Co z "Gwiezdnych wojen" chciałabym mieć w prawdziwym życiu (nie, wcale nie miecz świetlny)

Nie trwonię pieniędzy na eleganckie sukienki i drogie kosmetyki. Nie chcę być obsypywana złotem czy diamentami. Ale chyba mam prawo marzyć o kilku rekwizytach z Gwiezdnych wojen. Myślę, że wam też mogłyby się przydać.

Gwiezdne WojnyGwiezdne Wojny

Założę się, że większość chłopców małych i dużych oraz odpowiednio wychowanych dziewcząt na swojej liście gwiezdnowojennego ekwipunku miałaby miecz świetlny. Ja go nie chcę, możecie przejąć mój egzemplarz, choć podejrzewam, że wrażony w odpowiednią część ciała oponenta byłby skuteczniejszy niż maść na ból dupy. Nie chce też Sokoła Millennium, choć w tej kwestii pewnie się rozmyślę. Wiecie, Han Solo to najfajniejszy bohater, a statek, którym przemierzał "odległą galaktykę” był dla mnie pojazdem marzeń jakieś 23 lata temu. Dziś wiem, że cholernie trudno byłoby takiego Sokoła zaparkować w centrum miasta, a korzystanie z takiego cudu techniki wyłącznie od święta to zbrodnia na technice. Wybieram więc inne przedmioty, droidy a nawet zwierzęta.

C-3PO i R2D2C-3PO i R2D2

C-3PO i R2D2 - tylko w duecie, inaczej się obrażę. Uwielbiam rozmowy między tą dwójką maszyn, z daleka już czuć dobrą chemię między nimi. Sceny, w których nieco pierdołowaty, pozbawiony taktu i z lekka przemądrzały złoty blaszak, oraz pipczący, dość sprytny pokurcz wyruszają na ratunek uwięzionej przez imperialne szuje Lei są jednocześnie pełne napięcia, jak i szalenie zabawne. Wykorzystałabym tę dwójkę do pilnowania dzieci, mam wrażenie, że świetnie poradziłyby sobie z moimi potworzątkami. I niech nikt mi nie mówi, że to nie są droidy, których szukam!

"Peazy" i Leia, źródło: www.starwars.com

PZ-4CO - niespecjalnie dobrze wychodzi mi ogarnianie rzeczywistości, mam chaos w kalendarzu, czasem jestem tak zamyślona, że zapominam o tym, co, jak i gdzie. Dlatego dla siebie wybieram nianię w postaci PZ-4CO. Wyobrażam sobie, że to obdarzone dużą sztuczną inteligencją użyteczne bydlę spełni funkcję budzika, kalendarza i aplikacji "jakdojade”, a w razie konieczności zawsze poda mi lokalizację mojego przeciwnika.

TIE Interceptor, źródło: www.starwars.comTIE Interceptor, źródło: www.starwars.com

TIE Interceptor - mały, zwrotny i ekonomiczny. Ledwie 9,6 m długości, 6,4 m szerokości, do tego podwójny silnik jonowy, oraz absolutny "must have": cztery sprzężone działka laserowe! Czy nie brzmi to jak idealny pojazd miejski? Takim myśliwcem to ja mogę i po bułki jechać, i dziecko do przedszkola odstawić. Podejrzewam, że temat korków skończyłby się dla mnie raz na zawsze. A miny kierowców? Bezcenne.

master blaster, źródło: www.starwars.commaster blaster, źródło: www.starwars.com

Blaster Jonowy - Szczerze? Biorę całą tę obskurną technologie Jawów. Uwielbiam tego gigantycznego pokraka Sandcrawlera, niestety, nie miałabym go gdzie parkować. To znaczy miałabym, ale z drugiej strony szkoda mi trochę budynków dookoła, bo - sami rozumiecie - wrocławski Trójkąt to jednak ładna dzielnica, szkoda by go było rozjechać takim bydlakiem. Zadowolę się więc drobnicą, wezmę sobie blaster i będę strzelać jonami tam, gdzie tylko pojawi się jakiś gimbus ze zbyt głośno puszczoną z telefonu muzyczną albo jakiś fan radia VOX. Pstryk i nie ma. Po temacie.

Moja ulubiona mrożonka. Ach Han... źródło: www.starwars.comMoja ulubiona mrożonka. Ach Han... źródło: www.starwars.com

Komora do zamrażania w karbonicie - każda porządna, śląska gospodyni zna ten problem: tyle mięsa, a tak mało miejsca w zamrażalniku. A przecież mięso jest ważne, potrawa bez mięsa nie ma sensu, kto zaś nie trzyma w domu zapasów mięsa wystarczających na co najmniej tydzień odizolowania od świata zewnętrznego, ten zginie marnie już drugiego dnia po apokalipsie. Komorę do zamrażania w karbonicie wzięłabym więc w prezencie dla mojej mamy, bo zbliżają się jej okrągłe urodziny. Mamusiu, to dla ciebie, a jak się wkurwisz na kogoś w pracy, to chętnie pomogę tego kogoś także nieco, khm, ostudzić.

Słodzina!, źródło: www.starwars.comSłodzina!, źródło: www.starwars.com

Fire Breather - poza oczywistym faktem, że jakoś trzeba będzie potem to mięso rozmrażać, ten uroczy droid powinien też z powodzeniem zastąpić typowego domowego sierściucha, którego można poklepać po łbie, rzucić mu jakiś ochłap, albo zabrać na poranny jogging po zaklętych rewirach. Patrzcie na tę mordeczkę, jest taaaka słodka. Z tak ognistym oddechem, nasz malutki ognisty droidzik będzie królem każdego grilla.

C-3PO stąpa po kruchym lodzie.... źródło: www.starwars.comC-3PO stąpa po kruchym lodzie.... źródło: www.starwars.com

Dejarik - nie samym sportem człowiek żyje, niekiedy przydadzą się bardziej umysłowe rozrywki. Strawa dla ducha, nauka strategii, a przede wszystkim trudny trening trzymania emocji na wodzy. Mamy okrągłą planszę, śmieszne pionki, które żyją i mamy też pewność, że nie wolno grać w Dejarik z Chewbaccą.

No dobra, jak każdy mały chłopiec marzę o tym cholernym Sokole Millennium. Umówmy się, to jest świetny statek. Może nie top end, brak mu luksusów. Założę się, że nie ma nawet kontroli trakcji, mimo to - chcę go! Musze go mieć. I wiecie, co jeszcze bym chciała? Moc. Jak już ma się moc, to wszystko inne przestaje być aż tak istotne.

Więcej o: