Nie sprzątam na święta, bo robię z dziećmi ozdoby świąteczne

Sklepowe zamieszanie i "Last Christmas" w ogóle mnie nie dotyczą. Wiem, że istnieją, podobnie jak świąteczne porządki. Tylko po co ja mam sprzątać, kiedy moi dekoratorzy wnętrz mają w sumie pięć lat. A jest to duet, więc można sobie wyobrazić, jak wygląda dom po ich codziennej, wytężonej pracy. Nie sprzątam, odpadam, wolę ten czas poświęcić na wspólne robienie świątecznego nastroju.

Pierniczę, nie sprzątam! / fot. Agata UhlePierniczę, nie sprzątam! / fot. Agata Uhle

Najpierw bierzemy się za pierniczki. Te robimy już pod koniec listopada - wiadomo, muszą zmięknąć i oczekiwać w puszce na ten świąteczny czas. Nie sprzątam zbyt wnikliwie, bo jak kiedyś posprzątałam, to pierniczki znalazłam w okolicach Wielkanocy. Bardzo dziękuję, wolę podgryzać je, patrząc na choinkę. A nie na rzeżuchę i żonkile.

W ogóle w oczekiwaniu na Święta Bożego Narodzenia ciągle wykonujemy jakąś niezwykle brudną robotę. Mimo że ostatnie lata takie ciepłe, to śnieg nam pada na podłogę - choćby ten z mąki, gdy zagniatamy masę solną na choinkowe ozdoby.

Masa solna plus farby akrylowe. Nietoksyczne, nietłukące się ozdoby. Dziecio- i kotoodporne / fot. Agata UhleMasa solna plus farby akrylowe. Nietoksyczne, nietłukące się ozdoby. Dziecio- i kotoodporne / fot. Agata Uhle

Masa solna ma to do siebie, że dość długo schnie, szczególnie wtedy, gdy wykona się z niej coś grubszego - choćby tłustego cherubina. Musi długo schnąć, bo inaczej pęka. Kto chciałby mieć popękane anioły? Nie sprzątam więc okolic kaloryferów, bo oblegają je anioły, muchomory i serduszka.

Okien też nie myję, bo przecież wzrok i tak odciągną nasze dzieła. Girlandy z włóczki i masy solnej, wycinane z papieru domy, Gwiazda Betlejemska nad tym wszystkim mruga! Kto by patrzył na brud jakiś wydumany? Babcie zachwycają się artefaktami!

Okien nie myję. Po co? / fot. Agata UhleOkien nie myję. Po co? / fot. Agata Uhle

Wiadomo, że w stajence, w żłóbku ubogim, wszędzie siano. Tak, tam na pewno nie było nieskazitelnie czysto. Kiedy się zresztą robi taką stajenkę, to po domu wata lata (też w sumie jak śnieg biała), jakieś skrawki, jakieś paprochy. Po co się wysilać każdego dnia i pucować? Nie sprzątam, bo jeszcze tyle roboty przed nami!

Do szopy, hej pasterze! / fot. Agata UhleDo szopy, hej pasterze! / fot. Agata Uhle

Brokat na dywanie skrzy się niczym śnieg. Szczególnie ładnie to wygląda przy ostrym świetle, no aż żal odkurzać. A brokatowe bombki zrobicie już z dwulatkiem i poczuciem wielkiej dumy w tle. Żaden wyczyn, więc śmiało polecam zarobionym i typom "mam dwie lewe ręce". I nawet sprzątać nie trzeba, bo każdy wie, że brokat jest piękny i taaaaaaki glamour!

Po prostu glamour / fot. Agata UhlePo prostu glamour / fot. Agata Uhle

Dla dysponujących większą ilością czasu mam inny, wspaniały przedświąteczny pomysł. Zabiera on liczne długie zimowe wieczory, dzieci robią się takie spokojne i wyciszone przy tym. I ćwiczą cierpliwość oraz chwyt pęsetkowy. Toż to znacznie ważniejsza szkoła życia niż latanie z odkurzaczem. Zresztą podczas układania po podłodze turlają się stadnie drobne kuleczki. Przed tą czynnością nie sprzątam nigdy, nie ma mowy. To oczywiście termozgrzewalne koraliki, z których przygotowujemy choinkowe zawieszki. Idealne dla rodzin z małymi dziećmi i kotami, nie tłuką się, a do tego można sobie zrobić to, co się lubi. U nas w tym roku zawisną bohaterowie Gwiezdnych Wojen - ale tylko z Jasnej Strony Mocy. I kilka innych uroczych dzieł, a co? Od sprzątania po stokroć wolę siedzieć i tworzyć. Nie sprzątam, bo układam koraliki.

Szkoła cierpliwości i złodziej czasu / fot. Agata UhleSzkoła cierpliwości i złodziej czasu / fot. Agata Uhle

Żeby mieć z czego robić te wspaniałe ozdoby - najlepiej nie sprzątać przez cały rok! Trzeba zgromadzić mnóstwo nikomu nie potrzebnych śmieci, ścinków i skrawków, opakowań, które każdy normalny porządny obywatel posegreguje i wrzuci do pojemnika. A ja nie, nie sprzątam.

A jak już zrobimy z dziećmi te wszystkie ozdóbki, to wieszamy je sobie na kurzu ukształtowanym w choinkę, gdzieś tam w kącie.

Gdy już całe nasze mieszkanie, za sprawą pięknych, brokatowych i świecących wyrobów rąk własnych*, wygląda nawet lepiej niż dom Griswoldów, a każdy bliski na pewno ma przygotowaną jedyną w swoim rodzaju kartkę z życzeniami, to siadam sobie na fotelu i myślę: "Jak to dobrze, że nie sprzątam na święta. Poświęciłam ten czas na dużo ważniejsze sprawy!"

A co robię, gdy dzieci już śpią? Aaaaaa, to zupełnie inna opowieść wigilijna.

Agata Uhle, Foch.pl

* Te i inne dzieła oraz przepis na ich wykonanie znajdziecie TUTAJ.

Więcej o: