"Obciachowe ciuchy"? Nie aż tak obciachowe, jak twój komentarz

Nic nas nie mierzi tak jak brzydota innych. Zatrważające bezguście - te sztruksy, balejaże i siaty z Biedry aż proszą się o komentarz. Chichoczemy więc, a czasem pstrykniemy zdjęcie, żeby internet mógł zawyrokować, że to niezła żenada. Ale czy takie zachowanie nie jest większą?

Godzina szczerości

Każdy wie jak nie chciałby wyglądać i czego za żadne skarby świata by nie włożył (w moim przypadku jest to niestrojąca z moją osobowością kiecka z baskinką i bluzka z rękawami motylkami, bo wyglądam w nich jak Fred Flintstone), ale powiedzmy sobie szczerze - przepuszczanie innych ludzi przez filtr własnego, w pełni subiektywnego gustu to inna historia. Śmieszy mnie łatwość z jaką stawiamy się w pozycji autorytetu i przyznajemy sobie prawo do wygłaszania opinii na temat zewnętrzności innych, często obcych, ludzi. W Polsce własny, indywidualny styl to temat wciąż niezgłębiony, a za trendami podąża się tak, jakby był na to paragraf. Jeśli moda jest dla nas zabawą, to jest to zabawa w „kto pierwszy się potknie i ubierze się jak wieśniak”. Indywidualne preferencje są drugorzędne względem zakazów i obostrzeń. Jeśli chcesz dobrze wyglądać, to musisz wykuć się na pamięć czego nie wolno. A gdy sięgasz po coś z zakazanej listy, to licz się z tym, że rozwścieczony tłum modowych wyroczni (z tramwaju, internetu, kolorowego magazynu dla kobiet) rozerwie cię na strzępy.

No dobra, nikt nie chce być chodzącym obciachem więc gdzie, do diabła, jest ta zakazana lista? Tu zaczynają się schody, bo każdy ma inne wyobrażenie o modowych faux pas. Dla wcale niemałej grupy kobiet, które swoją definicję dobrego smaku zbudowały na dogmatach zaczerpniętych z „Pani domu”, już poprzeczne paski na figurze typu „jabłko” będą nie lada transgresją. Prawdziwe elegantki w ponadczasowych beżowych trenczach będą natomiast kręcić nosem na hipsterski kult ciuchów „oversize” i czapek beanie noszonych non stop od stycznia do grudnia. Każdy dorzuca swoje trzy grosze do zakazanej listy. Są na niej ciuchy w panterkę („blachara!”) crocsy ("nie obchodzi mnie, że ci wygodnie - wyglądasz jak kretyn”) emu ("może najpierw wylecz platfusa?”), legginsy ("nie przy takiej figurze, kochanie”), biodrówki ("tłuszcz wylewa się bokami, bleee”), wysoki stan ("ile ty masz lat, sześćdziesiąt?”), wzorzyste albo kolorowe rajstopy ("ile ty masz lat, dwanaście?”), rajstopy z połyskiem ("ta to chyba ma wiecznego sylwestra!”), koronka na dolnych partiach ciała ("zahibernowałaś się w latach 70.”), jeans na górnych ("inspirujesz się Brokeback Mountain?”), spódnice maxi ("jak stara baba!”), spódnice mini ("jak dziwka!”), duże dekolty ("wulgarne” albo odwrotnie - "najpierw trzeba mieć co pokazać”), kolorowe włosy ("w głowie pusto, to musi czymś przykuć uwagę”), balejaż ("wyglądasz jak moja matka w dziewięćdziesiątym piątym”), grube swetry ("podkreśliłabyś trochę figurę”), czerń ("jak na stypie”), kropki ("idziesz na potańcówkę w remizie?”), piercing ("mózg sobie przekłuj!”), dres ("zapomniałaś się przebrać po siłce?”) i sztuczna biżuteria („witamy w krainie tandety!”).

Niesamowite na ile sposobów można zrobić sobie wiochę! Nie z tego ni z owego to wyświechtane "w co ja się ubiorę?” staje się pytaniem zasadniczym. Wybierając strój stąpasz po polu minowym - jeden fałszywy ruch i nie dość, że zdemaskujesz się jako bezguście, to jeszcze swoją kreacją popsujesz humor jakiejś przypadkowe osobie. Na szczęście nie ma sytuacji bez wyjścia. Żeby uniknąć wszelkich wpadek, przełącz się na tryb „metka”. Dobra metka jest jak latarnia morska na morzu modowej niepewności. Dobra metka dyktuje ludziom co jest gustowne, a co nie. Dobrej metce nikt nie podskoczy, bo jest jak legitymacja upoważniająca do miana osoby stylowej. Dobra metka wymaga poświęceń. Choćby i nocy spędzonej na koczowaniu przed odzieżową sieciówką, która nawiązała współpracę ze znaną marką haute couture. Bo człowiek i jego indywidualny gust nigdy nie będzie tak nieomylny jak paryski dom mody z sześćdziesięcioletnią tradycją.

Ta ślepa miłość do marek, niewolnicze przywiązanie do trendów i świadomość niekończącej się zakazanej listy to potężne brzemię. Przy takim obciążeniu psychicznym potrzebna jest odskocznia - czemu by więc nie zepchnąć swojej frustracji na osobę, która to brzemię odrzuca i wciąga na tyłek co chce? Myślę, że taka właśnie nieuświadomiona motywacja kieruje osobami, które na ulicy puszczają moim nogom spojrzenie śmierci, bo przy rozmiarze XL ubrałam je w minispódniczkę. Z komentarzy, które zasłyszałam w komunikacji miejskiej wynika zresztą, że dziewczyna o pełnych kształtach może liczyć na przychylność opinii publicznej tylko ubrana w coś odciętego pod biustem albo w wór typu ponczo. Każdy odważniejszy ciuch może stać się ofiarą ciucho-poniżania, tak jak moje ukochane spodnie. Miękkie, przewiewne, uświetnione fantazyjnymi bohomazami - uszczęśliwiały mnie, ale godziły w poczucie estetyki moich rodaków.

„Olaszko, nie obraź się, ale gdybym miała twoją figurę, wywaliłabym te portki do śmieci! Nie dość, że są szkaradne, to jeszcze poszerzają cię w biodrach, a tego akurat - (perlisty śmiech) - nie potrzebujesz!” - doradzała „życzliwa” znajoma. „Spodnie-dramat! Wyglądasz w nich jakbyś cała była swoim tyłkiem” - skomentowała moje zdjęcie z wakacji druga. „O kurwa, ale dupsko!” - przeraził się obcy typ na ulicy. Kochałam te spodnie i nie było mnie stać na to, żeby wywalać do śmieci nowe ubrania, więc mimo krytyki zasuwałam w nich po całym świecie. W końcu dotarłam na Manhattan. To właśnie tam, na rogu 86. ulicy i Broadwayu przypadkowa piękna pani zatrzymała mnie na przejściu dla pieszych i wykrzyknęła: „Rety, ale odjechane spodnie! Wyglądasz bajecznie, dziewczyno!”. Do dziś nie wiem, co nią kierowało, ale myślę, że miało to coś wspólnego z byciem miłą i pozbawioną kompleksów osobą.

Dzięki serdeczności nieznajomej ze światowej stolicy mody uświadomiłam sobie kilka rzeczy. Po pierwsze: nie warto jest wyglądać inaczej niż chcesz wyglądać tylko dlatego, że ktoś obcy uważa, że wyglądasz obciachowo. Po drugie: jeśli musisz się gapić, gap się z sympatią. Po trzecie: jeśli nie masz nic miłego do powiedzenia, to odkryj siłę i piękno milczenia. A jeśli nachylisz się do mnie i rzucisz: „O matko, widzisz tę laskę w lateksowych kozakach? Jedzie z zakupami z Biedry, a wygląda jak spod latarni! Ale wiocha!”, to tym razem ja puszczę ci spojrzenie śmierci. Dlaczego? Bo nawet najbardziej niegustowny strój nie jest aż taką wiochą, jak chamski komentarz na temat czyjegoś wyglądu.

Więcej o: