hmmm, no tak - ale przecież facet nie wiedział, że to było specjalnie, to czym niby się przejmować? A jakby coś poszło nie po jej myśli, to co powie dziecku o ojcu? Będzie szacunek czy raczej spora doza nienawiści?

Trudno się potem dziwić mężczyznom (wbrew obiegowej opinii oni też czytają portale kobiece), że nie są chętni zakładać rodziny i zwlekają z decyzją, głowią się bowiem czy dziewczyna wybrała ich właśnie, czy może zasobny portfel albo awans społeczny. I czy naprawdę chce mieć potomstwo, bo jest na to gotowa, czy może ma taki plan, żeby znowu nie być singielką czy też tam, skąd pochodzi, starą panną. I żeby nie wrócić do swojej mniejszej miejscowości i nie stać za ladą sklepu u ciotki. I czy ciąża jest przypadkiem jednym na sto, czy raczej jej wyrachowaną grą.

Nie widzę nic złego ani w tym, że dziewczyny chcą mieć dzieci - niech mają ich nawet kilkoro. Ani w tym też nie widzę nic złego, że chcą zmienić swoje życie. Tylko czy naprawdę taka zaaranżowana nieuczciwie ciąża to jest najlepsza droga, żeby osiągnąć swój cel?

Nie chodzi mi o to, żeby skrajnie potępiać te kobiety. Nie chcę nikogo piętnować, nie czuję się wyrocznią. Widzę tak wiele różnych możliwych motywacji, które nimi kierowały. Od skrajnej samotności i totalnej beznadziei po hormonalną głupawkę i tykający zegar biologiczny. Jednak za każdym razem gdy czytam artykuł, jakie to cudne tak złapać na ciążę i jacy oni szczęśliwi, to myślę, że takie happy endy są tylko w polskich komediach romantycznych...

Więcej o: