8 książek, które zniszczą dziecięcą wrażliwość, czyli poczytaj mi mamo, ale zmień zakończenie

Mówi się, że Polacy to naród ponury, nieufny i z opróżnionymi do połowy szklankami. Nic dziwnego, wystarczy spojrzeć, czym nasiąkamy za młodu. Oto ranking książek, które mogą zaowocować trwałym obrzydzeniem do literatury.

Domowe czytanie lektur w idealnym świecie (fot. Pexels.com CC0)Domowe czytanie lektur w idealnym świecie (fot. Pexels.com CC0)

Kupiłam ostatnio trzyletniej córce zbiór „Brzechwa dzieciom”. Wydanie eleganckie, Nasza Księgarnia, niech się dziecko zapoznaje z klasyką, a nie tylko kucyki Pony na przemian ze szwedzkimi książeczkami o Findusie i Pettsonie. Z zapałem zabrałam się do lektury, po dwóch minutach wycofywałam się rakiem, tłumacząc zapłakanej dziewczynce, że Kaczka Dziwaczka WCALE nie została upieczona w buraczkach przez kucharza, tylko przebrała się za zająca, cały czas ŻYJE i ma się ŚWIETNIE, no, to teraz poczytamy coś innego, ha ha!

Powiecie: nie ma się co rozczulać, życie to nie bajka, codziennie zjadamy zwierzęta. Zgoda. Ale uderzyła mnie pewna niestosowność wierszyka: oto bohaterka, z której podśmiewamy się z sympatią, zostaje zabita i upieczona. I z tego też mamy się śmiać. To trochę inny rodzaj okrucieństwa niż w klasycznych baśniach, gdzie, nie oszukujmy się, zdarzają się paskudne historie - a to ucięta pięta w krwawym pantofelku, a to wydziobane oczy, księżniczka ugotowana w kąpieli przez zazdrosną teściową, kosteczki zamordowanego dziecka upominające się o sprawiedliwość. Baśnie mają jednak inną, głębszą funkcję. Bruno Bettelheim, psycholog, psychoanalityk szkoły freudowskiej i pedagog, w monumentalnym dziele „Cudowne i pożyteczne. O znaczeniach i wartościach baśni” mówi, że dzieci potrzebują najbardziej tych elementów, które dorosłym wydają się zbyt krwawe, przerażające i które niesłusznie usuwamy z baśni, pozbawiając je terapeutycznej mocy. Dzieci rozumieją skomplikowany system symboliczny, zawarty w baśniach, odwołujący się do zbiorowej podświadomości, dlatego są w stanie przepracować wewnętrzne, nieuświadomione nawet do końca konflikty zanurzając się w świat opowieści i przekładając własne przerażenie niektórymi aspektami życia na straszne losy bohaterów.

Inaczej funkcjonują natomiast opowieści zanurzone w codzienności i odwzorowujące ją, pozbawione skomplikowanego szkieletu strukturalnego baśni. Pal sześć nieszczęsną Kaczkę Dziwaczkę, katalizator bolesnej rozmowy o zjadaniu zwierząt przez ludzi. Ale taki kanon lektur szkolnych dla klas IV-VI Pamiętacie te wesołe książki? Bo ja tak, aż za dobrze.

1. „Janko Muzykant” Henryka Sienkiewicza

Nowela, w której niezbyt rozgarnięte wiejskie dziecko ma ochotę zagrać na skrzypcach, za co zostaje zatłuczone na śmierć przez dworskiego służącego. Pytanie za sto punktów: jaki z tego morał dla dziesięciolatków? Nie dotykać skrzypiec? Skrzypce dla każdego? A może opowiedzieć o Jakubie Szeli, dać panom do wiwatu i zaprowadzić dyktaturę ludu? Nie mam pojęcia.

2. „Antek” Bolesława Prusa

Nowela, w której niezbyt rozgarnięte wiejskie dziecko... A nie, wróć. Czy ktoś pamięta z „Antka” cokolwiek poza zapakowaną do pieca w celach leczniczych Rozalką, upieczoną na śmierć? Nie? Znakomicie, dziękuję bardzo. To by było tyle, jeżeli chodzi o ważną rolę tego utworu w kształtowaniu młodych umysłów. Chociaż w sumie chciałabym dziś „Antka” pokazywać niektórym młodym rodzicom, z dodatkowo wdrukowanym mottem: „Medycyna a nie zabobony, głupcy”.

3. „Nasza szkapa” Marii Konopnickiej

Nowela, w której biedne miejskie dzieci opowiadają o swoim ciężkim losie znanej z widzenia autorce. Temu uroczemu obrazkowi rodzajowemu towarzyszy, w roli niemego świadka, ukochany przez dzieci koń, który na co dzień ciągnie wóz ojca trudniącego się piaskarstwem. Ale ojciec właśnie stracił pracę. Pytanie dla małych bystrzaków: jak długo pożyje jeszcze sporo jedząca, nieprzydatna szkapa?

W zakończeniu sekcji „nowele” pragnę powiedzieć wyraźnie: Konopnicka, Prus i Sienkiewicz nie kierowali ww. książek do dzieci. Mieli je czytać dorośli - a następnie ogarnąć się i urządzić świat tak, żeby dzieci nie marły jak muchy. Nie wiem, jaki geniusz przed laty wpadł na pomysł wpisania tych utworów, najwyraźniej na zawsze, do kanonu lektur. Krótkie - znaczy dla dzieci?! Naprawdę nie wiem. Ale skoro już jesteśmy przy klasykach, to dla najmłodszych jest przecież...

4. „O krasnoludkach i sierotce Marysi” Marii Konopnickiej

Wiecie co? To nie jest zbyt wesoła opowieść. Chłopska bieda, zaniedbane dzieci, matka, która umiera ze świadomością, że jej ukochana córeczka będzie poniewierała się po obcych domach, niechciana przez nikogo. Na to wszystko, jak plasterek na ropiejącą ranę, krasnoludki. Dzięki Mario, dobra robota! Plus jest taki, że dzieci i tak tego nie przeczytają, gdyż poetyckiej, stylizowanej frazy Konopnickiej nie da się rozszyfrować. Ja ledwo daję radę, a dalibóg, oj dana, mam 33 lata i dyplom z kultury polskiej.

5. „Chłopcy z Placu Broni” Ferenca Molnara

Kolejna rzecz na czasie i potrzebna dziesięciolatkom: jak bronić ojczyzny, a nawet za nią zginąć (dla ułatwienia: ojczyznę symbolizuje plac. Nadal nie wiem, co symbolizuje żucie kitu). Wiadomo, Polak Węgier, dwa bratanki. I w sumie może tutaj przerwę, bo jednak zabrzmiało to przerażająco aktualnie. Powiem tylko, że dzięki tej książce przepłakałam gorzko kilka niegroźnych infekcji przekonana, że oto umieram jak Nemeczek, a mama ukrywa przede mną zaczerwienione oczy i straszliwą prawdę. Dziękuję, podstawówko!

6. „Pinokio” Carlo Collodiego

Uroczy drewniany pajacyk, Walt Disney przedstawia w technikolorze i ojeeeej, na koniec staje się prawdziwym chłopcem. Skoro tak to widzicie, to polecam oryginalny tekst, niedawno ukazało się w wydawnictwie Media Rodzina odświeżone wydanie „Pinokia” w tłumaczeniu Jarosława Mikołajewskiego i z ilustracjami Roberto Innocentiego. Jest tam między innymi pokrzepiająca scena, w której Kot i Lis wieszają pajaca na szubienicy, ale nie chce im się czekać, aż się udusi, więc sobie idą. A pamiętacie, jak Pinokio i jego kolega Knotek zostali zamienieni w osły? Pinokio wrócił do własnej postaci, a Knotek? No cóż, zaharował się na śmierć pod batem włoskiego wieśniaka. HA HA. Dobranoc, córeczko, słodkich snów. Teraz już wiesz, że trzeba słuchać mamy, prawda?

Trochę ściema (fot. Wikicommons CC0)Trochę ściema (fot. Wikicommons CC0)

7. Hans Christian Andersen

Nie zapomniałam o tobie, koleżko. Paradoksalnie, baśnie Andersena to nie baśnie, a literatura piękna. Baśnie w klasycznym rozumieniu są utrwalonymi (zapisanymi) podaniami, przekazywanymi w ramach kultury oralnej. Do tej tradycji należą zbiory braci Grimm, którzy, zgodnie z romantyczną modą na ludowość, latami uganiali się po wioskach, zbierając materiały i potem poddając je obróbce.

Przyjemniaczek (fot. Wikicommons CC0)Przyjemniaczek (fot. Wikicommons CC0)

Andersen natomiast wymyślił wszystko sam, niestety. Nie ma dla niego usprawiedliwienia. Mała Syrena - nie dość, że zamieniła się w morską pianę, to jeszcze utraciła duszę. Dziewczynka z zapałkami - bieda, bieda, a na deser śmierć poprzez zamarznięcie. Brzydkie kaczątko wyrosło wprawdzie na łabędzia, ale powiedzmy sobie szczerze, to trudne dzieciństwo nie pozostanie bez konsekwencji dla jego psychicznej równowagi. Inne ukochane postaci: matka, której Śmierć zabiera oczy w zamian za życie dziecka, dziewczynka, która podeptała chleb i bochenek przyrósł jej do stóp, matka, która kopie paznokciami grób dla zmarłego niemowlęcia, misjonarz zamordowany przez Córkę Króla Błot, wyrzucona na śmietnik choinka Na polskie dzieci z lat 80. czyhała dodatkowa przykrość w postaci trzytomowego wydania „Baśni” pod egidą Państwowego Instytutu Wydawniczego. Wspomnienie czarno-fioletowych okładek i ilustracji Strumiłły, Stannego i Jaworowskiego powoduje, że do tej pory mentalnie moczę łóżko.

Ariel dla dorosłych (fot. Wikicommons CC0)Ariel dla dorosłych (fot. Wikicommons CC0)

8. „O psie, który jeździł koleją” Romana Pisarskiego

Ile lat mają dzieci w trzeciej klasie? Osiem? W sam raz, żeby zapoznać się z historią sympatycznego zwierzaka, który na koniec, w podzięce za swoje bohaterstwo, zostaje rozparcelowany przez pędzący pociąg. Na świecie po prostu nie ma innych książek o psach, w ogóle nie ma nic o zwierzętach, dlatego kolejne pokolenia muszą czytać o Lampo i w ten sposób wchłaniać wiedzę o poświęceniu i o tym, że generalnie z pociągiem nie wygrasz.

Ten przynajmniej nigdzie nie pobiegnie (fot. Wikicommons)Ten przynajmniej nigdzie nie pobiegnie (fot. Wikicommons)

Mam tu jeszcze kilka ukochanych, wesołych opowiastek w tzw. zanadrzu. Łysek z pokładu Idy (prawdziwy happy end, koń ślepy, zapracowany do oporu, ale nie umiera! Przynajmniej nie na naszych oczach ). Biały Bim Czarne Ucho. Król Maciuś Pierwszy. Zielony Prosiaczek z guziczkiem w nosku.

Mam nadzieję, że kiedy moja córka wpadnie w szpony kanonu będzie miała już na tyle wyrobiony gust czytelniczy, że spłyną po niej bez większej szkody te wszystkie koszmary. Jednak w regularnym, przetaczającym się przez media lamencie o strasznym poziomie czytelnictwa w Polsce nadal zbyt słabo wybrzmiewa brutalna, naga prawda: nie wychowujemy dzieci na miłośników książek. Mówiąc „my” mam na myśli społeczeństwo, a nie ambitnych rodziców z dużych miast. Nie każde dziecko ma w domu własną półeczkę z ulubionymi lekturami i rodziców, którzy wskażą, co czytać i poświęcą na to czas. Większość zetknie się z literaturą dopiero w szkole. I naprawdę, trudno mi winić je za to, że nabiorą do niej trwałego obrzydzenia, które przekażą kolejnym pokoleniom.

Więcej o:
Skomentuj:
8 książek, które zniszczą dziecięcą wrażliwość, czyli poczytaj mi mamo, ale zmień zakończenie
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX