Tuczą, szkodzą, kumulują się w organizmie. O emulgatorach, przeciwutleniaczach i innych paskudztwach

Zgodnie z obietnicą z zeszłego tygodnia, dziś napiszę o tym, jakie chemiczne dodatki (poza barwnikami i konserwantami) znajdują się w jedzeniu. A jest tego sporo...

Jednak zanim o tym, chciałabym nawiązać do komentarza, który pojawił się pod zeszłotygodniowym tekstem. Był to zarzut, że nie ma w nim żadnych liczb, norm spożycia, dopuszczanych ilości. Postaram się to nadrobić, ale wierzcie mi - gdybyście widzieli tabele, w których są takie normy, też byście się nie podjęli szczegółowego rozpisywania... Dla niedowiarków: tadam! Oto LINK.

rys. Magda DanajEeeeee... / rys. Magda Danaj

W komentarzu była uwaga, że przy różnych dodatkach piszę - "może powodować", "zwiększa ryzyko", "może mieć wpływ na..." - zamiast konkretów, czyli: o ile dokładnie zwiększa, jaki ma wpływ. Mam złą wiadomość: jeśli chodzi o dodatki do jedzenia, to to są właśnie konkrety. Wpływ na organizm jest uzależniony od szeregu indywidualnych czynników. Od tego jaką mamy odporność i jaki tryb życia prowadzimy. Liczy się to, jak żyjemy od samego początku. Ta sama ilość szkodliwej substancji inaczej zadziała na kogoś, kto nie ma obciążeń genetycznych, od zawsze się rusza, a jego największym żywieniowym grzechem jest pity od wielkiego dzwonu drink z colą. Inny będzie miała wpływ na kogoś, kto od wczesnej młodości nieszczególnie dba o to, co je, jak żyje albo ma genetyczne predyspozycje do zachorowań.

"Jak to!? Przecież jem zdrowo!"

Ostatnio, przyszedł do mnie na wizytę pan z żoną, która ma straszną cukrzycę. Przyszli leczyć panią, ale podczas rozmowy okazało się, że pan miał niedawno usunięty nowotwór. Obecnie jest w trakcie terapii, na skuteczność której dieta może mieć znaczący wpływ. W dwie strony - bo może także przyczynić się do rozwoju nowotworu. Okazało się, że mój pacjent całe życie jadł byle jak - smażone, grillowane, słodkie i tłuste. Nie zna innej żywności niż ta przetworzona. Kiedy wspomniałam o warzywach, powiedział (naprawdę zadowolony z siebie), że jadł niedawno ogórki konserwowe (swoją drogą, produkt z czarnej listy WHO). Dla niego żywność naturalna to jogurt truskawkowy, a zdrowa ryba to tuńczyk z puszki. Mówi, że skoro od bekonu nie tyje, to znaczy, że mu nie szkodzi. Podobnie z bajaderkami, sokami, paluszkami, parówkami i tak dalej. Wierzcie mi - ludzie tak jedzą. Co więcej, często są przekonani, że jedzą zdrowo.

"Przecież czuję się po tym świetnie!" / fot. Shutterstock

Wiele razy osoby z mojego otoczenia mówiły, że TAK dobrze się odżywiają. Na co dzień dbają o to co jedzą, ale zdarza się (dość często), że nie mają czasu, więc wrzucą coś na mieście. A że nierzadko brak czasu wynikający ze zbyt dużej ilości pracy, paradoksalnie, łączy się z brakiem pieniędzy, to co zjedzą poza domem nie jest najlepszej jakości. Bo kanapka z szynką od pana kanapki, sałatka z kurczakiem i sosem albo drożdżówka z owocami to NIE jest zdrowe jedzenie. Jak im spadnie cukier to wypiją colę, bo przecież nie ma nic lepszego na chwilowy brak energii niż porządna szklanka cukru (i sztucznych chemicznych dodatków). Takie produkty są nafaszerowane dodatkami do żywności.

Nie chcę wam powiedzieć, że jedyne rozwiązanie to chodzić z pięcioma pojemnikami, w których codziennie będziemy taszczyć bardzo zdrowe posiłki (choć osobiście, staram się mieć po prostu pojemną torbę). Nie chcę też powiedzieć, że ktoś kto piję czasem colę - zejdzie na raka. Nie o to chodzi. Chcę powiedzieć, że znakomita większość z nas je czasami żywność przetworzoną. W sumie na tyle dużo, że z dużym prawdopodobieństwem - przekracza dopuszczalne dawki chemicznych dodatków.

Weźmy za przykład amarant, jeden z barwników dodawanych do jedzenia. Generalnie - niezły syf. Pojawia się chociażby w napojach alkoholowych. To, ile człowiek może go spożyć określa współczynnik ADI (Acceptable Daily Intake). Po naszemu to dopuszczane dzienne spożycie, czyli ilość, jaką teoretycznie możemy jeść przez całe życie i pozostać w dobrym zdrowiu. ADI jest wyrażone w miligramach na kilogram masy ciała. Dla amarantu wynosi 0,5 mg/kg masy ciała. Jak nietrudno policzyć, osoba ważąca 60 kilogramów, może dziennie wchłonąć 30 mg tegoż barwnika. To trzy razy mniej niż zawierają w jednym litrze niektóre napoje bezalkoholowe, wina czy nalewki. A przecież ten barwnik występuje też w dżemach, galaretkach, ciastkach. Co gorsza - producenci nie zawsze podają dokładne ilości substancji dodatkowych. Dlatego, doradzam czytanie etykiety i niekupowanie produktów z chemią, o której piszę w tym i poprzednim tekście. A przynajmniej nie za dużo, nie codziennie i nie dla dzieci.

Że idzie w biodra - wiemy. Ale jeszcze szkodzi zdrowiu? / fot. pexels.com CC0Że idzie w biodra - wiemy. Ale jeszcze szkodzi zdrowiu? / fot. pexels.com CC0

Tydzień temu napisałam o kilku barwnikach i konserwantach, których lepiej unikać, dziś będzie o emulgatorach, przeciwutleniaczach, wzmacniaczach smaku i słodzikach. Nie będę pisać o wszystkich, bo spłodziłabym pracę doktorską. Są ich setki. Napiszę, na które dobrze byłoby uważać.

Przeciwutleniacze

Przeciwutleniacze dodawane do żywności pochodzą w dużej mierze, z naturalnych źródeł. Jednak jest także grupa syntetycznych przeciwutleniaczy, które nic dobrego nie wnoszą do diety.

E 310 (galusan propylu), E 311 (galusan oktylu), E 312 (galusan dodecylu)

Znajdziemy je w gumach do żucia i niektórych produktach na bazie ziemniaków. Nie powodują bardzo nieprzyjemnych dolegliwości, ale mogą nasilić alergie skórne.

E 320 czyli BHA

Jest w tym wszystkim, co smażone w głębokim tłuszczu - frytki, chipsy, pączki i wiele innych. Takich produktów lepiej nie podawać dzieciom. Mogą mieć bardzo niekorzystny wpływ na zdrowie. Zawarty w nich BHA może powodować spadek krzepliwości krwi. Zwiększa wydalanie (z moczem) sodu i potasu, co zaburza równowagę kwasowo-zasadową. Ma negatywny wpływ na pracę serca i podnosi poziom cholesterolu we krwi. Ponadto wzmaga reakcje alergiczne. ADI wynosi 0,5 mg/kg masy ciała.

Emulgatory

Emulgatory czyli związki, które utrwalają mieszaniny. Część z nich występuje w naturze, ale niektóre można uzyskać tylko w laboratorium chemicznym.

E 401 czyli karagen

Ma bardzo szerokie zastosowanie w żywności. Jest stosowany przy produkcji dżemów, marmolad, majonezów, jogurtów, serków, odtłuszczonych produktów mlecznych (czyni je smaczniejszymi, co jak wiadomo jest sporym wyzwaniem). Jest używany także jako wypełniacz przetworów mięsnych - dzięki temu małemu dodatkowi z małego kawałka mięsa można zrobić wielki kawałek wędliny. Karagen budzi sporo wątpliwości. Zmniejsza wchłanianie składników mineralnych, może powodować owrzodzenia układu pokarmowego, działa przeczyszczająco. Jego niekorzystne działanie jest kolejnym argumentem, żeby nie podawać dzieciom żywności przetworzonej. Dla dorosłego człowieka ADI określono na poziomie 75 mg/kg masy ciała.

Difosforany (E 450)

Znajdziemy je w bardzo wielu produktach. Są między innymi w przetworach mięsnych, sosach, serkach, jedzeniu, które wystarczy zalać wodą, w gumach do żucia, ciastkach, smakołykach z cukierni czy owocach kandyzowanych. Ich nadmiar może powodować uszkodzenia nerek. Zmniejszają wchłanianie wapnia czyli mogą się przyczyniać do osłabiania kości. Mają negatywny wpływ na przyswajanie magnezu i żelaza. Dopuszczalne spożycie to 70mg/kg masy ciała.

Wzmacniacze smaku, czyli smak żywności przetworzonej - grupa 600

Glutaminian sodu E 621

Wszechobecny polepszacz. Jest w koncentratach, zupkach instant, przyprawach, kostkach rosołowych, wędlinach, konserwach, sosach, mięsach przetworzonych i wielu innych. Warto wspomnieć, że glutaminian występuje naturalnie w niektórych produktach. Natura jednak wie, co robi i ustawiła jego stężenie na poziomie 0,1 gr/100 gramów produktu. Kiedy dodaje go do produktów człowiek - dochodzi do 0,8 gr/100 gramów. Wyniki badań nad jego szkodliwością trwają od lat. Część z nich dowodzi, że kumuluje się w organizmie. W związku z tym jego negatywne działanie może być odroczone w czasie. Obecny w bardzo dużej ilości produktów glutaminian może powodować bóle głowy, dlatego wszystkim mającym tendencję do bólów migrenowych odradzam jedzenie żywności przetworzonej. Może także stymulować odkładanie się tkanki tłuszczowej. Jest niewskazany dla astmatyków.

E 622 (glutaminian potasu)

Drugi glutaminian - dodawany jest do koncentratów, produktów w proszku, konserw, wędlin, sosów. Za duże spożycie produktów z tym składnikiem może powodować przyśpieszone bicie serca, niepokój, problemy ze snem, bóle głowy. Jeśli to was nie przekonuje, dodam, że wzmaga odkładanie tkanki tłuszczowej.

ZŁO na słodko

Na zakończenie historii sztucznych dodatków do jedzenia, coś co jest dodawane nie tylko przez producentów, ale także zupełnie świadomie przez nas samych - słodziki. Dla wszystkich tych, którzy dosładzają nimi jedzenie i picie w ramach odchudzania lub dbania o figurę - są badania, które pokazują, że słodziki przyczyniają się do odkładania tkanki tłuszczowej. Co więcej, organizm w reakcji na słodki smak wydziela insulinę. Mogą zatem zwiększać ryzyko pojawienia się insulinooporności i cukrzycy typu drugiego.

E 951 czyli popularny aspartam

Jest w bardzo wielu produktach spożywczych, bo zawładnął grupą light. Znajdziemy go w słodzikach, napojach dietetycznych, jogurtach, sokach, gumach do życia, konserwach, płatkach, a nawet w piwach. Moim zdaniem produkty z aspartamem mają specyficzny, jakby metaliczny posmak, ale co kto lubi. WHO ustaliło normę spożycia na 40 mg/kg masy ciała, choć jest wiele badań potwierdzających szkodliwość aspartamu. Część z nich sugerowała, że może on zwiększać ryzyko zachorowania na nowotwór. Nie uzyskano jednak jednoznacznego potwierdzenia toksyczności aspartamu. Ma działanie przeczyszczające i jest niewskazany dla wszystkich tych, którzy mają problemy żołądkowe. To produkt zakazany dla osób chorujących na fenyloketonurię, które nie metabolizują fenyloalaniny.

Jego szkodliwość: Pan Słodzik / Fot. ShutterstockJego szkodliwość: Pan Słodzik / Fot. Shutterstock

Sacharyna (E 954)

Znajdziemy ją w tych samych grupach produktów co aspartam. Podejrzewano ją o zwiększenie ryzyka pojawienie się nowotworów. Nie zostało to jednak jednoznacznie potwierdzone - nie wiem czy dlatego, że rzeczywiście nie ma takiego działania, czy dlatego, że jej stosowanie się po prostu opłaca. Kiedyś na produktach zawierających ten słodzik konieczne było umieszczenie informacji, mówiącej, że jest to produkt niebezpieczny dla zdrowia. Wycofano się tego w 2000 roku. Na dzisiaj dopuszczalne dzienne spożycie sacharyny to 5mg/kg masy ciała.

Mam nadzieję, że dwa teksty o sztucznych dodatkach, dały wam wyobrażenie na temat tego, jak dużo marnej jakości jedzenia jemy codziennie. To ma na nas ogromy wpływ. Wiem, że jakby tak człowiek się przejmował wszystkim, co je i wykluczył wszystko, co nie jest zdrowe, życie straciłoby sporo smaku. Jednak te produkty, które ciągle pojawiają się na zakazanych listach, naprawdę lepiej wywalić z diety. One nie znajdują się na tych listach tylko dlatego, że mają dużo złego tłuszczu i szybko się od nich tyje. Są tu raczej właśnie ze względu na skład chemiczny. Jakiś czas temu na listę produktów potencjalnie rakotwórczych trafiły także przypieczone tosty, chipsy i przypieczone ziemniaki. Liczy się skład, pochodzenie i sposób przyrządzania jedzenia.

Kiedyś nikt nie wiedział, że papierosy są niezdrowe. Jak rozmawiam z moją babcią, która paliła czterdzieści lat albo z tatą, który był dla niej kompanem w nałogu przez ćwierć wieku, zgodnie odpowiadają, że o szkodliwości papierosów zaczęto mówić wiele lat po ich pierwszym dymku. Teraz dużo się mówi o tym, jaki dużo szkodliwych substancji jest w jedzeniu. I jak duży wpływ na zdrowie ma to, co jemy. Zróbmy ile możemy, żeby za kilkadziesiąt lat nie pluć sobie w brodę.

Więcej o: