Kultowe sformułowania pochodzące z lat 80. Sprawdźmy, czy je pamiętacie!

Dzieciństwo to czas, który wspominam bardzo dobrze. Kochająca rodzina, dużo koleżanek i kolegów, przygody, zabawa, ale też specyficzny język, którym się posługiwaliśmy. Język, który w nas budzi nostalgię i śmiech, ale dla dzisiejszej młodzieży może być już zupełnie nieczytelny.

Wspominając dzieciństwo lubię myśleć, że byłam grzecznym dzieckiem (fot. Susanne Guzei)Wspominając dzieciństwo lubię myśleć, że byłam grzecznym dzieckiem (fot. Susanne Guzei)

Każde pokolenie ma swój język, który ciągle ulega transformacji. To co było zrozumiałe dla jednych, dla drugich może okazać się zupełnym nieporozumieniem. Chciałabym podzielić się z wami kilkoma wyrażeniami, które były popularne wśród moich rówieśników w latach 80. XX wieku. Jestem bardzo ciekawa, czy wy też znacie te sformułowania, czy może mieliście inne określenia na pewne czynności, które wykonywaliście.

GRANIE W KOMPUTER

Jedno z moich ulubionych określeń, które stosuję do dziś wymiennie z graniem w grę. Granie w komputer symbolizuje stare dobre czasy, kiedy gry były na kasetach, ich wgrywanie trwało całe wieki, a dźwięk jaki temu towarzyszył brzmiał mniej więcej tak: piu piu piu piu. Nie wszystkie dzieci miały komputery, ale większość chętnie spotykała się na wspólne granie. Komputer był narzędziem socjalizującym, dzieci musiały wychodzić z domu, musiały się spotykać i przebywać ze sobą w jednym pomieszczeniu - O ZGROZO.

KAMEROWANIE

Bardzo zacne słowo oznaczające kręcenie filmu kamerą VHS. Kamerowanie odbywało się na weselach, komuniach i chrzcinach. W czasach kamerowania z tego co pamiętam mało osób miało dostęp do tego cudownego sprzętu, ale jak już ktoś miał, to był kozak.

Nie pamiętam już jak, ale w mojej rodzinie pojawiła się pożyczona skądś kamera VHS, która pozwoliła na rejestrowanie naszego życia w domu oraz na działce. Kamerował tato, który chciał nakręcić rodzinny pamiętnik (nie mylić z "Pamiętnikami z wakacji"). Z kamerą poszliśmy nawet do naszych kochanych sąsiadów i każdy mógł coś o sobie opowiedzieć. Później wspólnie oglądaliśmy ten wybitny film na wideo marki Kasprzak (na licencji Grundig). Podejrzewam, że kaseta z kamerowania naszego życia jest gdzieś u moich rodziców. Im dłużej o tym myślę, tym bardziej obejrzałabym to po latach. Wideo też się znajdzie. Czy zadziała, to już inna sprawa.

OGLĄDANIE TELEWIZORA

Dawno, dawno temu na świecie nie było telewizorów na pilota. Mało tego nie było plazm, LCD, czy tych takich nowych, co już nazwy nie pomnę. W tamtym okresie istniały tylko dwa kanały telewizyjne 1 i 2 i wszyscy byli szczęśliwi, bo programy jakieś ambitne były, a w filmach występowali aktorzy, a nie ludzie znani ze ścianki z nowym obuwiem znanej marki. Oglądanie telewizora wiązało się z prawdziwym rodzinnym spędzaniem czasu. Programy przyrodnicze, Sonda, Pi i Sigma, czy Wielka gra.

Pamiętacie? (fot. mat. stacji telewizyjnych) Pamiętacie? (fot. mat. stacji telewizyjnych)

Telewizja edukacyjna była edukacyjna, a obrady Sejmu puszczane na żywo na TVP 2 stanowiły wspaniały podkład do spania dla mojego dziadka. Kiedy już naoglądaliśmy się telewizora to należało go zgasić i iść spać.

POJECHANIE NA ROWER

Całą bandą jeździło się na rower na drugą stronę ulicy, na którą rzecz jasna nie wolno było przechodzić. No, ale rodzice nic nie mówili o jeżdżeniu prawda? Próbuję sobie przypomnieć, czy widziałam w ciągu ostatnich kilku lat bandę dzieciaków na rowerach. Niestety nie umiem odtworzyć takiego obrazu. Rodzinne wypady owszem, ale same dzieci bez opieki dorosłych, jakoś nie zapisały się w mojej głowie.

Ale bądźmy szczerzy, lata 80 to była NIECO inna rzeczywistość także i dla dorosłych (fot. Wojtek Laski/ East News)Ale bądźmy szczerzy, lata 80. to była NIECO inna rzeczywistość także i dla dorosłych (fot. Wojtek Laski/ East News)

ZAWOŁANIE WINDY

Zwrot może nie być znany osobom, które wychowywały się w domach lub w blokach bez wind. Zawołanie windy wiązało się z pewnym wyzwaniem, zwłaszcza jak miało się mało wzrostu i człowiek nie dosięgał do przycisków. W rozwiązaniu tego problemu pomagał patyk. Każde dziecko z blokowiska wiedziało, że należy mieć swój patyk do zawołania windy. Niektóre dzieci były skąpe i nie dzieliły się patykiem, ale większość łączyła się w walce z systemem.

Warszawskie, dobrze mi znane blokowiska (fot.Sławomir Kamiński/ Agencja Gazeta)Pod nimi krzyczało się: Mamooo, mogę jeszcze zostać na dworze? (fot.Sławomir Kamiński/ Agencja Gazeta)

ZDJĄĆ RADIO Z GŁOWY

Pierwsze komunie to czas, kiedy wręczane były i są nadal prezenty o dużej wartości. Wartości materialnej rzecz jasna, bo kto by sobie głowę zawracał wartościami sentymentalnymi. Dziecko nie będzie umiało zaimponować kolegom życzeniami od chrzestnego, ale walkmanem już owszem. Z walkmanem chodziło się wszędzie. Na podwórko, do szkoły, sklepu, a nawet do dziadków na obiad - teraz mamy tablety i telefony komórkowe. I to właśnie dorośli prosili nas o zdjęcie radia z głowy, kiedy chcieli z nami porozmawiać, zjeść posiłek czy tak po prostu dowiedzieć się co było słychać w szkole.

Ówczesny wyznacznik statusu (fot. Sony)Ówczesny wyznacznik statusu (fot. Sony)

BYCIE U PANI

Sformułowanie, które zawsze wywoływało grozę i lęk. Zwrot "jesteś u pani!" był używany w celu naskarżenia na inne dziecko. Tutaj nie było żartów. Skarżypyta najczęściej dotrzymywał słowa - złamas jeden.

***

Tak jak wspomniałam na początku te "twory językowe" przypominają mi i moim znajomym beztroskie lata dzieciństwa i zdarza się, że niekiedy ich używamy w rozmowie. Teraz wasza kolej. Jakie sformułowania kojarzą się wam z czasem, kiedy byliście dziećmi?

Więcej o: