Prawdziwego mężczyznę (ale także prawdziwą kobietę) poznaje się po tym, jak kończy

Leszek Miller nie skończył najlepiej. Cóż, Sejm poradzi sobie bez niego. Ale spróbujmy najsłynniejszy z jego szowinistycznych bon-motów potraktować jako zachętę dla nas i dla naszych facetów, żeby ?kończyć? pięknie.

The end wcale nie taki prosty

Każda para ma swój sekretny rytuał. Niektórzy po seksie biegną do łazienki, inni włączają telewizję, czasem sięga się pod czipsy, innym razem po coś mocniejszego. Chyba że jest grana opcja: „odwracam się na drugi bok i zaczynam chrapać”, dopuszczalna za obopólną zgodą, choć raczej tylko w długich związkach. Zdaniem Lindy reguły dobrego wychowania obejmują także seks na jedną noc z wybrankiem z Tindera, szybki numerek z najlepszym przyjacielem czy przypadkową akcję z eks. Co zrobić, żeby było miło także PO? Oto taki mały poradniczek postkoitalnego savoir-vivre'u, który potraktujcie jako drogowskaz, ale nie ze śmiertelną powagą.

Jasne, że można wyjść po angielsku, w popłochu porzucając dowody zbrodni w postaci bielizny. Można też bąknąć pod nosem: „żona czeka z kolacją” albo zażądać od gospodarza room service. Ale po co zacierać dobre wrażenie? Gdy seks nas zbliżył, nie oddalajmy się, tylko skorzystajmy z okazji, że ktoś widział nas już nago, więc można pogadać nawet o pierwszej miesiączce, pierwszym piciu i pierwszych zmarszczkach. Gdy kochankowie są przypadkowi, trudno zacząć rozmowę o meczu ulubionej drużyny, bo można strzelić samobója, albo zanotować listę zakupów na następny dzień, bo następnego (wspólnego) dnia może nie być. Ale każdy może zrobić coś, żeby partner czuł się potrzebny, chociaż już nie tak nieodzowny jak w chwilach rozkoszy.

Zacznijmy od zapytania osoby obok o komfort termiczny. Nie każdy wytrzyma podkręcone na piątkę kaloryfery albo przyjemny przewiew przy temperaturze minus 10 stopni. Potem do rozważenia jest kwestia napojów i przekąsek: kawa czy herbata to wersja minimum, ale żeby kochanek nie poczuł się jak w barze szybkiej obsługi, przyda się schłodzone wino w lodówce, świeżo wyciskany sok pomarańczowy albo smoothie na odzyskanie sił. Menu powinno być skromne, ale pieczołowicie skomponowane. Kromka ze smalcem nie jest dobrym pomysłem, bo potłuści pościel. Lekka sałatka nie przywróci sił strudzonym kochankom. Może spaghetti prowokujące do romantycznych uniesień a la Zuzia i Hultaj albo margherita z tej małej pizzerii na rogu?

Potem dobrze przedstawić szeroki wachlarz możliwości: lekka rozmowa kontra maraton filmowy, nocny spacer albo kulturalna drzemka, bo rano do pracy. Jeśli nie ma w tym temacie zgody, można negocjować. Przydaje się wtedy pies albo kot do pogłaskania, filmik na YouTubie do pośmiania albo wspólny znajomy do obgadania. To już może być początek pięknej przyjaźni. Warto jeszcze kurtuazyjnie zapytać o to, po której stronie łóżka kto lubi spać, na którą nastawić budzik i co na śniadanie.

Rano postępujemy analogicznie: uzgadniamy, kto pierwszy do łazienki, na twardo czy sadzone, kto pierwszy do kogo dzwoni, jeśli znajomość ma być kontynuowana. Może to i staroświeckie, ale Linda uważa, że nawet najbardziej szczera komunikacja (zalicza się do niej przesunięcie w prawo na Tinderze, „u ciebie czy u mnie, mała” rzucone na imprezie czy porozumiewawcze spojrzenie na sypialnię rzucone przez przepracowanego męża) wymaga odrobiny kurtuazji, zwłaszcza gdy bebechy uczuć są na wierzchu (a zazwyczaj w sytuacjach okołoseksualnych bebechom zdarza się ujrzeć światło dzienne).

Możecie potraktować praktyczny poradnik Lindy z przymrużeniem oka, jak niektóre ze staroświeckich przykazań Kamyczka. Ale nie warto zapominać, że nie przeistoczymy się z kochanka w partnera, uciekając z łoża miłości o trzeciej nad ranem, zapijając nietrafione decyzje wódką albo opowiadając, że w łóżku lepiej było tydzień temu z kimś zupełnie innym. Nawet jeśli osoby, z którą spędziło się piętnaście minut, noc albo noc i poranek, nie spotka się w życiu nigdy więcej, po jakimś czasie bardziej pamięta się, czy do kawy było mleko, a nie to, ile było stęknięć na minutę, a to czy ktoś pamiętał twoje imię staje się ważniejsze od twardości mięśni. Cóż może to czułostkowe, prozaiczne i staroświeckie. Linda tak już ma, że kochanek musi być przede wszystkim człowiekiem. Z czystą pościelą, dobrym słowem i gorącą kawą. Bo seks bez żadnych zobowiązań - bez jaj, troski i uśmiechu - można też uprawiać z ręką, wibratorem i dmuchaną lalką.

Więcej o: