Coaching to ściema? Nie, ale polski rozwój osobisty jest jak disco-polo!

Kiedyś, gdy miało się problem, szło się wygadać przyjacielowi, napić albo do specjalisty. Dziś z byle powodu idzie się do coacha. Nic dziwnego, że wielu widzi w tym dobry biznes, a etyka zawodowa coraz mocniej kuleje.

Dwa tygodnie temu „Newsweek” zbulwersował czytelników wywiadem z Violettą Rymszewicz - trenerem i rekruterem: „Coaching to ściema” - tytuł dosadny, mocny. Czy prawdziwy? Jestem coachem, trenerką rozwoju osobistego, znam ten świat od podszewki. Postaram się rzucić na problem nieco światła - z całą szczerością na jaką mnie stać.

fot. Unsplashfot. Unsplash

W kraju, w którym produkcja przeżywa agonię, zaś zawody typu hydraulik, mechanik samochodowy, czy spawacz niedługo pójdą do lamusa, coaching staje się coraz większą i coraz bardziej tłustą kurą, znoszącą złote jaja. W zasadzie to co piąty znajomy siedzi w coachingu. Są coachowie od zdrowego jedzenia, od planowania finansów, od kreatywności, od seksu. Kiedyś, gdy miało się problem, szło się albo wygadać przyjacielowi albo napić, albo do specjalisty. Można też było pisać pamiętnik. Dziś z byle powodu idzie się do coacha. Coaching staje się lekarstwem na zaburzania odżywiania, niechęć do seksu z mężem, kiepskie relacje z córką, lenistwo, które coachowie i trenerzy rozwoju osobistego tłumaczą, jako nieefektywne zarządzanie sobą w czasie. Absurd przybrał już takie rozmiary, że spotkałam na swej drodze zawodowej coacha energetycznego, który stosuje terapię Tarotem, coacha, który „uwalnia energię twoich praprzodków”, czy coacha prowadzącego terapię runami. "Mam problem, idę do coacha" - mówi mi wiele osób.

Coachowie i trenerzy rozwoju osobistego w Polsce wywąchali w tym pieniądze jakiś czas temu. Kiedy mniej więcej sześć lat temu stawiałam pierwsze kroki w branży, cel był jeden: motywować ludzi, sprawiać, że zaczną w siebie wierzyć, słuchać, inspirować, wywoływać banana na twarzy i sprawiać, że oczy zabłyszczą, gdy ktoś nagle zakrzyknie: „Eureka! Dlaczego mam nie dać rady?!”. Coach, trener rozwoju osobistego, to były osoby bardzo etyczne. W Akademii Trenerów Biznesu nauczono mnie podstawowej zasady: „Trener jest dla ludzi, nie ludzie dla trenera”. Skromność, pokora, etyka pracy, widzenie człowieka w człowieku. To się liczyło. Pewność siebie - tak. Ale niemająca nic wspólnego z zadzieraniem nosa. Wystarczyło cztery, pięć sesji, aby popchnąć klienta do przodu. Jeśli nie przyniosły one skutku, coach był zobligowany przyznać przed klientem, że wspólna praca nie przynosi efektu i pomóc znaleźć inne rozwiązanie. Dziś słyszę, że ktoś chodzi do coacha raz w tygodniu od pół roku - z jednym problemem. I trafia mnie szlag!

Jesteśmy dziś dla trenerów rozwoju osobistego i coachów maści wszelakiej świnką skarbonką. Umiejętnie wykorzystują oni nasze potrzeby pragnienia i lęki. Mamią: bądź bogaty, bądź piękny, kochaj siebie, bądź sexy. Gdyby to jeszcze była motywacja z klasą - jak w przypadku Briana Tracy, Stephena Coveya, Louise Hay, Gregga Bradena, Johna C. Maxwella. Niestety, polski coaching i polska trenerka to coraz bardziej disco-polo z powtarzającym się refrenem. Wszyscy robią to samo i już nie wiadomo, kto po kim co powtarza. Mateusz Grzesiak, Jan Paweł Mróz, czy inni - banały okraszone błękitnym krawatem, zrobionymi zębami w uśmiechu numer pięć i dłońmi złożonymi w piramidkę. I ty i ja jesteśmy dla tych wszystkich mówców motywacyjnych, złotoustych naprawiaczy życia, jedynie kasą pełną monet monetami, za które później będą kupować sobie najdroższe garnitury i jeździć na dalekie wycieczki. Cały czas karmiąc nas frazesami, że my też mamy takie życie w zasięgu rąk. No jasne, tylko musimy z kogoś wydoić pieniądze.

rys. Agata Sosnowskarys. Agata Sosnowska

Pewnie powiesz o mnie teraz: co za hipokrytka! Sama jest coachem, sama jest trenerem. Tak. Natomiast dziś odcinam się od tego. Zobaczyłam, że ideały niewiele dziś w branży rozwojowej znaczą. Liczy się to, jak szybko jesteś w stanie wymyślić coś, na czym można zarobić. Odcięłam się, bo widzę ignorancję. Jeśli trener publicznie mówi, że twórcą metodyki szkoleniowej jest David Coelb (a nie Dawid Kolb) i nie robi sobie nic z tego, że zwróciłam mu na to uwagę, jeśli Dyrektor Izby Coachingu na województwo świętokrzyskie, pani N., pisze w grupie na Facebooku, że ma szkolić pracowników drukarni, których „wykształcenie nie powala” (dosłownie tak napisała) i nie ma pomysłu na szkolenie, tylko pyta grupy, lekko - w moim odbiorze - ironizując na temat projektu, o którego realizację ktoś ją z jakiejś przyczyny (zapewne z zaufania) ją poprosił, to coś jest - kurde - nie tak. Jeśli coaching polega teraz na tym, żeby jeden gość opowiadał innym o tym, jaki jest zajebisty, podczas gdy oni są do bani, to ja się wstydzę przyznać do tego, że jestem trenerem, coachem. Coaching w Polsce i trenerzy rozwoju osobistego to dziś bardzo często popeliniarze - ludzie bez przygotowania, bez doświadczenia, bez wiedzy. Za to cwani - wiedzą, jakie mamy potrzeby i co to za problem - obejrzeć kilka nagrań Grzesiaka, przeczytać kilka książek i po prostu powtarzać utarte frazesy i niezmieniane od wielu lat ćwiczenia. No i brać za to sporą kasę.

Odcięłam się. Nie robię sesji coachingowych, nie uczestniczę w wyścigu szczurów. Jeśli ktoś chce skorzystać z mojej pomocy, zawsze może wpaść na Mokotów i przy kawie zrzucić emocjonalny balast, odwdzięczając się drobnym upominkiem. Nie chcę być kojarzona ze zdzieraniem kasy. Rozwój osobisty jest ważny. Jasne. Ale niech każdy robi to w swoim tempie, asertywnie, zgodnie z serduchem. Wiecie, co? Te wszystkie recepty na szczęście i mnie wprowadziły niejeden raz w doła! Owszem, wierzę w to, że mogę osiągnąć to, co chcę. Ale przy odpowiedniej pracy i dyscyplinie. A nie każdy ma ochotę i na pracę, i na dyscyplinę. I ma do tego prawo. Nacisk na to, byśmy wszyscy się rozwijali wedle jednego schematu krzywdzi ludzi i wpędza w niskie poczucie własnej wartości. Żyjcie swoim tempem. Czytajcie mądrych ludzi, rozwijajcie ducha - takie wartości, jak empatia, szacunek, pokora, cierpliwość. Plakat z nowym Lexusem na ścianie nadal jest tylko plakatem. Na życiu się skupcie!

rys. Agata Sosnowskarys. Agata Sosnowska

Agata Sosnowska

* Agata Sosnowska - polonistka, trener rozwoju osobistego, coach, autorka jednej książki z kręgu Mindfulness, mama Poli. Na co dzień szkoli obcokrajowców, pracuje głównie z imigrantami ze wschodu, a także rysuje w ramach projektu (NIEDO)ROZWÓJ OSOBISTY i coś tam pisze dla różnych wydawnictw. Prowadzi bloga Coacha zapiski.

OD REDAKCJI: A na deser Coach Translator - narzędzie, które przetłumaczy mowę coachów na normalną polszczyznę.

Więcej o: